Блог О пользователеnarodowy

Регистрация

Теги

alain pilote antyrosyjskość benedykt xvi demokracja dług endecja erdoganizacja eurazja jarosław kaczyński jednomandatowe okręgi wyborcze jow józef piłsudski jędrzej giertych konfederacja słowiańska kredyt społeczny kult smoleński louis even maciej giertych michael nacjonalizm chrześcijański narodowa demokracja naród polski ordynacja wyborcza papież franciszek personalizm pokój polityka propolska polska prawo duvergera prawo i sprawiedliwość pis roman dmowski roman giertych rosja rosjanie ruch narodowy rząd światowy sanacja socjalizm liberalny socjalizm narodowy system dwupartyjny słowianie słowiańszczyzna unia słowiańska większościowy system wyborczy wojna ален пилот антирусскость война двухпартийная система демократия долг евразия енджей гертых закон дюверже избирательный закон либеральный социализм луиc эвен мажоритарная избирательная система мачей гертых мир мировое правительство михаэль национал-демократия национальное движение национальный социализм одномандатныe избирательныe округa оио папа римский франциск персонализм польский народ польшa польша право и справедливость пс пропольская политика роман гертых роман дмовский россия русские санация славяне славянская конфедерация славянская уния славянщизна славянщина социальный кредит христианский национализм эндеция эрдоганизация юзеф пилсудский ярослав качиньский
2013201420152016 (8)
   
ЯнварьФевральМартАпрельМайИюньИюльАвгустСентябрьОктябрьНоябрьДекабрь
            
 

Korzenie „naszych” elit – Корни „наших” элит


Korzenie „naszych” elit – Корни „наших” элит  http://narodowy.blog.ru/221781635.html (29.08.2016).

Korzenie „naszych” elit sięgają daleko w przeszłość. Na zdjęciu: mieszkańcy Królestwa Polskiego przyglądają się niemieckim okupantom po wycofaniu się armii rosyjskiej (1915).  Корни „наших” элит уходят далеко в прошлое. На фото: жители Царства Польского смотрят на немецких оккупантов после отступления русской армии (1915). Фото: Архив

„Główny problem widzę w złudnym poczuciu elitarności.” (M. Patyk, Mit współczesnej elity narodowej, mysl24.pl, 27.04.2016).

Korzenie elity

Często w gronie tzw. „prawdziwych” prawicowców zastanawiamy się nad przyczynami, dla których większość rodaków jak w chocholim tańcu wybiera sobie na zmianę albo etatystycznych solidaruchów, albo postępowych postkomunistów, a ci używając jedynie nieco innej retoryki utrzymują prawie niezmieniony ustrój dla niepoznaki retuszowany inicjatywami, które i tak z reguły zostają utrącone w dalszej części procesu legislacyjnego.

Jedno z wyjaśnień takiego stanu rzeczy od dłuższego czasu promuje pan redaktor Rafał Ziemkiewicz, który generalnie sprowadza problem do stwierdzenia, że współczesne polskie społeczeństwo charakteryzuje mentalność fornala, czyli jest to społeczeństwo pofolwarczne, pokolonialne; jednym słowem: współczesne stosunki w Polsce to nadal uwspółcześniona wersja stosunków między dworem a folwarkiem.

Nie byłoby to jakieś specjalne odkrycie, ale wydaje się, że pomimo jego generalnej słuszności przy omawianiu tej sprawy omija w dalszym ciągu szereg wątków, wątków niewygodnych dla wielu badaczy, ale bez których zrozumienie przyczyn tej kondycji współczesnego Polaka nie może być wystarczające.

Chłop żywemu nie przepuści

W koszmarnych czasach PRL-u władza szczególnie ciepło wyrażała się o ludzie pracującym miast i wsi, co wcale tej samej władzy nie przeszkadzało, by przy byle okazji ów lud pracujący bezpośrednio lub pośrednio gnoić. Szczególnie wieś zawsze stała władzy cierniem w oku, bo tak za komuny jak i za III RP najbardziej opornie przyjmowała postępowe nowinki wymyślone na zapleczu partyjnej burzy mózgów.

Ile było już w najnowszej historii politycznej analiz socjologicznych i politologicznych pokazujących, jak głosowała wykształcona metropolia, bystra brać akademicka czy ogólnie inteligencja, a na kogo swoje głosy stawiała podkarpacka, okołolubelska czy podlaska wieś obowiązkowo legitymująca się wykształceniem podstawowym i zasadniczym.

Ta z pozoru niewytłumaczalna, ale dotychczas sprytnie skrywana złość na polskiego chłopa znalazła swój materialny wyraz w niegdysiejszych wypowiedziach „inteligenta” Frasyniuka, który najpierw wypomniał chłopom, że zamiast walczyć o niepodległość, to kradli kamasze zabitym powstańcom, a następnie, wstępując na ścieżkę psychoanalizy, tak tłumaczył wyjazd Wałęsy na rzymski kongres Libertasu: „... on w 70 proc. ma tzw. umysł chłopski, taki spryt chłopski, nadmierne przywiązane do materialnych wartości”, wymyślając jeszcze przy innej okazji taki termin jak „chłopopolityk”.

Ta ambiwalencja uczuć wobec polskiego chłopa jest chyba charakterystyczna dla pewnego środowiska, które uczyniło Frasyniuka „inteligentem”, gdyż podczas chwilowej awantury, jaka wybuchła po jego słowach w obronie „inteligenta” stanęła m.in. „Gazeta Wyborcza”, której redaktor cytował nawet na tę okoliczność wyjątki z klasyków polskiej literatury.

Także dzisiaj mamy zakusy na stworzenie pewnego rodzaju kompromisu pomiędzy naszymi „elitami”, a niektórymi przedstawicielami przemysłu holocaustowego, wedle którego Żydów nie wydawało, zabijało czy grabiło całe polskie społeczeństwo, ale chciwi, pazerni polscy chłopi.

Ale takie myślenie nie jest chyba właściwe jedynie dla środowiska „GW”, skoro we wspomnianej wcześniej analizie autorstwa red. Ziemkiewicza cytuje on opinię Kaczyńskiego, wedle której „Polska jest społeczeństwem postkomunistycznym, chłopskim, zastrachanymi i biernym”. Zresztą i sam Ziemkiewicz nie ukrywa, że owa mentalność fornala i parobka nie sprowadza się jedynie do symboliki, gdyż w jednym z akapitów pisał: „po utracie elit i zdradzie ich niedobitków ludność Polski odtworzyła się na bazie małorolnego chłopstwa”.

Jest to i zarazem dość czytelna aluzja i kolejne już powtórzenie pewnej mantry, której sens polega na tym, że hitlerowcy i Sowieci wymordowali polskie elity, przez co najpierw łatwiej, niż przewidywano zainstalowano komunizm, a obecnie tak trudno ten komunizm wyplenić.

Krążenie elit

Prawdą w tym twierdzeniu jest tylko pierwsza część, ta mianowicie, że zarówno Niemcy hitlerowskie jak i Sowieci prowadzili akcję mordowania polskich elit, natomiast na pewno nie wymordowali całej inteligencji (przecież takie tuzy współczesnej polityki jak Kaczyńscy, mecenas Olszewski, Macierewicz, marszałek Komorowski i szereg innych wywodzą swoje genealogie od inteligencji przedwojennej, herbowy ma być nawet generał Jaruzelski) i na pewno inteligencja ta nie była tak monolityczna w swej wspaniałości, jak dzisiaj niektórzy chcieliby ją widzieć.

Ale pomijając tę, może nawet naturalną, skłonność do idealizowania lub koloryzowania przeszłości, znacznie bardziej istotną sprawą jest bałamutne stwierdzenie, że ów mord na elitach spowodował zanik jakiegoś życiodajnego korzenia, z którego mogłyby odrodzić się nowe elity kraju, że wykarczowano najlepsze zawiązki elity i – niestety – musiała ona powstać z korzenia małorolnego chłopa przez co mamy to, co mamy, czyli społeczeństwo pofolwarczne.

Jest to jakiś rodzaj może nawet nieuświadomionego eugenicznego determinizmu, zwłaszcza że doświadczenie uczy czegoś całkiem przeciwnego, mamy bowiem dość przykładów wyradzania się elit i sformułowano już dość dużo dobrze uprawdopodobnionych przyczyn, dla których tylko te społeczności zachowują żywotność i ekspansywność, które nie hołdują zasadzie chowu wsobnego, ale dokooptowują do elit tzw. nowych ludzi – homini novi.

W dawnym słownictwie funkcjonował taki termin jak kmieć, którym określano niekiedy każdego chłopa, chociaż odnosił się jedynie do chłopów jako tako niezależnych i – wprawdzie małorolnych – ale jednak posiadaczy. Tymczasem są etnografowie i etymolodzy, którzy pochodzenie owego terminu wywodzą od słowa „komes” służącego do określania nie tyle jakiegoś prostego chłopa i podnóżka pana, ale wprost pańskiego towarzysza, kogoś kto pana wspomaga, chociaż także może mu służyć – „Adamie ty Boże kmieciu, ty siedzisz u Boga w wiecu”.

W minionych latach utarł się taki niepisany obyczaj, że te hipotezy, które wykorzystywała często historiografia i propaganda PRL-owska są z gruntu nieprawdziwe i ich głoszenie z zasady kompromituje taką personę. Osobiście doświadczałem takich sytuacji, że stawiając w dyskusji jakieś kontrowersyjne tezy, zamiast merytorycznej odpowiedzi spotykałem się z argumentem, że przecież takie same tezy głoszono w czasach PRL-u. Na tej zasadzie krytyka Piłsudskiego musi być naganna, bo gdyby Piłsudski był niedobry, to przecież PRL-owska propaganda nie atakowałaby tak bardzo sanacji, tak samo upadek i rozbiory Rzeczpospolitej muszą mieć jedynie zewnętrzne przyczyny, bo szlachtę to winili komuniści.

Tymczasem polska szlachta co najmniej od XVI w. bardziej hołubiła tutejszych Żydów, niż mieszczan i tym bardziej chłopów, którzy z komesów-towarzyszy coraz szybciej staczali się do roli niewolników. Inaczej nasz najsłynniejszy kaznodzieja Piotr Skarga nie formułowałby wobec panów takich ostrych sądów, które powodowały ich zgorszenie („kmiotki i poddane gubić, a sami sobie folgować w poborach i mych ciężarach chcemy”).

Także Jan Kazimierz nie składałby takich, a nie innych ślubów lwowskich („że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić”).

W rzeczywistości chłopów do narodu wciągnęła na początku XX w. edukacyjna i polityczna rola ruchów ludowo-narodowych, skutkiem czego już podczas decydujących dni bitwy warszawskiej premierem polskiego rządu był Wincenty Witos.

Głowa i tułów

Teodor Jeske-Choiński we wstępie do swojej pracy nt. neofitów polskich zapisał, że „Warszawianin z przed laty pięćdziesięciu nie poznałby już dziś swojej kochanej Warszawki, a za lat sto gdyby mu wolno było wrócić na ziemię, czułby się w niej zupełnie obcym”.

Publikacja ta ukazała się w roku 1904, stąd też całkiem niedawno minęło właśnie owe sto lat, po których z pewnością Warszawiak z połowy XIX w. czułby się w niej zupełnie obcym i nie o kulturę materialną chodziło pisarzowi, gdyż jak dodawał w kolejnym akapicie: „przyszłemu psychologowi rozwoju i przemian naszej duszy narodowej wyjaśni słownik neofitów polskich niejedną zagadkę – powie mu, dlaczego pewne poglądy i zapatrywania, wierzenia, pewne „ideały”, których przeszłość polska nie znała, wysunęły się na czoło naszej cywilizacji”.

Stawiając takie prognozy, Jeske-Choiński raczej nie zakładał masowego ludobójstwa, jakie miało miejsce podczas okupacji niemieckiej, ba – pisał to nawet przed rewolucją bolszewicką, stąd też nie przewidział, że przedwojennych neofickich inteligentów zastąpi nowy gatunek neofitów, których łączyło często pochodzenie etniczne, ale którzy wierzyli już w raj komunistyczny. Ale tak, jak i przed wojną, nadal głównym powodem opóźnień w budowaniu nowej wiary była wieś i to, co nazywano później „ludową pobożnością”, krytykowaną zresztą do dzisiaj przez postępową inteligencję. Także – jak wskazują niektórzy – w owej ludowej religijności widział szansę dla Polski m.in. kardynał Wyszyński.

Owa ludowa – i co tu dużo filozofować, kultywowana właśnie głównie na owej małorolnej wsi – pobożność, ale także i mentalność bardzo kłuła w oczy postępową władzę, gdyż stała na drodze tworzeniu nowego człowieka i nowego społeczeństwa. Zmarła niedawno Joanna Wiszniewicz (nb. pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego) w jednej z publikacji podaje, że w latach powojennych polska ludność na prowincji często wrogo odnosiła się do młodzieży żydowskiej i nie kryje wspomnień tych Żydów, którzy do takich zachowań prowokowali: „Krzyczało się o tym! Chodziło się po wsi i się wrzeszczało: „Po ulicy chodzą Żydzi, każdy Polak ich się brzydzi. Ale Żydzi są dziś w kupie, wszystkich gojów mają w dupie””.

Inteligentna infiltracja

Generalnie inteligencja w Polsce rekrutuje się z dawnej inteligencji neofickiej głównie pochodzenia żydowskiego (vide Piotr Naimski – potomek frankistów, także znany radiowiec Grzegorz Wasowski jest synem jeszcze bardziej znanego Jerzego Wasowskiego, który przed konwersją miał się nazywać Wasserzug), potomków szlachty polskiej, po części także skoligaconej ze znaczącymi żydowskimi rodami (np. Stefan Kisielewski był kuzynem słynnej komunistki Hanki Sawickiej vel Hana Szapiro), dawnej żydokomuny i jej progenitury (Kołakowski, Michnik, Holland etc.) oraz nowej inteligencji z powojennego awansu społecznego – w dużej części wywodzącej się właśnie z małorolnego chłopstwa.

Inteligencja, zwłaszcza ta z dłuższymi tradycjami, często zdaje sobie sprawę z tego, z jakiego pnia rodowego i ideowego czerpie swoje życiowe soki, a na poglądy większości osób wpływa nie tylko bieżące doświadczenie, ale także doświadczenie historyczne. I możemy próbować ściągać portki przez głowę i próbować wyjaśniać dominujące w debacie publicznej poglądy, stosunki w mediach, idee głoszone na uniwersytetach etc., ale skutek będzie taki sam, [jak wówczas,] gdyby[śmy chcieli] spróbować wyjaśnić psychikę człowieka bez poznania jego rodziny, przodków, sposobu wychowania i nabytych doświadczeń.

Jeske-Choiński, swego czasu stawiany jako pisarz na równi, a nawet wyżej od Sienkiewicza (vide takie powieści jak: „Gasnące słońce”, „Ostatni Rzymianie”, „Jakobini”, „Błyskawice”, „Terror”, „Tiara i korona”), miał niestety czelność studiować problem żydowski w Polsce (to on jako pierwszy zdefiniował kogo Żydzi uważają za antysemitów – „ciekawskich gałganów”, którzy interesują się żydowskimi sprawami) i dlatego jest dzisiaj zamilczany (jego książki można poczytać na stronie www.pbi.edu.pl ).

Ale w 1938 r., czyli na rok przed wybuchem wojny, rodowity Żyd, niejaki Mateusz Mieses napisał i wydrukował w wydawnictwie M. Fruchtmana książkę pt. „Polacy – chrześcijanie pochodzenia żydowskiego”, szacując tam, że samych potomków frankistów zmieszanych z rodzinami polskimi żyje w Polsce ok. „ośm razy” więcej niż liczba 120 tysięcy (czyli niespełna milion osób), która byłaby liczbą frankistów przy założeniu, że członkowie tej grupy żeniliby się tylko między sobą. To nie jakiś antysemita, ale Żyd Mieses pisze we wspomnianej książce, że „Infiltracja ta trwająca już od wielu, wielu stuleci przedstawia się cyfrowo w sumie wcale poważnie. Kwestia ta ponadto nie tylko ilościowa, ale też jakościowa. Jest zasadnicza różnica, czy pierwiastek obcy został zaabsorbowany przez doły, przez włościaństwo bierne, oddalone w ciężkim poddaństwie przez liczne wieki od wszelkiej współpracy duchowej, państwowej i politycznej, czy też ów przybytek wszedł w skład warstw aktywnych, górnych, kierowniczych, prowadzących naród. Żydzi wychrzczeni nie pobierali się z córkami chłopskimi...

Arcypolskie korzenie

To tenże sam Mieses proponuje, że „...byłoby może słuszną rzeczą w drodze analizy imion, nazwisk, herbów dojść do prawdy, dociec do korzeni, do rzeczywistości dziejowej i wyśledzić przynajmniej pewne rody polskie, (…) które z wyszły z pnia żydowskiego”.

I podaje następnie, w dużej części także za badaniami „antysemity” Jeske-Choińskiego (który przecież nie opierał się tylko na obiegowych sądach, ale pewne przypuszczenia sprawdzał np. w księgach metrykalnych), typowe nazwiska frankistowskie (Wołowski, Grabowski, Lewiński, Pawłowski, Piotrowski, Jakubowski, Jasiński, Dobrowolski, Krzyżanowski, Nawrocki etc.) oraz generalną zasadę tworzenia takich nazwisk, np. od dni tygodnia czy nazwy miesiąca, dodając w tej sprawie, że „musimy jednak uważać za prawdopodobne, że wszędzie gdzie spotykamy w Polsce nazwisko powyższego typu, ma się do czynienia z descedentami jakiegoś nowochrzczeńca. Gdyby się ukazał jakiś wyjątek w tym kierunku, byłaby to egzemcja raczej, która zaświadcza słuszność reguły”.

Szczególnie zrozumienie fenomenu polskich frankistów jest bardzo istotne dla rozjaśnienia pewnego typu zachowań, gdyż wydaje się, że owi frankiści nie byli – jak np. wynikałoby to z tez Didiera – polskimi marranami, ale że sami uważali siebie za grupę szczególnie – przez wzgląd na osobiste zalety – predestynowaną do pełnienia kierowniczych funkcji w narodzie. Sami siebie uważali za lepszych od Żydów i lepszych od Polaków, coś na kształt nowej rasy przejmującej z obu nacji najwartościowsze elementy.

Ten fenomen pozostawił wyraźny ślad w polskiej tradycji inteligenckiej i wyraźnie przebija z dominującego w Polsce sposobu myślenia i zachowania warstw powołujących się na dłuższe tradycje, niż ta, każąca widzieć w inteligencie powojennym prostego chłopa siłą oderwanego od pługa. Czyż nie są, dla przykładu, irytujące te ciągle głośne wyrzekania jakim to nie bylibyśmy cudem świata, gdyby nam w czasie wojny nie wymordowano elit, lub te analizy socjologiczne tłumaczące wszystko mentalnością pofornalską.

Ile jeszcze lat będziemy wajczeć pod rodzimymi atrapami ścian płaczu, wyobrażając sobie, co by nie było, gdyby w Powstaniu Warszawskim nie zginął kwiat młodzieży. Widzimy także ciągłe porównywanie de facto rzezi powstańczych do ofiar całopalnych, talmudyzowanie życia publicznego, odwoływanie się do narodowego wybraństwa i zastępowanie realizmu politycznego swoistą polityczną mistyką.

Z tym też należałoby wiązać swoiste „rąbnięcie” na punkcie rosyjskości, a całkowite zamykanie oczu na zagrożenia płynące ze strony „europejskości”, czy [na] bardzo realne zagrożenie niemieckie. Bo trudno uważać, by Niemcy rzeczywiście pogodzili się z utratą naszych obecnych ziem zachodnich. Raczej należy oczekiwać, że kiedyś je przejmą z dobrodziejstwem żywego inwentarza, a ten inwentarz bardzo szybko zaakceptuje, a nawet polubi swoją nową narodową tożsamość (tym samym unikniemy przesiedleń i syndromu „wozu Drzymały” zostawiając sobie – jak najbardziej – syndrom „Bartka zwycięzcy”).

Kwestia rozróżniania

Wprawdzie dzisiaj próbuje się, na wszelkie sposoby, sprowadzić pojęcie „żydokomuny” do kategorii mitów, rozpowszechnianych zapewne pod strzechami ciemnych, pazernych i żydożerczych polskich chłopów, ale doskonale wiadomo, że twierdzenia o „nadreprezentacji” raczej się nie podważa. Zwłaszcza, że było tak, jak jeszcze przed wojną o frankistowskich i innych neofitach pisał Żyd-Mieses, [lecz] także w tym przypadku [„żydokomuny”] owa „nadreprezentacja” nie dotyczyła dołów (w tym wypadku ubeckich i partyjnych), ale decyzyjnej wierchuszki.

Istotna różnica była taka, że po wojnie ton nie nadawali inteligenccy, przedwojenni neofici, ale dawni chałaciarze, którzy sprzeciwiając się swojej dotychczasowej nędznej egzystencji zapragnęli raju na ziemi – w pierwszym rzędzie, oczywiście, raju dla siebie. To z takich komunistycznych rodzin powychodzili obecni dygnitarze, różnych zresztą orientacji partyjnych (nie tylko ze środowiska UD-ecji, ale np. Dorn czy Wildstein także oficjalnie przyznają, że ich ojcowie był działaczami partii komunistycznych) i ich postrzega się jako homini novi, w odróżnieniu od starych rodzin inteligenckich, często także o neofickich korzeniach.

Łączy ich jednakże marnie skrywana pogarda do polskiego chłopstwa i zarazem strach przed odrodzeniem świadomości, którą przezywają endeckością i zamykają ją w „trumnie Dmowskiego”. To stąd m.in. biorą się różne fałsze historyczne, połączone z uprawianiem pewnych kultów, służące wykreowaniu fałszywej świadomości narodowej. Stąd o pewnych postaciach historycznych, politykach, pisarzach już się praktycznie nie wspomina, a jeżeli już, to obowiązkowo według latami urabianego schematu.

W przemówieniach Witosa można znaleźć np. stenogramy z debat sejmowych toczonych wkrótce po odzyskaniu niepodległości i jest tam też fragment poświęcony interpelacji grupy posłów stających w obronie niby to polskich spółek drzewnych. W odpowiedzi Witos tak tłumaczył pewne rządowe działania zmierzające do przełamania monopolu dotychczasowych spółek na ten handel: „...za czasów austriackich państwowe lasy małopolskie były eksploatowane wyłącznie przez Żydów. Na 40 kontraktów, którymi były objęte wszystkie lasy państwowe w Małopolsce – 32 były zawarte przez przedsiębiorców żydowskich, 4 przez spółki żydowskie, a na 4-ech figurowali podstawieni firmanci, jednak one faktycznie do Żydów należały (…). Kilkakrotnie w swoim przemówieniu wspominał p. Stapiński o tartaku „Hanka”. Znowu tylko informacyjnie, nie wchodząc w meritum rzeczy: był to tartak, który nazwał p. Stapiński „Hanka” – polskie imię. Pozwolę sobie sprostować, że chodzi tu nie o tartak „Hanka”, lecz tylko o tartak, którego właścicielką jest pani Chaja Wachs.
(Głos: To wszystko jedno).
Dla pana jest wszystko jedno, jednak inni rozróżniają.”

Jak widać, dawniej premier i poseł potrafił jeszcze pewne rzeczy rozróżniać, chociaż, według obecnych schematów myślenia, kim był taki Witos – „niewykształconym i z małej wsi”, a co gorsze „pazernym chłopem”.

Krzysztof Mazur

Źródło: http://komitetnarodowy.pl/komitet/ogloszenia/item/258-krzysztof-mazur-korzenie-elity

Krzysztof Mazur vel Krzysztof M. Mazur (ur. 1967) – ekonomista specjalizujący się w problematyce kredytów i leasingu, w l. 1991-2001 nauczyciel akademicki zajmujący się polityką pieniężną i fiskalną, w l. 1996-2012 pracownik Delegatury Ministerstwa Skarbu Państwa w Rzeszowie (dyrektor Delegatury do jej ustawowej likwidacji), od 2001 r. stały publicysta prokapitalistycznego tygodnika „Najwyższy Czas!”; jako mieszkaniec wsi Rudna Wielka (gm. Świlcza, pow. rzeszowski) kandydował w 2014 r. z listy Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke do sejmiku województwa podkarpackiego.  Кшиштоф Мазур или Кшиштоф М. Мазур. Фото: jaslo4u.pl


Zob. także/См. также:

Neosanacja i jej neoendecja. Неосанация и её неоэндеция http://narodowy.blog.ru/221477763.html (09.06.2016).

J. Bodakowski, Plugawe korzenie elit III RP http://prawy.pl/31139-plugawe-korzenie-elit-iii-rp/ (11.05.2016).

M. Patyk, Mit współczesnej elity narodowej http://mysl24.pl/tematy-tygodnia/2671-mit-wspolczesnej-elity-narodowej.html (27.04.2016).

W. Turek, „Z matki obcej…” – Polacy z wyboru, a nie z pochodzenia w polskim ruchu narodowym, „Myśl Polska” nr 51-52/2013 z dn. 22-29.12.2013 r. http://konserwatyzm.pl/artykul/11378/turek-z-matki-obcej---polacy-z-wyboru-a-nie-z-pochodzenia-w (19.12.2013).

K. Mazur, Mielizny „nowoczesnego” endectwa http://www.prawica.net/arch/33439 (03.03.2013).

K. Mazur, Tak czy owak... czyli o nazwiskach w Polsce http://www.prawica.net/arch/31307 (11.09.2012).

 

 

Фото: blogspot.com/narodowy.blog.ru


 

Sanacja czy erdoganizacja – Санация или эрдоганизация


Sanacja czy erdoganizacja – Санация или эрдоганизация http://narodowy.blog.ru/221599203.html (20.07.2016).

 

Фото: nuso.org/narodowy.blog.ru

Roman Giertych: Uczmy się na przykładzie Turcji jak zaczyna się dyktatura – Роман Гертых: Давайте, будем учиться на примере Турции, как начинается диктатура

Bardzo pouczające jest obserwowanie wydarzeń w Turcji, aby zastosować wnioski z tamtejszego „zamachu” do naszego kraju.

Na pierwszy rzut oka widać, że plany zamachu w Turcji musiały być przynajmniej znane władzom. Pokonanie zamachu stanu w ciągu jednej nocy wskazuje raczej na to, że został on świadomie przygotowany przez kierownictwo wojska i państwa, aby umożliwić dokonanie obalenia niezależnego systemu wymiaru sprawiedliwości. Być może jednak została wykorzystana głupota niektórych wojskowych i zamach planowali niektórzy oficerowie, ale bez wątpienia odbyło się to pod kontrolą służb. Tak czy inaczej – Turcja pod pretekstem walki z zamachowcami wprowadza rzeczywistą dyktaturę na modłę rosyjską. [*]

Implikacje geopolityczne tej zmiany są oczywiste, ale chciałbym wspomnieć o doświadczeniu, które możemy zaczerpnąć z tej sytuacji dla oceny wydarzeń w Polsce.

PiS od wielu miesięcy próbuje poradzić sobie z niezależnymi instytucjami państwa prawa. Atakuje więc Trybunał Konstytucyjny, media oraz sądy. Jarosław Kaczyński zapewnia w wywiadach, że nie jest dyktatorem (co na razie jest prawdą), ale historia uczy, że każda dyktatura zaczyna się od obalenia niezależnych instytucji, takich jak trybunały, sądy i media. Stąd nie ma co dziwić się PiS-owi, że – w powszechnej opinii ludzi znających historię – partia ta zmierza do dyktatury. Każda dyktatura swoje poszerzanie władzy uzasadnia jakąś ideologią. Zazwyczaj, zresztą, zupełnie w nią nie wierząc.

Otóż PiS jako ideologię przyjął sobie pomieszanie nacjonalizmu z socjalizmem. W kwestiach patriotyzmu, polityki historycznej, współpracy międzynarodowej etc. [PiS] prezentuje nacjonalizm, a w kwestiach polityki wewnętrznej, stosunku do nierówności społecznych, polityki społecznej prezentuje czysty socjalizm. Ta pierwsza ideologia przyciąga szczególnie młodzież, której zbrzydził się lewicowy skręt ostatnich rządów, a ta druga przyciąga masy biednych ludzi zawsze podatne na teorię walki klas. Zresztą Polska jest krajem, w którym socjalizm zapuścił głębokie korzenie.

Wracając jednak do Turcji. Czy PiS może planować prowokację podobną do tureckiej, aby osiągnąć wrzenie społeczne potrzebne do siłowego rozstrzygnięcia „problemu” niezależnego sądownictwa? Czy pamiętacie Państwo gejbombera, który na kilka dni przed wyborami prezydenckimi w 2005 roku porozstawiał atrapy bomb po Warszawie w proteście przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu? W dziwny sposób sprawcy nie znaleziono, a sprawa ta bez wątpienia pomogła Kaczyńskiemu wygrać wybory z Tuskiem.

A czyż to samo zdziwienie nie występuje, gdy analizujemy podsłuchy kelnerów, które tak szczęśliwie omijały polityków PiS i w rezultacie doprowadziły do obalenia [władzy] PO? Do dziś nie wiemy, co było motywem działania sprawców i dlaczego służby, które prowadziły pana Marka F. nie zrobiły nic, aby uniemożliwić nielegalne działania.

W tym kontekście wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że Polska powinna brać przykład z Turcji może budzić grozę...

Roman Giertych

Źródło: https:// web.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1278685138838505&id=215392231834473 (17.07.2016).

------

[*] – Spostrzeżenie Autora, że „Turcja pod pretekstem walki z zamachowcami wprowadza rzeczywistą dyktaturę na modłę rosyjską” jest tym bardziej trafne, że w ramach obecnej erdoganizacji, czyli „betonowania kontroli nad Turcją” (okr. Jamesa Ker-Lindsay'a – zob.: Zamach na władzę Erdogana, czy jego prowokacja? http://polski.blog.ru/221584099.html ) można się tam spodziewać przymusowego wprowadzenia antydemokratycznej ordynacji większościowej w jednomandatowych okręgach wyborczych (tzw. JOW).

Prezydent Erdogan już od dawna jest zachwycony możliwościami neutralizowania rzeczywistej alternatywy politycznej, jakie daje elitom rządzącym system JOW, a nadwiślańscy propagatorzy tego systemu informowali już w 2014 r., że „Recep Tayyip Erdogan powiedział, że [jego] rząd pracuje nad zmianą systemu wyborczego i wprowadzeniem modelu brytyjskiego First-Past-The-Post. 18 kwietnia 2014 na spotkaniu z dziennikarzami w Ankarze premier Erdogan stwierdził, że rządząca partia planuje wprowadzić większościowy system wyborczy tzw. pierwszy na mecie, gdzie tylko jeden poseł będzie wybierany w każdym okręgu wyborczym.” (zob.: Jednomandatowe okręgi wyborcze w Turcji http://jow.pl/jednomandatowe-okregi-wyborcze-turcji/ ). 

W krajach, w których zastosowano w pełni ordynację większościową JOW „skończyła się normalność” (np. w USA – zob.: Nienormalność w krainie JOW http://narodowy.blog.ru/218405987.html ), albo też nigdy się – w naszym rozumieniu – nie zaczęła (np. Zimbabwe, Bangladesz, Irak, Sierra Leone, Vanuatu).

Natomiast w Rosji wprawdzie nie było i nie będzie betonowego „modelu brytyjskiego” JOW, lecz z inicjatywy broniącej się przed upadkiem ekipy Włodzimierza Putina przywrócono na początku 2014 roku skompromitowaną za czasów Jelcyna ordynację mieszaną, nazywaną obecnie przez kremlowskich propagandystów „bardziej postępowym systemem”, i w wyborach 2016 roku (18 września) połowa posłów do Dumy zostanie wybrana w głosowaniu większościowym w okręgach jednomandatowych, a druga połowa w głosowaniu proporcjonalnym, zabezpieczonym nadal 5-procentowym progiem. W ten sposób znalezienie się autentycznej opozycji w Dumie będzie jeszcze bardziej utrudnione, a władza dotychczasowej ekipy nie zostanie przez tą izbę parlamentu zakwestionowana.

Stąd też i trafność Giertychowego przypuszczenia, że erdoganizacja może u nas nastąpić „na modłę rosyjską”. W styczniowym artykule pt. „Ordynacja według PiS-u” (http://trybuna.eu/ordynacja-wedlug-pis-u/ , 20.01.2016) mogliśmy przeczytać, że „Informacja o planach zmian w sposobie wybierania posłów – bo tym jest ordynacja wyborcza – wypłynęła po spotkaniu Klubu Parlamentarnego PiS, które odbyło się w weekend [16-17.01] w jednym z hoteli w podwarszawskiej Jachrance. Było to pierwsze po październikowych wyborach parlamentarnych wyjazdowe spotkanie klubu PiS. (...) Z wypowiedzi działaczy PiS wynika, że zmiana sposobu wyboru posłów do Sejmu miałaby oznaczać wprowadzenie ordynacji mieszanej. Polegałoby to na tym, że połowę posłów (230) wybieralibyśmy tak jak dotychczas, czyli głosując na listy partyjne, zaś drugą połowę – w okręgach jednomandatowych. (...) Nie wiadomo, jakie padną argumenty, jeżeli propozycja zmiany ordynacji wyborczej na mieszaną zostanie przez PiS ogłoszona oficjalnie. (...) Jak wiemy nauczeni doświadczeniem, PiS prawdopodobnie nie będzie w ogóle tego uzasadniać, tylko – jeśli będzie mieć taką wolę – po prostu któregoś dnia (albo którejś nocy) [ordynację mieszaną] przegłosuje.”

„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy...”. 230 JOW-ów i 16 list wojewódzkich to sposób PiS na nietykalność w wyborach (http://natemat.pl/168079,230-jow-ow-i-16-list-wojewodzkich-oto-sposob-pis-by-nigdy-nie-stracic-zdobytej-wreszcie-wladzy , 13.01.2016) – w taki sposób portal Tomasza Lisa skomentował styczniowe spekulacje o „dobrej zmianie” w kodeksie wyborczym, przypominając przy okazji, że PiS tylko „odkurzyłby stary projekt” z marca 2006 roku, „gdy rząd Kazimierza Marcinkiewicza miał coraz większe problemy, a Jarosław Kaczyński nie miał jeszcze dość odwagi na flirt z Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem” i „PiS rozważał przedterminowe wybory”, a „ówczesny szef klubu parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski przedstawił projekt zmiany ordynacji wyborczej (bazujący na propozycji pierwszy raz złożonej już w 2004 roku) skrojony tak, by nowelizacja pomniejszała skutki wyborczej porażki z Platformą Obywatelską, która już wtedy była pewną sprawą.”

Jak pisano dziesięć lat temu we „Wprost”, „PiS składając projekt dotyczący wprowadzenia ordynacji mieszanej, wychodził na przeciw oczekiwaniom Platformy, która również chciała zmian w ordynacji”, z tym, że – jak zaznaczył w odpowiedzi na inicjatywę PiS-u ówczesny sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna – „PO opowiadało się za wprowadzeniem ordynacji większościowej i jednomandatowych okręgów wyborczych.” Mimo to, szef Platformy Donald Tusk zadeklarował wtedy, że „Platforma Obywatelska jest gotowa do rozmowy o mieszanej ordynacji wyborczej do parlamentu, w której uwzględnione będą okręgi jednomandatowe i zachowana – przynajmniej w części – zasada proporcjonalności”. Zob.: Będzie ordynacja mieszana? https://www.wprost.pl/88178/Bedzie-ordynacja-mieszana.html (22.03.2006).

Według wypowiedzi Przemysława Gosiewskiego dla Radio Tok FM (22.09.2006) i Donalda Tuska dla PAP (22.09.2006), w dniu 21 września 2006 r. szef Klubu Parlamentarnego PiS Marek Kuchciński podjął rozmowy z Donaldem Tuskiem w celu uzyskania zgody PO na taką ordynację wyborczą, która dawała by zwycięskiej partii ponad 50 proc. mandatów po wyborach przedterminowych. Zbiegło się to w czasie z pierwszą dymisją wicepremiera Andrzeja Leppera, udzieloną mu przez premiera Kaczyńskiego w dniu 22 września i anulowaną przezeń w dniu 16 października. Gdyby PiS i PO wówczas się dogadały – mielibyśmy już dawno pseudo-demokrację „na modłę rosyjską”, albo, co gorsza, na „modłę brytyjską”.

Szkoda, że p. Roman Giertych – jako dzisiejszy werbalny przeciwnik erdoganizacji Polski – opowiedział się w roku 2015 (jako prezes Instytutu Myśli Państwowej) za antydemokratyczną ordynacją większościową JOW: „Instytut Myśli Państwowej zachęca do głosowania: Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej? – TAK” (zob.: Rozpoczynamy kampanię referendalną http://www.myslpanstwowa.pl/rozpoczynamy-kampanie-referendalna/ oraz: Referendum http://www.myslpanstwowa.pl/wp-content/uploads/2013/02/referendum_ulotka.jpg ).

Komentarz (nbr)

Erdoganizacja może poskutkować przymusowym wprowadzeniem w Turcji ordynacji większościowej w systemie JOW. Фото: fbcdn.net

Maciej Giertych: PiS jak sanacja – Мачей Гертых: ПС как санация

W Polsce obowiązuje trójpodział władzy – ustawodawcza (Sejm i Senat), wykonawcza (rząd i prezydent) i sądownicza (Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, Sąd Administracyjny, sądy powszechne itd). PiS ma wyłączność na władzę ustawodawczą i wykonawczą, a chce także podporządkować sobie sądowniczą. Zaczął od poddania prokuratury ministrowi sprawiedliwości. Mamy próbę sparaliżowania Trybunału Konstytucyjnego przez niepublikowanie jego orzeczeń. Sąd Najwyższy, a także Naczelny Sąd Administracyjny, ogłosiły, że sądy mają uwzględniać orzeczenia TK od chwili ogłoszenia, niezależnie od tego czy rząd to opublikuje, czy nie.

Mamy zaraz potem określenie zgromadzenia ogólnego sędziów Sądu Najwyższego jako „zespół kolesi” (przez rzeczniczkę PiS, Beatę Mazurek, 26.IV.2016), bo walczą o niezależność TK od rządu. Następnie (2.V.2016) pojawił się pomysł surowego karania sędziów za nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych. Można zapytać – a co z immunitetem sędziowskim? Dalej w kolejce znalazła się Krajowa Rada Sądownictwa, która mianuje sędziów. Jest projekt nowej ustawy o KRS, który proponuje, by zakończyć jej kadencję i wybrać nowy skład, a prezesa niech wybiera prezydent – czyli ją upolitycznić. To próba, jak określił to jej rzecznik, „wygaszania Rady”, zemsta za jej wystąpienie w obronie TK. 28 czerwca prezydent odmówił powołania 10 sędziów mianowanych przez KRS tym samym przyznał sobie nową prerogatywę. Władza wykonawcza będzie decydować o tym kto może, a kto nie może zostać sędzią lub awansować w zawodzie.

Jak wielokrotnie mówił Kaczyński, trzeba opozycję ukarać. Najchętniej za „zamach smoleński”. Jeżeli to się nie uda, to, po prostu, „za całokształt”, za to, że jest opozycją i utrudnia rządzenie. Posłanka PiS Bernadeta Krynicka mówiła 23.V.2016 w katolickim „Radiu Nadzieja” nawet o stryczku dla polityków opozycji. Do tego trzeba sobie podporządkować sądownictwo. Przypominają się procesy brzeskie, gdy to rząd decydował o wyrokach na opozycji.

Mieliśmy już „audyt” rządów PO-PSL, czyli wyliczanie pretensji do poprzedniego rządu, ministerstwo po ministerstwie, w niekończącej się tyradzie sejmowej (11.V.2016), ale bez raportów na piśmie. Posypały się rozliczne zarzuty skierowane do prokuratury – pomieszanie spraw dużych z drobnymi, ważnych z trywialnymi. Audyt winno wykonywać ciało niezależne, np. NIK, a nie konkurenci polityczni. To tylko gra, by straszyć opozycję karami.

Ma być władza totalna, czyli PiS chce również władzy sądowniczej! Jest to odwoływanie się do mandatu wyborczego bez uwzględnienia ograniczeń, jakie konstytucja daje wyborcom.

Są pretensje, że opozycja skarży się zagranicy. Określa się odwoływania się do standardów europejskich jako: zaprzaństwo, Targowica i plucie na dom ojczysty. Przypomina to czasy PRL, gdy podobnie oceniano wszelkie odwoływanie się do norm obowiązujących na Zachodzie. W PRL obowiązywały normy radzieckie, dyktatura proletariatu, „partia wie lepiej”. A „zgniły Zachód” niech się nie wtrąca. Czy mamy wracać do rządów jednej partii, bez żadnych konstytucyjnych ograniczników?

Następny pomysł PiS to Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego pod ministrem Mariuszem Kamińskim, któremu miałyby podlegać wszystkie służby specjalne. Wszelka kontrola w jednych rękach! Ale to ma się pojawić dopiero po szczycie NATO i Światowych Dniach Młodzieży.

Warto przypomnieć, że „dobra zmiana” znaczy to samo co „sanacja”: chęć uzdrowienia tego, co się uznaje za niesatysfakcjonujące.  

Otóż czekamy na dobre zmiany. Na realizację tych wszystkich postulatów, o które upomina się Kościół. Ostatecznie poparcie Kościoła dla PiS wynikało z tej nadziej; na dobrą zmianę. Chodzi o takie sprawy jak likwidacja stosowania procedury zapłodnienia in vitro, usunięcie ze szkół programów gender, a przede wszystkim o likwidację dopuszczalności aborcji (w tym dostępności pigułki ellaOne). W tej ostatniej sprawie jest nacisk społeczny, inicjatywa obywatelska, ale inicjatywy PiS nie ma. Premier Szydło wyraźnie mówi, że takiego tematu w planach rządowych nie ma. Wypowiedzi są mętne.

Oto wypowiedź Kaczyńskiego: (http://300polityka.pl/news/2016/04/18/kaczynski-o-zmianie-prawa-aborcyjnego-rzadzie-eksperymencie-dzialaniach-mf-kod-i-petru-7-cytatow-z-wsieci/ ) „Na pewno trzeba zatrzymać proceder uśmiercania dzieci, które mają różne wady rozwojowe. To jest coś nieludzkiego i z tą eugeniką trzeba w Polsce skończyć. Dalej posunąć się, w moim przekonaniu, nie można. Niektóre wypowiedzi wzywające do wyłączenia także tych przypadków, gdy chodzi o ratowanie życia kobiety lub ciążę z gwałtu, sprawiają w mojej opinii wrażenie nakręcające drugą stronę. Także wielu księży, z którymi rozmawiam, podziela opinię, że efektem penalizacji tych wyjątków może być za kilka lat aborcja na życzenie. Są zresztą pewne granice działania państwa. Państwo nie może nakazać umrzeć kobiecie, która chce ratować swoje życie. Po prostu nie ma takiego prawa. Nie ma też prawa nakazać urodzić zgwałconej kobiecie”.

A więc ma pozostać tak jak ustalił Piłsudski w roku 1932, kiedy to po raz pierwszy wprowadzono w Polsce aborcję. Wówczas zalegalizowano przerywanie ciąży artykułem 233 Kodeksu Karnego (wprowadzonego przez Prezydenta Rzeczypospolitej rozporządzeniem z dnia 11 lipca 1932 r.) w dwóch przypadkach:

1. z powodu ścisłych wskazań medycznych;

2. gdy ciąża zaistniała w wyniku zgwałcenia, kazirodztwa bądź współżycia z nieletnią poniżej lat 15

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej Mariusz Dzierżawski, organizator zbierania podpisów za całkowitym zakazem aborcji, tak odpowiadał 14.IV.2016 na pytania Renaty Grocholi:

- To prawda, że politycy PiS zachęcali pana, żeby pan na razie odłożył projekt?

- Tak, mówili, że teraz są sprawy ważniejsze, że nie pora na powstrzymywanie zabijania ludzi.

- Kto pana próbował powstrzymać?

- Senator PiS Antoni Szymański. Mówił: „Nie czas teraz”. Zadaliśmy pytanie, to kiedy będzie czas, ale nie odpowiedział.

Cały tekst wywiadu: http:// wyborcza.pl/1,75478,19903324,mariusz-dzierzawski-z-pro-prawo-do-zycia-rodzic-nawet-z-gwaltu.html

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek powiedziała „Absolutnie nie zgadzamy się na to, by karać kobiety, by dziewczynki rodziły dzieci. – Myślę, że wszyscy przez działania Ordo Iuris jesteśmy w pewien sposób wciągani w awanturę polityczną, w sposób zupełnie nieuzasadniony i nieuprawniony”. Czyli jest za aborcją. (http://kontrrewolucja.net/wiadomosci/beata-mazurek-z-pisu-przeciwko-projektowi-ustawy-zakazujacej-mordowanie-dzieci )

Kościół wypowiedział się w tej sprawie jednoznacznie komunikatem z dnia 30.III.2016. Chodzi o całkowity zakaz aborcji. Dziecko poczęte z gwałtu nie jest winne śmierci. Raczej trzeba karać gwałciciela. Gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki trzeba się starać ratować zarówno matkę jak i dziecko. Śmierć dziecka może być konsekwencją terapii, ale nie może być jej celem. Dzisiaj jest szansa na wprowadzenie pełnego zakazu aborcji pod warunkiem, że zechce tego PiS. [*] Gdyby cały był zgodny z nauką Kościoła, to i odpowiednia poprawka w konstytucji gwarantująca pełną ochronę dziecka poczętego byłaby możliwa, biorąc pod uwagę poparcie posłów Kukiz-15 i PSL-u, i zapewne niektórych z PO. Ale bez poparcia PiS-u nic z tego nie będzie. Kościół swoim komunikatem powiedział: sprawdzam! Jeżeli PiS w tej sprawie nie dopisze (jak było przy głosowaniu 13.IV.2007, gdy na 153 posłów PiS tylko 67 zagłosowało w obronie życia poczętego), to skończy się poparcie Kościoła dla PiS.

Jest też sprawa wolności sumienia. W dniu 13.V.2016 rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia, Milena Kruszewska powiedziała: „Co do zasady wszystkie podmioty lecznicze (szpitale), które zawarły kontrakt z NFZ mają obowiązek udzielania świadczeń w nim przewidzianych – w pełnym zakresie i zgodnie z obowiązującym prawem. Stosowanie klauzuli sumienia nie powinno tego obowiązku naruszać ... Na klauzulę sumienia mogą się powoływać tylko poszczególne osoby. Podmiot leczniczy (szpital) nie może deklarować, że pomimo iż udziela świadczeń ginekologiczno-położniczych, nie przeprowadza się w nim zabiegów przerwania ciąży” (http:// www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/resort-zdrowia-klauzula-sumienia-dla-lekarza-a-nie-dla-szpitala,643636.html ). 

Oto przykład „dobrej zmiany” wprowadzony przez „katolicki” rząd PiS. Oznacza to, że za rządu PiS każdy szpital świadczący usługi ginekologiczno-położnicze musi posiadać zespół zabójców gotowych do przeprowadzenia aborcji. Za poprzedniego rządu, w związku z pojawieniem się sprawy z dr. Chazanem, Trybunał Konstytucyjny w październiku 2015 orzekł w sprawie klauzuli sumienia: „Lekarz, tak jak dotąd, nie będzie mógł powołać się na nią w sytuacjach, w których zwłoka w wykonaniu takiego świadczenia mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia pacjenta. Natomiast w innych przypadkach, z różnych przyczyn ocenianych jako niecierpiące zwłoki, będzie mógł odmówić wykonania świadczenia zdrowotnego (niepolegającego na udzieleniu pomocy lekarskiej) niezgodnego z jego sumieniem.” Natomiast w sprawie obowiązku podawania informacji o miejscu możliwej aborcji uznał: „W konsekwencji kwestionowany przepis w zakresie, w jakim nakłada na lekarza powstrzymującego się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem obowiązek wskazania realnych możliwości uzyskania takiego świadczenia u innego lekarza lub w innym podmiocie, jest niezgodny z art. 53 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.” Tak orzekł TK dziś tak zwalczany przez PiS.

12 maja obchodziliśmy 90 rocznicę Zamachu Majowego. PSL zaproponowało, by z tej okazji uczcić w Sejmie minutą ciszy ofiary tego zamachu. Ryszard Terlecki, wicemarszałek z PiS stwierdził, że „projekt jest niepoprawny politycznie”. Oczywiście! Tymczasem, tego samego dnia premier Beata Szydło złożyła kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego (z okazji 81 rocznicy jego śmierci).

Niektórzy się zastanawiają, dlaczego PiS nie chce ogłoszenia 11 lipca dniem pamięci o ludobójstwie ukraińskim na Polakach (był to szczytowy dzień tego ludobójstwa), tylko proponuje, by to ludobójstwo włączyć w dzień pamięci o zbrodniach sowieckich 17 września (wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej” 25.V.2016; ustalenia delegacji Sejmu pod przewodnictwem posła PiS Michała Dworczyka w Kijowie po negocjacjach 16.V.2016 z ukraińskimi zwolennikami UPA; wystąpienie w Sejmie 6.VII.2016 wiceministra kultury Jarosława Sellina). Co innego zbrodnie sowieckie i dla ich pamięci dzień 17 września jest odpowiednim, ale z ludobójstwem ukraińskim nie ma on nic wspólnego. Mało tego – dla Ukraińców 17 września to data „zjednoczenia ziem ukrainnych”, czyli przyłączenie naszych kresów do ZSRR. Zbrodnie UPA i SS Galizien bardziej wpisują się w winy niemieckie niż sowieckie, ale w rzeczywistości są dorobkiem własnym Ukraińców i nie ma co tego rozmydlać.

Teraz się dowiadujemy (ciekawe, że od marszałka Werchownej Rady Ukrainy Andrija Parubija, a nie od marszałka naszego Sejmu Marka Kuchcińskiego), że panowie marszałkowie uzgodnili na spotkaniu w Truskawcu pod Drohobyczem, iż uchwały w sprawie spornych kwestii historycznych nie będą omawiane w polskim Sejmie przed szczytem NATO w Warszawie, czyli przed sobotą 9 lipca (http://www.pravda.com.ua/news/2016/06/26/7112975/ ). W praktyce oznaczało to, że Sejm nie zajmie się sprawą ludobójstwa na kresach przed 11 lipca, czyli nie zdoła uchwalić tego dnia dniem pamięci o pomordowanych. Tak się stało!

Innym wydarzeniem jest nominacja Jana Piekło na ambasadora polskiego na Ukrainie. Piekło wybiela OUN-UPA i umniejsza znaczenie wołyńskiego ludobójstwa. Czemu właśnie takiego ambasadora wybrał sobie PiS?

Skąd więc takie postawy w PiS? Otóż sprawa jest oczywista. Piłsudski był anty-rosyjski, a nie anty-ukraiński. Chciał się federować z Ukraińcami. Tak więc w mentalności PiS winy Ukraińców trzeba pomniejszać, a rosyjskie powiększać.

Prof. Maciej Giertych

Źródło: „Opoka w Kraju” nr 91(112), lipiec 2016 r. http://opoka.giertych.pl/owk_91.htm

------

[*] – Opowiadając się za pełnym zakazem aborcji, prof. Giertych opowiada się – i słusznie – za równością wszystkich ludzi, za poszanowaniem ich równego prawa do życia. Jednakże życie człowieka nie kończy się w chwili porodu, lecz – w sensie społecznym – dopiero się rozpoczyna. I tutaj prof. Giertych nie widzi już potrzeby równości i np. w tymże numerze swojej „Opoki w Kraju” pisze: „Tylko systemy akceptujące nierówność dają postęp. Jednym z elementów ideologii socjalistycznej jest nadmierna opieka społeczna. Nadmiar socjału to tragedia. Wzrasta liczba nierobów, ludzi żyjących wyłącznie z zasiłków. Nadmierny socjał w Europie i w Ameryce Północnej jest przyczyną problemów z niechcianą imigracją. Emigranci szukają krajów, gdzie najwięcej dają za nic i tam się przenoszą. Celem opieki społecznej jest wspomaganie uboższych przez państwo. Polega to na zabieraniu bogatym (w podatkach) i rozdawaniu. O wiele lepiej jest redukować podatki, np. z okazji posiadania dzieci na utrzymaniu lub zwiększać je dla bezdzietnych, niż rozdawać zasiłki. Wiązanie pomocy z pracą i trudem to właśnie owe dawanie wędki.” (M. Giertych, Nierówność potrzebna, „OwK” nr 91(112), lipiec 2016 r.).

Nie będziemy tu prostować socjalistycznych sloganów (socjalizm liberalny, prokapitalistyczny – to najstarszy i najgroźniejszy spośród socjalizmów) zawartych w wypowiedzi Pana Profesora, ale domagamy się konsekwencji: skoro kwestią fundamentalną jest zapewnienie ludziom poczętym prawa do życia, to musi to dotyczyć zarówno okresu przedporodowego, jak i poporodowego. Dziecko nie jest winne ani tego, że zostało poczęte, ani tego, że zostało urodzone. Nie powinno być za to karane ani śmiercią, ani głodem, ani biedą.

Państwo, które wygnało większość narodu z życiodajnej wsi do uniemożliwiających przeżycie miast, i które zmusiło całą populację do życia w warunkach coraz bardziej kosztownej cywilizacji technicznej – nie ma prawa zmuszać ludzi dorosłych (poprzez np. zachęty czy kary finansowe) do poczynania i rodzenia dzieci, jeżeli jednocześnie nie zabezpieczy wszystkim ojcom rodzin odpowiedniego źródła dochodu – i to do momentu wygaśnięcia odpowiedzialności za dziecko, czyli maksymalnie, jak to jest w warunkach polskich, do chwili ukończenia przez nie studiów. Dla społeczeństwa wiejskiego zabezpieczeniem dochodu (czyli Giertychową „wędką”) była własna ziemia, a dla społeczeństwa miejskiego (a zwłaszcza wielkomiejskiego) musi być nim dostęp do odpowiednio opłacanej pracy najemnej.

Zdolność rodziców do utrzymania i  wykształcenia dzieci nie jest bynajmniej zagrożona przez „nadmiar socjału” powodującego niechęć do pracy (jak mniema prof. Giertych), lecz zagraża jej błędna polityka makroekonomiczna elit rządzących, preferujących eskalację zbrojeń i mnożenie sztucznie wywoływanych awantur wojennych, na których zachodni i wschodni pp. „kapitaliści” najszybciej i nawięcej się wzbogacają. Popieranie zbrojeń jest w istocie popieraniem destabilizacji gospodarki w skali świata i w skali poszczególnych państw, gdy tymczasem do prawidłowego rozwoju dzieci w pełnych rodzinach jest potrzebny przede wszystkim trwały pokój i stabilność dochodów.

Amerykańskie awantury wojenne (nie tylko na Ukrainie i w Syrii) odbiły się już rykoszetem na gospodarce Europy, a to dopiero początek jej kłopotów. Wielomilionowa rzesza polskich emigrantów na Zachodzie nie powstała z „nadmiaru opieki społecznej” nad Wisłą, lecz właśnie z praktycznego braku możliwości wybudowania czy zakupienia domów/mieszkań w Polsce i założenia tutaj rodzin. Nie mając możliwości (odpowiedniego, stabilnego dochodu, a często: jakiegokolwiek dochodu) życia w Polsce rządzonej przez zwolenników nierówności społecznej i zwolenników kosztownych zbrojeń (zob.: Giertychowie wobec Rosji http://polski.blog.ru/216380947.html ), Polacy w wieku produkcyjnym zmuszeni byli masowo opuszczać kraj i udawać się na tułaczkę, w tym także – o ironio losu! – do tego samego Londynu, w którym zmuszony był tułać się i ciężko fizycznie pracować (na skutek m.in. amerykańskiej polityki dozbrojenia Niemiec i ZSRR!) ojciec prof. Giertycha, śp. Jędrzej Giertych.

Dzisiaj, po 26 latach sojuszu ze światem tzw. Zachodu, nie ma w Polsce warunków do powrotu stamtąd milionów polskich uchodźców, a Polakom żyjącym w kraju jest coraz trudniej utrzymać się przy życiu i wychowywać dzieci, również z powodu fali uchodźców z Ukrainy, którzy odbierają Polakom szansę na podjęcie pracy we własnym państwie. Przed tymi masowymi migracjami i przed innymi zagrożeniami, wiążącymi się z tym, „że nieprzyjazne nam tendencje mogą odgrywać poważną rolę w obozie właściwych zwycięzców [zimnej wojny] (przyjąwszy, że zwycięzcami będą przeciwnicy Rosji), a więc w świecie anglosaskim i w rozmaitych krajach, środowiskach i kołach z obozem anglosaskim związanych”, przestrzegał śp. Jędrzej Giertych w broszurze pt. „Nasze cele i nasze niebezpieczeństwa” (Stuttgart 1948), pisząc: „Polska – okrojona od wschodu, pozbawiona bezpieczeństwa od zachodu, zdezorganizowana przez ciągłe masowe przesiedlenia, zrujnowana, zdemoralizowana, zrozpaczona, a w dodatku wtłoczona w system federacyjny, w którym oddana by była na łup eksploatacji gospodarczej mniej wyniszczonych i bogatszych sąsiadów, ich przemysłu, ich handlu i ich kapitałów – byłaby już tylko cieniem Polski niepodległej. Niepodległość jej byłaby taką samą fikcją, jak fikcją była jej niepodległość w ciągu większej części wieku osiemnastego.” (zob.: O politykę propolską http://polski.blog.ru/121578435.html ).

Wynika stąd wniosek, że życie w Polsce nie jest kategorią teoretyczną, lecz praktyczną. I powinno być chronione w praktyce, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, co wymaga zarówno likwidacji wyzysku i bezrobocia, jak i rezygnacji z agresywnych wojen i początkujących je zawsze nadmiernych zbrojeń.

Skąd jednak wzięło się u narodowego demokraty Macieja Giertycha owo umiłowanie rzekomego „postępu”, jaki przynoszą „systemy akceptujące nierówność”? – Taka jest właśnie tradycja Endecji. Dwa lata temu p. Adam Danek pisał:

„Twórcami polskiego nacjonalizmu plebejskiego byli dwaj ziemianie, starsi od Dmowskiego o lat dziesięć: Jan Ludwik Popławski i Józef Karol Potocki, który swe arystokratyczne nazwisko ukrył pod pseudonimem Marian Bohusz (...) Według wspomnień Władysława Studnickiego, w swoim czasie działacza zarówno ruchu socjalistycznego (II Proletariat, PPS), jak i Narodowej Demokracji, Dmowski przez długi czas nie odgrywał bynajmniej roli głównego mózgu ruchu narodowego. Ustępował pod tym względem ojcom plebejskiego nacjonalizmu. Ale czas pracował dla Dmowskiego. W 1894 r. Marian Bohusz za zorganizowanie „kilińszczyzny” – demonstracji w Warszawie dla uczczenia rocznicy powstania kościuszkowskiego – został aresztowany i zesłany do Rosji, a powróciwszy z zesłania po paru latach, pewnego dnia zaginął bez wieści. W 1908 r. umiera Popławski, w 1913 r. – Zygmunt Balicki. Bieg wydarzeń sam złożył kierownictwo ruchu w ręce Dmowskiego.

Pod jego przywództwem endecja zatraciła swoją ludową, to jest plebejską, orientację ideową. Zamieniła się w „liberalne stronnictwo mieszczańskie”, jak określił ją Czesław Bobrowski, ekonomista związany przed wojną z lewym skrzydłem sanacji, a po wojnie ekspert gospodarczy nowego obozu rządowego. W dodatku – w stronnictwo wiszące głównie na garnuszku wielkich właścicieli ziemskich, zwłaszcza w zaborze pruskim i w byłym Wielkim Księstwie Litewskim. (...) W niepodległej Polsce wyrazicielami nacjonalizmu plebejskiego nie stały się endecja ani Stronnictwo Narodowe, lecz nie powiązane z nimi na ogół organizacyjnie ugrupowania narodowych socjalistów, narodowych syndykalistów czy nawet nacjonalistów komunizujących.

Jeżeli we współczesnej Polsce nacjonalizm ma stać się ruchem buntu przeciw zastanej rzeczywistości, powinien odwoływać się do grup społecznych upośledzonych w obecnie funkcjonującym modelu ekonomicznym. Polski nacjonalizm musi więc w pewnym sensie i zakresie powrócić do charakteru plebejskiego. Taki zaś nacjonalizm musi wysunąć wyraźnie antyliberalny program gospodarczy, bez niedopowiedzeń, wahań i wykrętów.” (zob.: W stronę nacjonalizmu plebejskiego http://xportal.pl/?p=13460 ).

Z tym postulatem Polacy-personaliści powinni się zgodzić. Kultywowanie liberalnych, prokapitalistycznych tradycji Endecji w dobie upadku ubóstwiającego nierówność zachodniego socjalizmu liberalnego (kapitalistycznego właśnie) – jest zupełnie bez sensu. Zwłaszcza, jeżeli mamy na serio zająć się wprowadzeniem pełnej ochrony życia, od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

Komentarz (nbr)

Zob. także/См. также:

Polska endecko-sanacyjna. Польша эндецко-санацийнaя http://narodowy.blog.ru/221495859.html (17.06.2016).

Neosanacja i jej neoendecja. Неосанация и её неоэндеция http://narodowy.blog.ru/221477763.html (09.06.2016).

WPS w próżni społecznej. ВСП в социальном вакууме http://narodowy.blog.ru/221462051.html (03.06.2016).

Jak pokonać neosanację? Как победить нeоcанацию? http://narodowy.blog.ru/221430979.html (22.05.2016).

Kontynuacja neosanacyjnego kursu w Polsce. Продолжение неосанацийнoгo курса в Польше http://narodowy.blog.ru/221350739.html (14.04.2016).

Proamerykańska neosanacja w Polsce. Проамериканскaя неосанация в Польше http://narodowy.blog.ru/220668979.html (15.12.2015).

Sanacja/Санация (Польша): https://pl.wikipedia.org/wiki/Sanacja


 

Polska endecko-sanacyjna – Польша эндецко-санацийнaя


Polska endecko-sanacyjna: Polska Dmowskiego, Piłsudskiego i J. Giertycha – Польша эндецко-санацийнaя: Польша Дмовского, Пилсудского и Е. Гертыхa  http://narodowy.blog.ru/221495859.html (17.06.2016).
 
Polska endecko-sanacyjna (11.11.1937).  Польша эндецко-санацийнaя (11.11.1937). Фото: politexpert.net
 
 
W tekście pt. „WPS w próżni społecznej” http://narodowy.blog.ru/221462051.html ] zostało powiedziane, że w ostatnich dekadach, po wygnaniu polskiego chłopstwa ze wsi do miast, partie nacjonalistyczne straciły swoje dawne zaplecze i zarazem przedmiot swoich starań, którym były autentycznie polskie masy żyjące na polskiej ziemi prawdziwie po polsku. Po przeszło stu latach od powstania ruchu narodowego, nacjonaliści polscy nie są nawet na początku swojej drogi. W tym czasie Polska „zaliczyła” trzy systemy socjalistyczne: socjalizm liberalny (w schyłkowej carskiej Rosji oraz w II RP i w III RP), socjalizm narodowy (nazistowski) i socjalizm komunistyczny. Dokonała też kilku zmian sojuszy: z Rosją – przeciwko Rosji – z Rosją – przeciwko Rosji. Zmiany systemów ideologicznych, okupujących przez te sto lat Polskę i równoległe do nich zmiany sojuszy – nie wyszły Polsce na dobre. Socjalistyczna (prokapitalistyczna i antykapitalistyczna) industrializacja szczęścia Polakom nie dała. Cywilizacyjne profity (poprawa warunków życia codziennego, wzrost demograficzny) zostały zniwelowane przez wielkie straty i zdziczenie wojenne, a także i powojenne (wliczając w to okres przynależności do UE). Odnotowując niewątpliwy powojenny postęp techniczny (który nie był jednak zjawiskiem typowo polskim, lecz pochodną światowego wyścigu zbrojeń), Polska zatraciła swój dawny charakter i jest już dzisiaj… „niepodobna do Polski”. Polska prawdziwa, to personalistyczne społeczeństwo stanowe, które żyło w ścisłym związku z ziemią ojczystą, a jego trzon – z bezpośredniej pracy na ziemi. Chcąc odbudować polskość, trzeba do tego powrócić.

Międzywojenne hasło budowy „Wielkiej Polski” było czczą gadaniną, zwykłą „narodowo-ozonową” propagandą, niemożliwą do zrealizowania w ówczesnych nędznych realiach Polski endecko-sanacyjnej, z której obywatele masowo uciekali na Zachód, a najchętniej do Stanów Zjednoczonych, które absolutnie nie pomogły nam w wojnie z bolszewikami, a za to postarały się drastycznie ograniczyć przyjmowanie uciekinierów z Polski, wprowadzając w 1924 r. nowe prawo, zmniejszające ogólną roczną liczbę przyjmowanych imigrantów z 357 tys. do zaledwie 164 tys. Ci Polacy, którym nie udało się wskutek tego wyjechać z kraju, upraszali się o pół-darmową pracę „u Żyda” i kisili się w biedzie, chorobach i bezrobociu aż do wojny, a po jej wybuchu poszli na rzeź. Polska endecko-sanacyjna rozsypała się „niczym domek z kart”.

Nędza i udowodniona przez historię beznadzieja zniewolonej przez zachodni kapitał Polski endecko-sanacyjnej (do której modlą się dzisiaj i tęsknią zarówno nieuświadomieni „narodowcy” rusofobiczni, jak i rusofiliczni) była prostą konsekwencją upadku w 1917 r. sprzymierzonej z nami (z KNP Dmowskiego w Petersburgu) Rosji carskiej, a potem demokratycznej. Gdyby pierwsza wojna światowa zakończyła się zwycięstwem tamtej Rosji na froncie wschodnim, to Polska – w dzisiejszych granicach – byłaby już stuletnim faktem, a nie efemerydą zaistniałą najpierw i utrzymywaną z łaski Niemiec i wspierających je z całych sił mocarstw „anglosaskich” (Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii), a potem zniszczoną bez mrugnięcia okiem z woli tychże Niemiec i zdradzieckich „anglosasów”.

Polacy sprzymierzeni wówczas z Rosją, nie tylko odbyliby po I wojnie paradę zwycięstwa w Berlinie, ale przede wszystkim mieliby mocne oparcie geopolityczne, militarne, surowcowe, kapitałowe, inwestycyjne i handlowe we wschodnim (słowiańskim i chrześcijańskim!) sąsiedzie. Zamiast gnębić i „polonizować” na siłę równie biednych i wycieńczonych pierwszą wojną mieszkańców tzw. Kresów Wschodnich (Białorusinów, Rusinów i „tutejszych”), Polacy zajęliby się po 1918 r. – z jakże większym dla siebie i Europy pożytkiem! – polonizowaniem Niemców z Wrocławia, Szczecina i Gdańska, których z pewnością nie zechciano by wówczas masowo i przymusowo wysiedlać. Nie byłoby walk polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich, II wojny, rzezi wołyńskiej i cynicznego Rękasowego „powiernictwa”. Nie byłoby dzisiejszego problemu powrotu Niemiec na ich „Kresy Wschodnie” i wyrzucania potomków polskich osadników z mieszkań i gospodarstw na Pomorzu, Warmii i Śląsku. Byłaby w Polsce praca dla każdego i rozwojowy rynek zbytu dla polskich towarów i usług na Wschodzie. Królował by w Polsce język polski i równie miły dla ucha i łatwy w wymowie słowiański język rosyjski, zamiast obcego nam i niszczącego naszą tożsamość angielskiego bełkotu.

Niestety, Rosja chrześcijańska pierwszą wojnę przegrała, a Polska – jak się niebawem okazało – przegrała tą wojnę wraz z nią! (za sprawą również pewnej części Polaków – tzw. „piłsudczyków”, będących wrogami każdej Rosji, a tym samym będących wrogami Polski prawdziwie niepodległej, chrześcijańskiej i rządzonej przez Polaków-Słowian). Rosja przegrała już w roku 1917, a Polska w roku 1926, gdy Zachód – rękami Piłsudskiego – jej „endecką” wolność pogwałcił i zdławił. Odtąd nie były już w stanie się sprzymierzyć: Rosja rządzona przez nie-Rosjan i Polska rządzona, de facto, nie przez Polaków.

Przypomnijmy, że po II wojnie światowej marszałek Stalin podjął taką próbę. W artykule pt. „Wstępujemy na nową drogę. Na marginesie paktu polsko-radzieckiego” („Głos Narodu” z dn. 27.04.1945 r. – wyd. Wojewódzkiego Urzędu Informacji i Propagandy w Częstochowie) czytamy:
„Podpisanie sojuszu radziecko-polskiego otwiera nowy rozdział w dziejach. Jest ono manifestacją przed światem całym, że naród polski zrywa raz na zawsze z endecko-sanacyjną polityką nienawiści w stosunku do bratniego narodu słowiańskiego, zrywa raz na zawsze z awanturniczymi i szaleńczymi imprezami w stylu marszu na Kijów, jest stwierdzeniem, że państwo nasze nigdy więcej nie da się użyć jako narzędzie czy to „wersalczyków”, czy to niemców (!) dla szachowania i paraliżowania naszego sąsiada, socjalistycznego państwa radzieckiego.
(…)
Ale sojusz radziecko-polski ma nie tylko dwustronne znaczenie. Dzięki analogicznym paktom, zawartym uprzednio już przez Jugosławię i Czechosłowację z Z.S.R.R. stanowi on fundamentalny układ, będący rękojmią zabezpieczenia pokoju w Europie, gdyż rzeczą notorycznie znaną jest, że ferment i wieczny niepokój w rodzinie narodów europejskich sieją tylko niemcy (!). Tak więc alians państw słowiańskich jest barierą, o którą na wschodzie rozbiją się wszystkie imperialistyczne zakusy germańskie.
(...)
Europa może spokojnie patrzeć w przyszłość. A w gronie narodów europejskich zajmie należne jej miejsce demokratyczna Polska, ufna w przymierze i przyjaźń ze związkiem radzieckim (!), przyjaźń wyrosłą na gruncie wspólnych zmagań z barbarzyńskim, hitlerowskim najeźdźcą. Idea tedy przyjaźni słowiańskiej musi być – w odróżnieniu od minionych czasów – nicią przewodnią, która będzie wieść nawę państwową po jedynej słusznej drodze. Wzajemne słowiańskie antagonizmy, polsko-sowiecki, polsko czeski – „my żądamy Zaolzia”, [polsko-litewski] „wodzu prowadź na Kowno” – były pożywką, na której lęgły się bakcyle niemieckiej agresji. I z tym raz na zawsze koniec.
(…)
Idea, zawarta w [polsko-radzieckim] pakcie przyjaźni „będzie odtąd już stale kierować naszą polityką zagraniczną, gdyż polityka ta jest podyktowana naszą mądrością państwową, wyraża wspólne gorące dążenia i życzenia naszych narodów, oraz wypływa z trwałej wspólności naszych narodów [premier Osubka-Morawski (!)]”.”

Źródło: „Głos Narodu” nr 62/1945, z dn. 27.04.1945 r., s. 2. http://www.biblioteka.czest.pl/zbiory/czasopisma/glos_narodu/1945/Glos_Narodu_Nr_062_1945.pdf

Trzeba jednak powiedzieć wprost, że idea przyjaźni międzysłowiańskiej jest słuszna, ale musi być realizowana przez samych Słowian. Sojusz polsko-rosyjski 1945 roku nie był porozumieniem autentycznych ETNICZNYCH Polaków i Rosjan, lecz dyktatem wielkich mocarstw, realizowanym na dodatek przez narzuconą nam nie-polską administrację powojennej RP/PRL, wysługującą się (również agenturalnie) bynajmniej nie Rosjanom i nie Rosji, lecz tzw. Sowietom. Sztucznie stworzony i podtrzymywany przez nie-Słowian „sojusz ze Związkiem Radzieckim” musiał w tych warunkach zakończyć się fiaskiem i to samo czeka też równie sztuczny i podobnie realizowany „sojusz Polski z NATO”.

Reasumując: Polska endecko-sanacyjna była tylko postulatem – narodowym, społecznym, państwowym, gospodarczym i geopolitycznym – i to postulatem, który nie miał żadnych szans na realizację, przede wszystkim dlatego, że Polacy i Rosjanie nie dogadali się w porę ze sobą i nie przeciwstawili się wspólnie niebezpieczeństwom grożącym całej Słowiańszczyźnie, a nie tylko samej Polsce, czy samej Rosji. Z pewnością wpływ na to miał nie tylko fakt, że Rosja carska była rządzona w dużej mierze przez element nie-rosyjski i nawet nie-słowiański, ale także – jak podkreślał cytowany wyżej „Głos Narodu” – „leżąca we krwi wielu Polaków mania arystokratyzmu [która] wyciskała piętno na umysłowości naszych sfer rządzących wbrew duchowi idących nowych czasów.”

A tymczasem – tamtej, prawdziwej Polski już nie ma, zaś obecna, choć „zupełnie niepodobna”, nie chce wyciągnąć z historii żadnych nauk i karmi się nadal (czy też: znowu) propagandowym mitem „Wielkiej Polski”.

(nbr)


 
„Przegląd” nr 45/2011 (z dn. 13.11.2011). Фото: eprasa.pl

 
To była inna Polska – Это была другая Польша

Polska dzisiejsza jest zupełnie niepodobna do tej sprzed 1 września 1939 r.

Dane statystyczne mogą być dobrym przewodnikiem po kraju. Wiedział o tym Edward Szturm de Sztrem, statystyk i demograf, od 1929 r. do wybuchu wojny prezes Głównego Urzędu Statystycznego. To z jego inicjatywy zaczął się ukazywać „Mały Rocznik Statystyczny”.

W przedmowie do pierwszego rocznika, z 1930 r., prezes GUS napisał, że ma on utrwalić wiadomości na temat: „Czym jest istotnie dzisiejsza Polska”. Te słowa Szturm de Sztrem powtórzył w przedmowie do 10. rocznika z 1939 r. Wydano go w czerwcu w rekordowym nakładzie 100 tys. egzemplarzy – Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zalecało „Mały Rocznik Statystyczny” jako materiał pomocniczy dla szkół. Nigdy nim nie był.

1 września 1939 r. hitlerowskie Niemcy dokonały agresji na Polskę. Państwo zrodzone dzięki I wojnie światowej odeszło w niebyt po kilku tygodniach od rozpoczęcia II wojny światowej. Odrodziło się w zupełnie innym kształcie w latach 1944-1945. I choć po zmianach ustrojowych w 1989 r. władze nazywają obecną Polskę bezpośrednią kontynuatorką Polski międzywojennej (podkreśla to umieszczona w konstytucji druga nazwa państwa – Trzecia Rzeczpospolita), nie zmienia to faktu, że Polska dzisiejsza jest zupełnie niepodobna do Polski sprzed 1 września 1939 r. Dowodzą tego dawne publikacje GUS uczące, czym był istotnie tamten kraj.

W 1939 r., wraz z ziemiami odzyskanymi (tak oficjalnie nazywano Zaolzie), Polska zajmowała 389.720 km kw. (o 77 tys. km kw. więcej niż obecnie). Spośród państw leżących wyłącznie w Europie ustępowała jedynie Niemcom, Francji, Hiszpanii i Szwecji. Najdalej wysunięty na północ punkt kraju znajdował się w okolicach Brasławia (województwo wileńskie), na południe – Kosowa (województwo stanisławowskie), na wschód – Dzisny (województwo wileńskie), a na zachodzie – Międzychodu (województwo poznańskie). Obecnie tylko Międzychód leży w Polsce – od granicy zachodniej oddziela go całe województwo lubuskie. Dawne powiaty dziśnieński i brasławski znajdują się na terenie Białorusi, a kosowski – na Ukrainie.

W 1939 r. Polska dzieliła się administracyjnie na miasto stołeczne Warszawę oraz 16 województw, z których siedmiu – wileńskiego, nowogródzkiego, wołyńskiego, poleskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i lwowskiego próżno szukać na jej współczesnej mapie.

Polska należała nie tylko do największych, lecz także do najludniejszych państw europejskich. Ostatni przedwojenny rocznik statystyczny szacował liczbę mieszkańców na 35,1 mln – więcej, niż miała np. ówczesna Hiszpania czy Turcja. Spośród państw położonych wyłącznie w Europie Polska pod względem liczby ludności ustępowała jedynie Anglii, Włochom, Niemcom i Francji.

Kim byli mieszkańcy tego dużego europejskiego kraju? Najpełniej przedstawił ich drugi spis powszechny, przeprowadzony 9 grudnia 1931 r., gdy Polska wkroczyła w 14. rok niepodległości. W czasie spisu nie pytano o narodowość. Zadano dwa inne – ważne dla określenia tożsamości – pytania: o „język ojczysty” i „wyznawaną religię”.

Spośród 32,1 mln ówczesnych mieszkańców ponad 10 mln za język ojczysty uznało inny język niż polski. Dla 3,2 mln obywateli językiem ojczystym był ukraiński, dla prawie 2,5 mln – jidysz, dla 1,2 mln – ruski (starobiałoruski), dla prawie miliona – białoruski, dla 740 tys. – niemiecki, dla ćwierć miliona – hebrajski, dla 138 tys. – rosyjski, dla 83 tys. – litewski. Ponad 700 tys. spośród 1,13 mln mieszkańców Polesia nazwało język ojczysty tutejszym. Określenie tutejszy pojawiło się w czasie spisu w 1921 r. – oznaczało nie tylko język, ale i narodowość.

Choć język polski jako ojczysty zadeklarowało jedynie niespełna 22 mln mieszkańców, jest to liczba zawyżona ze względu na naciski ze strony komisarzy spisowych i dokonywane przez nich fałszerstwa – dotyczyły one głównie ludności białoruskiej i ukraińskiej.

Niespełna 20,7 mln mieszkańców Polski określiło siebie w 1931 r. jako wyznawców religii rzymskokatolickiej i ormiańskokatolickiej. Zgodnie ze spisem w Polsce było wówczas 3,8 mln prawosławnych, 3,3 mln grekokatolików, 3,1 mln wyznawców judaizmu, ponad 800 tys. ewangelików (protestantów).

W 1931 r. 72,8 % ludności Polski mieszkało na wsi, 27,2 % – w miastach. W porównaniu ze spisem z 1921 r. ludność miast wzrosła tylko o 2,6 %. Polska do 1939 r. pozostawała państwem o zdecydowanej przewadze ludności wiejskiej.

Komisarze spisowi doliczyli się w 1931 r. prawie 6,4 mln mieszkań, w których było łącznie niecałe 11,8 mln izb mieszkalnych. Statystycznie jedną izbę zajmowały trzy osoby. Zgodnie z ustaleniami rachmistrzów 10,45 mln osób mieszkało w lokalach, w których na jedną izbę przypadały co najmniej cztery osoby.

5,2 mln spośród tych 6,4 mln mieszkań stanowiły lokale jedno- i dwuizbowe.

Jednoizbowych było 3 mln, prawie wszystkie miały – jak to określono w dokumentach spisowych – „urządzenie kuchenne”. W takich lokalach mieszkało 13,7 mln obywateli. Komisarze spisowi byli na tę sytuację przygotowani, w arkuszu pomocniczym bowiem znajdowało się pytanie: „Czy mieszkanie składa się wyłącznie z izby kuchennej?”.

Najgorzej wyglądała sytuacja na wsi. W województwie kieleckim, zaliczanym do województw centralnych – lepiej rozwiniętych niż wschodnie – 2,2 mln mieszkańców wsi zajmowało 414,5 tys. mieszkań (w tym 260 tys. jednoizbowych) z 603 tys. izbami. Połowa ludności wiejskiej województwa zajmowała lokale, w których jedną izbę dzieliły co najmniej cztery osoby.

W Warszawie w takich warunkach mieszkało 23,4 % ludności. Dla porównania w Rzymie – 8 %, w Pradze – 6 %, w Paryżu – 0,7 %, w Berlinie – 0,3 %. Spośród 618,8 tys. budynków w polskich miastach w 1931 r. elektryczność była w 234,3 tys., wodociąg – w 90,2 tys., a kanalizacja – w 80 tys. Jedynie co 10. budynek (61,7 tys.) miał wszystkie instalacje. Ta sytuacja w zasadzie nie zmieniła się do wybuchu wojny. „Wśród krajów, dla których rozporządzamy danymi w sprawie wielkości mieszkań, szczególnie Polska wyróżnia się niekorzystnymi warunkami”, ubolewała Jadwiga Niebudkówna w kwartalniku GUS „Statystyka Pracy” (Zeszyt nr 1 z 1939 r.). Przedwojenne roczniki statystyczne nie zawierają informacji o wyposażeniu domów wiejskich w media, bo niemal ich nie było.

Dla osoby, która na przełomie 1931 i 1932 r. nie skończyła roku, prognozowana dalsza długość życia wynosiła 48,2 lat (dla mężczyzny) lub 51,4 (dla kobiety). Dalsza długość życia dla osób, które miały wówczas kilka lat, wyglądała lepiej: dla trzylatka – 57,7, a trzylatki – 59,4.

W 1923 r. na 10 tys. mieszkańców Polski przypadało 2,4 lekarza, w 1938 r. – 3,7 (w podobnym okresie ten wskaźnik wynosił w Bułgarii – 4,5, w Niemczech – 7,3, na Łotwie – 7,9, na Węgrzech – 11,2). Jednak dostęp do lekarza był bardzo zróżnicowany. W Warszawie na 10 tys. mieszkańców przypadało 22 lekarzy, a w otaczającym stolicę województwie warszawskim – dwóch. Jeszcze gorszy wskaźnik był w województwach wołyńskim, poleskim i nowogródzkim.

Spośród 12.917 lekarzy w Polsce w 1938 r. jedynie 1.466 pracowało na wsi, na której mieszkało ok. 70 % ludności kraju. „Są wsie, w których brak w pewnych latach roczników szkolnych i rekruckich, bo kiedyś wytępiła w nich dzieci epidemia. Choroby społeczne panoszą się niemal bezkarnie. Lekarz jest niedostępnym luksusem. Przywozi się go w ostatniej chwili – z księdzem”, pisał dr Stefan Giebocki w pracy nadesłanej na zorganizowany w 1936 r. przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych konkurs „Pamiętniki lekarzy”. Podsumowując relacje medyków, przewodniczący jury Melchior Wańkowicz konstatował: „Zdrowie ludzkie w Polsce, oglądane ich oczami całkiem z bliska, daje obraz przerażający”.

Złe wyżywienie i warunki mieszkaniowe (brak toalety, bieżącej wody, zimno, wilgoć), brak opieki lekarskiej sprawiały, że w Polsce wyższe niż w rozwiniętych państwach europejskich były wskaźniki umieralności na tzw. choroby nagminne (dur brzuszny, odrę, grypę, błonicę, czerwonkę), gruźlicę oraz zapalenie płuc – odpowiednio 13,2, 17,6 i 15,5 zgonów na 10 tys. mieszkańców (w Anglii odpowiednio 7,1, 5,9 i 7,2, w Czechosłowacji – 8,9, 11,4 i 12,9).

23,1 % mieszkańców Polski w 1931 r. nie umiało czytać ani pisać. W województwie śląskim było jedynie 1,5 % analfabetów, w Warszawie – 10 %, za to w województwach poleskim i wołyńskim prawie połowa. Mimo wprowadzenia już w 1919 r. obowiązkowej edukacji (siedmioletnia szkoła powszechna) problemu analfabetyzmu – w skali całego kraju – nie udało się rozwiązać do wybuchu wojny. Zgodnie z danymi statystycznymi, od wprowadzenia w 1932 r. tzw. jędrzejewiczowskiej reformy szkolnictwa do roku szkolnego 1938/1939 poza obowiązkiem szkolnym pozostawało – w zależności od roku – od 9,4 do 11,7 % dzieci w wieku 7-13 lat (ok. 0,5 mln). W województwie wołyńskim w roku szkolnym 1937/1938 obowiązek szkolny obejmował 71,6 % dzieci, w tym 62,3 % siedmiolatków i 49,9 % 13-latków.

Do ok. 10 % w skali kraju uczniów niezapisanych do szkoły Marian Falski, w latach 30. pracownik Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, doliczał jeszcze 10 % zapisanych, ale niepodejmujących nauki lub przerywających ją w czasie roku.

Choć szkoła powszechna dla dzieci kończących na niej naukę była siedmioletnia, to z powodu braku nauczycieli i pomieszczeń (szkoły organizowano bardzo często w wynajętych izbach chłopskich) w wielu wsiach realizowano jedynie program czterech klas. Ich ukończenie nie dawało prawa kontynuowania nauki w gimnazjum. Do wybuchu wojny nie rozwiązano problemu bazy lokalowej szkół powszechnych, nowych obiektów budowano niewiele, za to przyrost naturalny był bardzo wysoki (problem braku lokali rozwiązano dopiero po II wojnie światowej, m.in. z pomocą akcji „Tysiąc Szkół na Tysiąclecie”).

Edukacja większości uczniów kończyła się na etapie szkoły powszechnej. W roku szkolnym (akademickim) 1936/1937 szkoły powszechne ukończyło 262,7 tys. uczniów, egzamin dojrzałości zdało 15 tys. abiturientów, a dyplomy wyższych uczelni uzyskało 6114 osób.

W końcu lat 30. w USA było 215 odbiorników radiowych na tysiąc mieszkańców, w Danii – 201, w Szwecji – 195, w Anglii – 187, w Niemczech – 154, we Francji – 112. W Polsce jedynie Warszawa zbliżała się do tych wyników – miała 104 radioodbiorniki na tysiąc abonentów. W województwie warszawskim było ich tylko 38, w białostockim – 19, w nowogródzkim – 11, w wołyńskim i stanisławowskim – 10 (jedno radio na sto osób), a w tarnopolskim – 9. Na wsi korzystano niemal wyłącznie z radioodbiorników wyposażonych w detektory kryształkowe (karierę w latach 30. zrobił wynaleziony przez Wilhelma Rotkiewicza detefon), bo w przeciwieństwie do aparatów lampowych nie potrzebowały zasilania elektrycznego. W 1939 r. bez światła elektrycznego, zdani na lampy naftowe byli mieszkańcy 97 % wsi w Polsce. Moc wszystkich elektrowni w kraju wynosiła niecałe 1,7 tys. megawatów (wybudowana w latach 70. elektrownia Kozienice miała większą moc), a produkcja energii elektrycznej w Polsce była ponaddwukrotnie mniejsza niż w Szwecji, pięciokrotnie mniejsza niż we Francji, siedmiokrotnie mniejsza niż w Anglii i 14-krotnie mniejsza niż w Niemczech. Wydobycie podstawowego surowca energetycznego – węgla kamiennego – do końca II RP było mniejsze niż w 1913 r. w kopalniach, które znalazły się w składzie państwa polskiego (wydobyto w nich wówczas 41 mln ton, w 1938 r. – 38,1 mln).

Obywatele przedwojennej Polski rzadko słuchali radia, ale jeszcze rzadziej korzystali z telefonu. W 1938 r. w kraju było zarejestrowanych 299 tys. aparatów telefonicznych należących do 225 tys. abonentów. Na tysiąc mieszkańców Polska miała siedem telefonów, Czechosłowacja – 15, Łotwa – 39, Niemcy – 53, Anglia – 64, Dania – 113. Obywatele polscy nie nadrabiali zaległości w komunikacji, wysyłając telegramy i listy. W 1937 r. w Polsce nadano 95 telegramów na tysiąc mieszkańców, w Anglii ten wskaźnik wynosił 1418, w Grecji – 697, w Czechosłowacji – 310, w Szwecji – 753. W tym samym roku na jednego obywatela przypadało 26 nadanych przesyłek listowych (na jednego Belga – 53, Francuza – 144).

Przedwojenna Polska miała nieźle rozwinięty transport kolejowy (choć przewoziła mniej pasażerów niż kolej czechosłowacka, nie wspominając o angielskiej czy niemieckiej), za to pod względem transportu drogowego Polska do wybuchu wojny pozostała państwem zacofanym. 1 stycznia w całym kraju było zarejestrowanych niespełna 42 tys. samochodów, wliczając w to ciężarówki, autobusy i taksówki. W całym województwie tarnopolskim, przez które przebiegała szosa zaleszczycka, w 1939 r. było zarejestrowanych 350 samochodów (jeden na 5 tys. mieszkańców). W 1938 r. na tysiąc mieszkańców przypadało w Polsce 10 samochodów, podczas gdy w Anglii i we Francji ponad 500, w Szwecji – 305, w Niemczech – 251, we Włoszech – 100, w Czechosłowacji – 69.

W najlepszym dla Polskich Linii Lotniczych przedwojennym roku, 1937, przewieziono 37 tys. pasażerów. W tym samym roku z Polski w podróż za granicę udało się 65,2 tys. osób, a w 1938 r. – 88,9 tys. Te dane nie objęły osób, którym wydano paszporty emigracyjne.

W 1937 r. opuściło Polskę 102,4 tys. emigrantów, rok później – 129,1 tys. (w całym 20-leciu ok. 2 mln). W Gdyni, poza portem, powstał Obóz Emigracyjny, w którym przygotowywano chętnych do wyjazdu z kraju – dzięki specjalnej bocznicy kolejowej emigranci byli dowożeni wprost pod burtę statku (ten epizod polskiej historii przypomni powstające w Gdyni Muzeum Emigracji).

Mimo sukcesów – budowy Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego – II RP do końca swego istnienia nie zdołała osiągnąć poziomu rozwoju gospodarczego z roku 1913. Tymczasem liczba ludności w kraju wzrosła z 27,4 mln w 1921 r. do 35,1 mln w 1939 r. Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski wyliczyli, że w porównaniu z 1913 r. spadek produkcji przemysłowej na jednego mieszkańca w 1938 r. – roku najlepszej koniunktury – wynosił 18 %. To – jak podkreślali – świadczyło „o uwstecznieniu naszej gospodarki, o wzroście zacofania w porównaniu z innymi krajami”.

Krzysztof Pilawski

Źródło: „Przegląd” nr 45/2011 (z dn. 13.11.2011) http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/byla-inna-polska (13.11.2011).

 
Polska endecko-sanacyjna była zupełnie inną Polską.  Польша эндецко-санацийнaя, это была coвceм другая Польша. Фото: eglos.pl

 
Zob. także / Cм. также:

Bohdan Piętka, Zaczadzeni II RP, „Przegląd” nr 21/2016 (z dn. 29.05.2016) http://www.tygodnikprzeglad.pl/zaczadzeni-ii-rp/ (27.05.2016).

Bohdan Piętka, Krwawe strajki w II RP, „Przegląd” nr 22/2016 (z dn. 05.06.2016) http://www.tygodnikprzeglad.pl/krwawe-strajki-ii-rp/ (01.06.2016).

Bohdan Piętka, Bereza Kartuska czarna karta historii II RP, „Przegląd” nr 29/2015 (z dn. 19.07.2015) http://www.tygodnikprzeglad.pl/bereza-kartuska-czarna-karta-historii-ii-rp/ (15.07.2015).

 

Neosanacja i jej neoendecja – Неосанация и её неоэндеция


Neosanacja i jej neoendecja – Неосанация и её неоэндеция  http://narodowy.blog.ru/221477763.html (09.06.2016).

Jeśli narodowcy skutecznie dobiorą się elitom nie do rozporków, ale do stołków i portfeli – to będą rządzić jako następni po PiS.” – pisał Rafał Ziemkiewicz w tekście pt. „Co wyrośnie z tego Ruchu?” („Do Rzeczy” nr 23/2013 z dn. 01-07.07.2013 r., s. 58-61.).  „Если националисты эффективно доберутся не до ширинок членов элиты, но до их должностей и кошельков – это будут править как следующие после ПС.” – писал Рафаил Земкевич в тексте под названием „Что вырастет из этого Движения?” („Do Rzeczy” № 23/2013 oт 01-07.07.2013 г., с. 58-61.). Фото: tinypic.com

„Polska musi być dla wszystkich Polaków [1] i to będzie hasło przyświecające Stowarzyszeniu Endecja” – powiedział 19.05.2016 r. na konferencji prasowej P. Kukiza i innych w sejmie [2] p. Rafał Ziemkiewicz, „pisarz science-fiction i satyryk, zwący nawet siebie „nowoczesnym endekiem”” [3]. Panowie Kukiz i Ziemkiewicz wystąpili tego dnia razem, jako reanimatorzy „wizji państwa endeckiego”, ale już wcześniej, o czym warto pamiętać, występowali jako twarze kampanii propagandowej na rzecz wprowadzenia w Polsce ordynacji większościowej JOW, tak dogłębnie skrytykowanej przez narodowców-Polaków i wspaniale zastopowanej przez wyborców podczas ubiegłorocznego referendum [4]. Jak czytamy w Wikipedii, Ziemkiewicz był w l. 1993-1994 „rzecznikiem prasowym i członkiem Unii Polityki Realnej. W 1995 jako stypendysta National Foundation pracował w krajowym biurze kongresowym Partii Republikańskiej i wydziale prasowym stanowej partii republikańskiej w Seattle (USA). W kwietniu 2005 został członkiem honorowym Stowarzyszenia KoLiber.”

Ta ostatnia informacja każe nam przypomnieć, że Stowarzyszenie KoLiber to d. Stowarzyszenie Konserwatywno-Liberalne „KoLiber”, powstałe w 1999 r. jako Sekcja Młodzieżowa Oddziału Stołecznego Unii Polityki Realnej. Stowarzyszenie KoLiber słynie z propagowania w Polsce tezy, że „konserwatyzm zawsze da się pogodzić z liberalizmem”, z organizowania obchodów Międzynarodowego Dnia Kapitalizmu i tzw. Marszów Kapitalizmu, z „powitania George'a Busha w Warszawie podczas jego pierwszej wizyty w Europie w 2000 r.” i z „pikiety w dzień po zamachu na WTC pod ambasadą Iraku manifestującej poparcie dla walki narodu amerykańskiego z międzynarodowym terroryzmem” (Wikipedia), a także z faktu, że aktywnym działaczem jego Oddziału Warszawskiego był dzisiejszy „duginista” i „falangista” p. Ronald Lasecki.

Przyjmujemy zatem enuncjacje o powstaniu „Nowej Endecji” ze Śmiechem:

„Na koniec kilka słów o nowej „Endecji”. Mieliśmy już skromnie nazywający się Ruch Narodowy, teraz mamy równie skromną Endecję. I to pod patronatem samego nowoczesnego endeka – Rafała Ziemkiewicza. Przyznaję, że ręce mi opadły. Może nie spodziewałem się cudów po wypowiedzeniu posłuszeństwa przez czterech posłów Kukiza’15 Ruchowi Narodowemu, choć już ich pierwsze oświadczenie budziło wątpliwości mówiąc z jednej strony o „narodowo-katolickich dogmatach”, z drugiej o „zaktualizowaniu programu narodowego”. Jeżeli owa aktualizacja ma wyglądać w ten sposób, że za swojego patrona uznaje się Ziemkiewicza, to wszystkiego dobrego Kolegom życzę. Przypomnijmy w telegraficznym skrócie – p. Ziemkiewicz:

- jest antyrosyjskim obsesjonatem,
- nienawidzi PRL, a usunięcie części stalinowców pochodzenia żydowskiego z Wojska Polskiego i administracji, uważa za skandal antysemicki i czystki rasistowskie, podpisując listy w tej sprawie razem z takimi ludźmi, jak B. Wildstein, Karnowscy, czy Sakiewicz (vide list przeciwko gen. Jaruzelskiemu – „Rzeczpospolita” 03.12.2010 r.),
- uważa, że Polska powinna iść w 1939 r. z Niemcami hitlerowskimi na Rosję (vide wstęp do słynnej książki Zychowicza).

W każdym z tych punktów w sposób jaskrawy ów nowoczesny endek idzie ostro pod prąd tak polityce endecji, jak i jej, wyrażanym w epoce i ex post, ocenom i opiniom. Nie rozumiem Kolegów i ich postępowania. Czy to chęć za wszelką cenę posiadania w osobie RAZ-a wentyla bezpieczeństwa i punktu stycznego z prawicowym establishmentem? Moim zdaniem, to ciągle obawa przed udźwignięciem myśli wschodniej N[arodowej]D[emokracji]. W każdym razie powinni sobie zdawać sprawę, że dla środowiska endeckiego p. Ziemkiewicz prędzej będzie przeszkodą niż pomocą.” [5]

„Ziemkiewicz jest antyrosyjskim obsesjonatem” – twierdzi „zatwardziały endek” Adam Śmiech (z fotoaparatem; od lewej dwaj pp. „wierni Polsce” inaczej), który już pięć lat temu podejrzewał RAZ-a: „A może to właśnie kolejna próba ustanowienia „słusznej” eNDecji?” (jednodniowka.pl, 09.12.2011).  „Земкевич является антироссийским маньяком” – утверждает „закоренелый эндек” Адам Смех (с фотоаппаратом), который уже пять лет тому назад подозревал Земкевича: „А может это именно очередная попытка создания „правильной” эНДеции?” (jednodniowka.pl, 09.12.2011). Фото: youtube.com

Niezwykle krytycznie przywitał też „Endecję” p. Marian Kowalski (b. działacz UPR, b. rzecznik prasowy ONR, b. wiceprezes RN, aktualny lider Stowarzyszenia „Narodowcy RP” i zwolennik stałego pobytu w Polsce armii USA pod naczelnym dowództwem D. Trumpa! – patrz spotkanie z M. K. w Chełmie: https://youtu.be/A8pxLS7Zkho ), którego wypowiedź w programie „Liderzy” (nl24.tv, 30.05.2016) warto obejrzeć w całości. Kowalski powiedział m.in., że Stowarzyszenie „Endecja” „To nie jest inicjatywa obywatelska i oddolna, tylko należało tej grupie posłów z Ruchu Narodowego, którzy (…) zostali u Kukiza jako grupa osób prywatnych – zamiast odejść z Robertem Winnickim po tych Kukizowych „taśmach prawdy” [6] – zrobić jakąś tam „Endecję”, żeby mogli dalej funkcjonować pod jakimś innym szyldem niż Kukiz. (…) Kukiz powstał po to, żeby ani KORWiN, ani Ruch Narodowy nie były autonomicznymi siłami w sejmie. (…) Uważam projekt polityczny Kukiz za szkodliwy.” – Przypomnijmy, że p. Kowalski był w 2015 r. kandydatem RN na prezydenta i w trakcie tej kampanii „Zapytany, czym różni się jego antysystemowość od postulatów Pawła Kukiza czy Janusza Korwin-Mikkego, Marian Kowalski stwierdził: – Kukiz i Korwin-Mikke nie wychodzą z mediów. Wprowadzenie JOW to zwycięstwo pomysłu PO, wprowadzenie pomysłów Korwin-Mikkego to uprzywilejowanie zagranicznych korporacji.” (telewizjarepublika.pl, 29.04.2015).



Są jednak i tacy, którzy z faktu powstania „Endecji” są zadowoleni. W tekście pt. „Nowa Endecja, czyli przeciwwaga dla neo-sanacji” publicysta propisowskiego wpolityce.pl napisał, że „Powołane przez grupę posłów Kukiz’15 i przy udziale Rafała Ziemkiewicza Stowarzyszenie Endecja może faktycznie wypełnić ideową lukę.”: „Dziś Polską rządzi neo-PPS lub też neo-sanacja, czyli PiS. – pisze p. Warzecha – Analogie pomiędzy socjalistami patriotami z okresu przedwojennego oraz systemem rządów stworzonym przez Piłsudskiego a sposobem, w jaki dziś organizuje kraj partia Jarosława Kaczyńskiego są uderzające. (…) Jednocześnie nie ma dziś na scenie politycznej sprawnej siły, która przedstawiałaby poważną alternatywę dla tego sposobu myślenia o państwie (…) Stowarzyszenie Endecja nie stanie się oczywiście taką siłą, bo też nie ma dziś ambicji partii politycznej. (…) Jeśli jednak uczestnicy projektu serio odwołują się do sposobu działania i rozumowania swojego patrona, pójdą inną drogą – tą właśnie, którą zapowiadali podczas konferencji w Sejmie: kształcenia i formowania elit, uczenia realistycznego sposobu myślenia, pracy organicznej zamiast efektownego i szybkiego spalenia się w blokach startowych. (…) I właśnie tego – spokojnej, systematycznej pracy bez pokrzykiwań, bez zbędnych emocjonalnych uniesień, bez deklaracji o wewnętrznej wojnie i nowej Targowicy, za to z wiarą w rozsądek i odpowiedzialność obywateli Polska potrzebuje. (…) Byłoby znakomicie, gdyby Stowarzyszenie Endecja tę właśnie lukę wypełniło.” [7]

Pełen nadziei jest także b. prezes konserwatywno-liberalnego UPR-u i członek honorowy Stowarzyszenia KoLiber (!), Stanisław Michalkiewicz, który na spotkaniu z Polonią w Leicester (22.05.2016) stwierdził: „Myślę, że to jest dobry pomysł, zwłaszcza, że twórcy tego Stowarzyszenia dali głos na temat zasad programowych, m.in. tam jest poparcie dla gospodarki wolnorynkowej. To budzi nadzieję.” [8]

Czyż nie wygląda to na budowę UKŁADU dwóch partii – „neosanacji” i „anty-neosanacji” – niezbędnych propagatorom ordynacji większościowej JOW do bezproblemowego wdrożenia w Polsce antydemokratycznego dwupartyjnego systemu politycznego na wzór amerykański?

W dalszej części zob. opinie na temat Stowarzyszenia „Endecja” i jego założycieli zawarte w tekście pt. „„Endecja” – nowy twór systemowych klaunów”.

Opr. (nbr)

Zwolennicy antydemokratycznej ordynacji większościowej JOW działają od dawna pod różnymi szyldami, teraz także pod szyldem narodowej demokracji – „Endecji”.  Сторонники антидемократической мажоритарной избирательной системы ОИО уже давно работают под разными вывесками, теперь также под вывеской национальной демократии – „Эндеции”. Фото: korwin-mikke.pl

[1] – Przypomina się tutaj nowa definicja Polaka zaprezentowana w 2008 r. przez Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich podczas jego „kampanii medialnej „Jestem przedstawicielem mniejszości narodowej – Jestem Polakiem”, którą objęła honorowym patronatem Pani Prezydentowa Maria Kaczyńska” (zob.: http:// www.prezydent.pl/archiwum-lecha-kaczynskiego/aktualnosci/rok-2008/art,162,33,konferencja-prasowa-na-temat-kampanii-billboardowej-jestem-przedstawicielem-mniejszosci-narodowej-jestem-.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск, 10.01.2008), o której to kampanii donosiła „Bibuła”: „Od kilku dni w 15 polskich miastach zobaczyć można bilboardy z czarno-białymi zdjęciami przedstawicieli siedmiu mniejszości narodowych i etnicznych: Żydów, Ormian, Niemców, Ukraińców, Tatarów, Karaimów i Romów. Zdjęciom towarzyszy hasło, zależne od mniejszości, na przykład: „Jestem Żydówką. Jestem Polką” czy „Jestem Karaimem. Jestem Polakiem”.” (zob.: Jestem Żydem. Jestem Polakiem… http://www.bibula.com/?p=1567 , 10.01.2008).

    Фото: ppstatic.pl

Przypominają się także słowa b. kandydata PiS-u na premiera, a dzisiejszego wicepremiera i ministra kultury prof. Glińskiego, tłumaczącego w 2012 r. Winnickiemu i Zawiszy, że „Naród powinien odnosić się do tradycji i kultury, a nie do rasy czy etniczności” (wiadomosci.wp.pl, 16.11.2012) i cieszącego się w pół roku później, że pp. narodowcy poczynili w tej kwestii „krok naprzód”:



„(Piotr Gliński, 09.04.2013): Młodzież Wszechpolska? Tak, zgodzę się, tu powinien być dialog – pod pewnymi warunkami. Ja wczoraj uczestniczyłem na KUL-u w Lublinie, byłem zaproszony przez studentów na takie dwudniowe Dni Społeczne (…) gdzie miałem swój temat, swój wykład na temat społeczeństwa obywatelskiego, ale później była dyskusja bardzo ciekawa z przedstawicielami Ruchu Narodowego, był młody p. Bosak, był p. Kowalski z ONR, i z drugiej strony byli przedstawiciele „Niezależnej Gazety Polskiej”, i dyskusja była, moim zdaniem, bardzo ciekawa. Czyli, jest możliwa dyskusja i jest możliwe myślenie o tym, że jakaś wspólna koalicja – być może – będzie miała miejsce, z tym jednak, że tam był jasno postawiony wątek odcięcia się od jawnie antysemickiej retoryki i odcięcia się od etnicznego rozumienia narodu. I muszę powiedzieć, że w deklaracji ideowej w tej chwili przyjętej, chyba przez właśnie Młodzież Wszechpolską, definicja narodu jest kulturowa, a nie etniczna. Więc to jest krok na pewno naprzód. Oni wyraźnie deklaratywnie się odcinali (…) My mówmy o kwestiach narodowych, o narodzie, który jest kulturowy, który jest wspólnotą polityczną.”

Źródło: Odetnijcie się od antysemityzmu, odetnijcie się od Narodu https://www.youtube.com/watch?v=5OBIrfSyH3M (21.04.2013).

[2] – Zob.: Powstało Stowarzyszenie Endecja z udziałem posłów Kukiz'15 http:// www.pap.pl/aktualnosci/news,525998,powstalo-stowarzyszenie-endecja-z-udzialem-poslow-kukiz15.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск (19.05.2016).

[3] – Zob.: G. Grabowski, Narodowcy przeciwko JOW http://polski.blog.ru/216710195.html (18.05.2015). Ziemkiewicz nazywany był w internecie „„guru skrajnej prawicy”, „guru prawicy w Polsce”, „guru-złotoustym”, „guru polskiego dziennikarstwa”, „guru narodowców”, „guru publicystki politycznej”, „guru polskich nacjonalistów”, „intelektualnym guru polskiej prawicowej młodzieży”” – zob.: G. Grabowski, W chocholim tańcu – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 4 http://piastpolski.pl/w-chocholim-tancu-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-4/ (29.07.2013). Tamże czytamy:

„W końcu czerwca 2013 r. znany z demaskatorskich tekstów (m.in. w sprawie doktora J. Szaniawskiego) publicysta i pisarz Waldemar Łysiak zamieścił na łamach tygodnika „Do Rzeczy”, gdzie jest stałym felietonistą, swój nowy tekst pt. „Myśli nowoczesnego antyendeka”, którego tytuł świadomie nawiązuje do wydanej jesienią 2012 r. książki czołowego „guru” krajowej „vonmisesowszczyzny” i tzw. Ruchu Narodowego (oraz montowanego od zeszłego roku „bloku konserwatywno-narodowo-wolnościowego”), Rafała Ziemkiewicza. (…) Sam Ziemkiewicz odpowiedział na ów artykuł Łysiaka już w następnym numerze „Do Rzeczy”, bagatelizując, w zasadzie, jego treść i stwierdzając, że jego autor sięgnął do historii „dla zaatakowania ludzi czasem nic z endecją niemających wspólnego, takich jak Adam Wielomski czy Korwin-Mikke” oraz pouczając czytelników, że w Polsce potrzebna jest „daleko idąca wymiana elit”, co „wymaga czegoś więcej niż wygrania wyborów, (bo) wymaga stworzenia wielkiego ruchu, porównywalnego z tym, jakim była „Solidarność”.”, a to z kolei, zdaniem Ziemkiewicza, wymaga od narodowców zaprzestania „wojny „z Żydami i pedałami”” i „dobierania się elitom do rozporków”, oraz „pójścia drogą Dmowskiego i Balińskiego” [sic!]. Zatem znamy już nieodzowny warunek przyszłej rewolucji „narodowej” (coś jakby: „najpierw było tak: bociana dziobał szpak, potem była zmiana: szpak dziobał bociana”)”.

[4] – Zob.: JOW – pułapka dla prostaków http://polski.blog.ru/218367459.html (27.08.2015).

[5] – A. Śmiech, Agentura i penetracja, „Myśl Polska” nr 23-24/2016 z dn. 05-12.06.2016 r. http://mysl-polska.pl/902

[6] – J. Ciećkowski, Mała afera po prawej stronie – kolejna taśma http://jancieckowski.blogspot.com/2016/04/maa-afera-po-prawej-stronie-kolejna.html (28.04.2016).

[7] – Ł. Warzecha, Nowa Endecja, czyli przeciwwaga dla neo-sanacji http://wpolityce.pl/polityka/293632-nowa-endecja-czyli-przeciwwaga-dla-neo-sanacji-biorac-na-sztandary-idee-dmowskiego-zalozyciele-stowarzyszenia-sa-za-nia-odpowiedzialni (20.05.2016).

[8] – Michalkiewicz o Endecji i Kukizie Leicester 2016 https://www.youtube.com/watch?v=pVZvNEiXm6g (25.05.2016).

 

* * *

 

„Endecja” – nowy twór systemowych klaunów

Po niedawnej bitwie w szambie o której pisaliśmy TUTAJ [1], środowiska systemowych „narodowców” powołały do życia nowy twór – stowarzyszenie „Endecja”. To już kolejna próba przyciągnięcia kolejnych naiwnych przy wykorzystaniu śp. Romana Dmowskiego. Kogo tam nie ma. Jest guru Rafał Ziemkiewicz, zwolennik legalizacji homozwiązków [2], miłośnik Izraela [3], który wspólnie z Michnikiem atakował Marsz Patriotów [4]. Obok tej persony znajdziemy w „Endecji” Marka Jakubiaka, idola gimbonarodowców, którzy fotografowali się z butelkami piwa (chyba im przeszło). Obrotny biznesmen zapewniał w przeszłości: „Nie jestem homofobem, nie przeszkadzają mi osoby LGBT w Sejmie” [5]. Na dokładkę prezes „M[łodzieży]W[szechpolskiej]” (utworzonej przez Romana Giertycha), który zasłynął tropieniem „pogańskich” nazw pociągów.

Lider Kukiz’15 Paweł Kukiz, informując na konferencji prasowej w Sejmie o powstaniu Stowarzyszenia „Endecja” powiedział, że ten ruch wypełni niszę (sic!), która jest na polskim rynku politycznym. Jak mówił, celem stowarzyszenia jest m.in. krzewienie myśli „wspaniałego polskiego patrioty i męża stanu” – Romana Dmowskiego. Kilka dni później pochwalił działania policji wobec protestujących przeciwko paradzie dewiantów w Gdańsku oraz zachwycał się słowami wnuczki rotmistrza Pileckiego, która sprzeciwiła się wykorzystywaniu wizerunku jej dziadka przez „środowiska polityczne i narodowe”.

Słowa zawarte w tekście „Reality show from Poland” [6], poświęconym tzw. R[uchowi]N[arodowemu] okazały się prorocze. Dziś z wielkiej jedności pozostały wspomnienia i mamy trzy grupy, z których każda jest „najbardziej wierna” naukom Romana Dmowskiego, a żadna nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem. Aspirują, co najwyżej, do roli użytecznych idiotów PiS-u (szajba anty-KOD), albo zapewniają swoim liderom cieplarniane warunki w Sejmie.

Na podstawie: PAP/Informacje nadesłane/nacjonalista.pl”

Źródło: http://www.nacjonalista.pl/2016/05/30/endecja-nowy-twor-systemowych-klaunow/ (30.05.2016).

Przypisy:

[1] – „Bitwa w szambie – kukizowcy kontra „narodowcy”

O ruchu Kukiza pisaliśmy wielokrotnie – wentyl bezpieczeństwa Systemu, grupujący w znacznej mierze swoiste alter ego amatorów politycznej poprawności (PP) – „patriotycznych” przygłupów (PP), którym do szczęścia wystarczą pomniki, „precz z komuną” i walka z islamem w imię zachodniego liberalizmu. Coś na kształt prawicowej wersji śp. Ruchu Palikota. W sobotę 23 kwietnia 2016 roku media obiegła wiadomość o rozłamie w klubie Kukiz’15. Rada Polityczna „RN” zarekomendowała posłom z ramienia swojej partii utworzenie własnego koła. Skończy się raczej na jednym pośle – Robercie Winnickim. Pozostali, dawni przyjaciele/wychowankowie Romana Giertycha i inni liberałowie (w tym obecny prezes „MW”), wybrali wierność (narodowy solidaryzm!) Pawłowi Kukizowi tłumacząc to „polityką realną i merytoryczną” – słownictwo rodem z epoki Wielkiego Mecenasa – dziś komentatora TVN24 i skoczka na manifestacjach KOD-u. Nauka nie poszła w las.

Wszystko się toczy w kontekście ujawnionych nagrań, na których Paweł Kukiz zaprezentował, co myśli o swoich przyjaciołach z „RN”. Kroczyli ku Wielkiej Polsce w pełnym „szacunku i zrozumieniu”. Hipokryzja, zakłamanie, brak elementarnych zasad. Wcześniej z tego samego szamba wypłynęła sprawa pana H. – właściciela firmy handlującej „patriotycznymi” szmatkami, który także niewybrednie wyrażał się o swoich kolegach, a donoszenie na policję na nacjonalistów z NOP (którzy pomagali prawnie kolegom pana H.) uznał za usprawiedliwione. Chwilę trwała rozłąka, ale już dziś koledzy z „ruchu” reklamują szmatki na swoich stronach. Najpierw wspierali kandydaturę Mariana Kowalskiego, później wylewali na siebie wiadra pomyj. Z takim typem ludzi niektórzy postulują sojusze, bredząc coś o „narodowym radykalizmie” i „wyjściu z marazmu”. Takie sytuacje mogą wywoływać u części aktywistów niechęć do nacjonalizmu. Trzeba jednak przypomnieć, iż szambo związane ze środowiskami tworzącymi „RN” nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem/narodowym radykalizmem. Zamiast więc narzekać lub tworzyć „nowe jakości”, których „ideologią” jest personalna nienawiść, zachęcamy do wypełnienia formularza rekrutacyjnego TUTAJ.

[WIDEO:] Kukiz o Arturze Zawiszy https://youtu.be/VR0GEtani6Y

Na podstawie: onet.pl/informacje nadesłane”

Źródło: http://www.nacjonalista.pl/2016/04/24/bitwa-w-szambie-kukizowcy-kontra-narodowcy/ (24.04.2016).

[2] – „Guru prawicowców: Zalegalizujmy homozwiązki

Rafał Ziemkiewicz, znany guru wszelkiej maści prawicowców, doradca różnych „nacjonalistów”, tym razem w jednym ze swoich ostatnich felietonów wyartykułował niezbędny etap na drodze budowy „Wielkiej Polski” – legalizację homozwiązków:

„Jak to jest, zdumiewają się niektórzy moi czytelnicy, że taki prawicowiec, taki faszysta jak ja głosi potrzebę zalegalizowania związków jednopłciowych? Gdzie tu sens, gdzie logika? I, skoro tak, czyż trzeba jeszcze dodatkowych dowodów, że ten Ziemkiewicz to żaden „prawicowiec”, tylko mason, agent WSI, koniunkturalista, niepotrzebne skreślić? Otóż nie, twierdzę, że mój pogląd na sprawę jest bardzo logiczny i konsekwentny − a czy ktoś go nazwie prawicowym, czy jakkolwiek inaczej, to mało mnie obchodzi. Nie wiem jak państwu, ale mi się wydaje logiczne i oczywiste, że powinno się tworzyć ład społeczny tak, aby umożliwiał homoseksualistom korzystanie z należnych każdemu praw obywatelskich, i nie stawiał ich z góry na pozycji wrogów publicznych.”

Na podstawie: dorzeczy.pl”

Źródło: http://www.nacjonalista.pl/2014/02/20/guru-prawicowcow-zalegalizujmy-homozwiazki/ (20.02.2014).

[3] – „Doradca Ziemkiewicz w roli szabesgoja

Jeden z doradców „Ruchu Narodowego” po krótkiej przerwie ponownie zainicjował kampanię z cyklu „Niech nas zobaczą” i – jak przystało na (używając terminologii przedwojennych narodowców) typowego szabesgoja – w tekście „Żydzi do Gazy” [*] zdecydowanie poparł ostatnie syjonistyczne „dokonania” w Strefie Gazy. Idol „nacjonalistów”, którzy z wypiekami na twarzy czytają i polecają każde jego nieudolne próby pisarskie naśladowania śp. Romana Dmowskiego, w swoim odlocie porównuje polski nacjonalizm do syjonizmu oraz używa wyświechtanych już argumentów o „bastionie zachodniej cywilizacji” i rzekomym „morzu islamskiego fundamentalizmu”. Próbuje też „obalić” rzekome mity o wpływowym izraelskim lobby, choć wychodzi mu to dość nieporadnie, gdyż nawet osoba neutralnie odnosząca się do konfliktu w Palestynie musi przyznać, iż  kilkadziesiąt lat mordów i okupacji w świetle kamer nie spotkało się z żadną zdecydowaną reakcją światowych potęg. Dalej jest już tylko śmieszniej, osoby solidaryzujące się z walczącymi o wolność to „lewacy” (sic!), „antysemici” etc. Zabrakło tylko wzmianek o „neonazistach i faszystach”, ale to pewnie przez nieuwagę. Po postulatach legalizacji homozwiązków, trend salonowy zachowany. Teraz tylko czekać na wspólną pielgrzymkę do Izraela z innymi „narodowcami” z Europy.

Na podstawie: interia.pl”

[*] – Zob.: R. Ziemkiewicz, Żydzi do Gazy! http:// fakty.interia.pl/felietony/news-zydzi-do-gazy,nId,1481803 - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск (08.08.2014).

Źródło: http://www.nacjonalista.pl/2014/08/09/doradca-ziemkiewicz-w-roli-szabesgoja/ (09.08.2014).

[4] – Idol „narodowców” w jednym szeregu z Michnikiem http://www.nacjonalista.pl/2015/11/19/idol-narodowcow-w-jednym-szeregu-z-michnikiem/ (19.11.2015).

[5] – Producent piwa „Ciechan”: Nie jestem homofobem, nie przeszkadzają mi osoby LGBT w Sejmie http://www.nacjonalista.pl/2014/09/30/producent-piwa-ciechan-nie-jestem-homofobem-nie-przeszkadzaja-mi-osoby-lgbt-w-sejmie/ (30.09.2014).

[6] – „Adam Gmurczyk dla Nacjonalista.pl: Reality show from Poland

O Ruchu narodowym (inna nazwa: stowarzyszenie Marsz Niepodległości) miałem coś napisać wcześniej, ale zwyczajnie mi się nie chciało. Raz przycisnął mnie dziennikarz portalu prawy.pl i w udzielonym wywiadzie [*] omówiłem rzeczowo, posiłkując się cytatami, prounijne stanowisko tegoż środowiska. W sumie powinienem powiedzieć więcej – ze względu chociażby na notoryczne ataki Stowarzyszenia Marsz Niepodległości (inna nazwa: Ruch Narodowy) na nacjonalizm w ogólności, a na NOP w szczególności (bez mała od początku zawiązania się grupy, a więc od lat ponad trzech na dniu kongresowym kończąc), również za pośrednictwem mediów liberalno-lewicowych (jak „Gazeta Wyborcza”, nader życzliwe medium dla chcących coś poszczekać na NOP).

Jednak – opór był we mnie silny.

Po pierwsze, nie moja to bajka. Środowisko kierowane przez dwóch konserwatystów, kilku  liberałów, paru oportunistów i jednego separatystę, pragnącego oderwać Lubelszczyznę od Polski, w żadnym zakresie nie nachodzi na szeroko nawet pojęty ruch nacjonalistyczny, czy narodowo-radykalny. Ot, taki drugi, mniejszy  Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke, tyle że liderzy wolą krawaty od muszek.

Po drugie, spiritus movens owego liberalno-konserwatywnego zbiegowiska jest Artur Zawisza, którego najzwyczajniej w świecie lubię, a tych, co lubię nie zwykłem bić po łapach.
(…)
Ale do rzeczy, bo nie ma co przesadnie nudzić.  Najprościej byłoby, oczywiście, wskazać różnice nie do pogodzenia pomiędzy stanowiskiem nacjonalistycznym a liberalno-konserwatywnym ruchowców. Nie będę utrudniał i również zacznę od tego:

1. Unia Europejska.

Stanowisko RN

Dla Ruchu Narodowego, podobnie jak dla macierzystego PiS (czy poprzedników RN: Prawicy RP i Libertas) Unia nie jest najlepsza, ale jest i ma być, co najwyżej  winno się odrzucić Traktat Lizboński. Jak to ujął Artur Zawisza („Rzeczpospolita”, 24.11.2012): „zaszkodziłoby nam wystąpienie z Unii. (…) dlatego należy zacisnąć zęby i trwać w Unii, starając się jednocześnie zmieniać ją na lepsze”. Nic dziwnego, że wobec tak sympatycznego dla sił liberalnych stanowiska wobec Unii Europejskiej, najwięcej zadowolenia wykazała „Gazeta Wyborcza”, komplementując ukazanie się Deklaracji Ideowej RN jasnym i uspokajającym obawy swoich czytelników materiałem, zatytułowanym „Narodowcy zostają w UE” („GW”, 27.03,2013).

Stanowisko nacjonalistyczne:

Nie chcemy zmieniać  Unii na lepsze. Chcemy upadku Unii. Nacjonaliści chcą państwa niepodległego, suwerennego, wolnego od obcej zależności – zarówno politycznej jak i gospodarczej. Unia Europejska, liberalny program zniszczenia państw narodowych, stoi do naszego stanowiska w całkowitej opozycji.

2. Imperialna polityka USA i Izraela.

Stanowisko RN:

Podobnie jak ugrupowania, z których wywodzi się Ruch (PiS, Prawica RP, Libertas), Stany Zjednoczone i Izrael są [przezeń] traktowane jako punkt stały wszelkiej polityki zagranicznej. Tzw. proatlantyzm, wyrażany poparciem dla imperialnej polityki USA i Izraela, znajduje swój wyraz nie tylko w ustanowieniu doradcy wojskowego Ruchu Narodowego w osobie Romualda Szeremietiewa, któremu w znacznym stopniu „zawdzięczamy” podporządkowanie polskich sił wojskowych kontrolowanemu przez Amerykanów NATO oraz koncepcję wprowadzenia na ziemie polskie kolejnych, po sowieckich, obcych jednostek wojskowych, ale również i w deklaracjach liderów grupy: zachwyconego waszyngtońskim neokonserwatyzmem (proizraelskim, ze względu na pochodzenie jego wyznawców) K. Bosaka, czy A. Zawiszy, który na Kongresie RN stwierdził wprost: „jesteśmy członkami NATO, które inaczej niż Unia może uzupełniać polski potencjał obronny”. W sprawie Izraela Zawisza jest jeszcze bardziej dosadny: „Zasada sprawiedliwości nakazuje nam solidarność z Izraelem (…) Nie możemy zamykać oczu na to, po czyjej stronie jest racja w tym konflikcie. Tą stroną jest Izrael” („Dziennik”, 02.01.2009). Artur Zawisza podtrzymał to stanowisko w czasie pół-publicznej dyskusji na portalu facebook, 16.06.2013 r.

Stanowisko nacjonalistyczne:

Odrzucamy „american dream” – marzenie zniewolenia świata przez Stany Zjednoczone. Nie godzimy się, by Polska była na służbie u obcych i dla obcych. Domagamy się usunięcia obcych jednostek wojskowych z terenu Polski. Walczymy o świat wolnych narodów i państw, które dobrowolnie współpracują dla osiągnięcia wzajemnych korzyści.  Odrzucamy jakąkolwiek możliwość uznania Izraela, który jest organizacja przestępczą, tyle że dużą, prowadzącą działalność o charakterze ludobójczym. Krótko mówiąc, nacjonalizm sprzeciwia się Nowemu Porządkowi Światowemu, który de facto jest bliski poglądom RN.

3. Sprawy wewnętrzne.

Stanowisko RN:

Ruch Narodowy akceptuje istniejący system polityczno-ekonomiczny, domagając się – jak każda formacja demoliberalna dążąca do władzy – jedynie wymiany ekipy rządzącej na swoją. Tej  „oryginalnej” koncepcji towarzyszą równie „odkrywcze” postulaty obniżenia podatków, ograniczenia biurokracji i wsparcia kapitałem – bez określenia [pochodzenia] owego kapitału – polskich przedsiębiorstw. Ta dysfunkcyjna enigmatyczność redukuje do zera stanowisko Ruchu w sprawie upowszechnienia wśród Polaków własności (realnej, a nie anonimowej), kontroli systemu bankowego, czy spłaty zadłużeń, które demolują polskie finanse. Jedynie w kwestii stosunku do zlikwidowania polskiej złotówki i zastąpienia jej  euro ruchowcy powtarzają stanowczo za nacjonalistami  konieczność obrony waluty narodowej. Nawet to trudno jednak traktować poważnie, albowiem wspólna waluta brukselska jest postulatem konstytutywnym Unii Europejskiej, którą Ruch Narodowy akceptuje.

Stanowisko nacjonalistyczne:

Odrzucamy system demoliberalny. Zastąpiony musi zostać ustrojem, w którym wszystkie normy publiczne zgodne są z zasadami cywilizacji chrześcijańskiej [wł. cywilizacji personalistycznej – „czegoś takiego (jak cywilizacja chrześcijańska) nie ma”, prostuje prof. Henryk Kiereś]. Tyczy to zarówno stosunków gospodarczych, społecznych jak i politycznych. W wolnej Polsce nie ma miejsca dla sił dążących do zniszczenia suwerenności narodu w stosunkach wewnętrznych i państwa w warunkach zewnętrznych. Promowanie patologii, takich jak homoseksualizm, liberalizm, czy pedofilia musi być penalizowane. Istnienie formacji, odwołujących się do wartości sprzecznych z zasadami cywilizacyjnymi – zakazane. Struktura Państwa odzwierciedlać musi trój-uczestnictwo społeczne każdego człowieka: polityczne, samorządowe/lokalne i zawodowe.

Wyliczanie różnic, podstawowych i kluczowych, pomiędzy nacjonalizmem a liberalnym konserwatyzmem mogłoby trwać dłużej, ale myślę, że nie ma co przedłużać tego wątku. Wystarczy to, co jest. (…)

Adam Gmurczyk”

Zdaniem Adama Gmurczyka, lidera Narodowego Odrodzenia Polski, tzw. Ruch Narodowy, z którego wyszła „Endecja”, to był „taki drugi, mniejszy Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke”, tylko że „bez muszek”.  По мнению Адама Гмурчика, лидера Национального возрождения Польши, т. н. Национальное движение, из которого вышла „Endecja” („Эндеция”), это был „такой второй, меньший Конгресс новых правых Януша Корвин-Микке”, только „без галстуков-бабочек”. Фото: blogspot.com

[*] – Adam Gmurczyk: „Nie chcemy państwa proletów” http://prawy.pl/2476-adam-gmurczyk-nie-chcemy-panstwa-proletow/ (12.02.2013). Gmurczyk mówi tutaj: „Podsumowując – w sprawie zasadniczej dla programu narodowego [„sprawie odzyskania przez Polskę niepodległości, wyrwania się z niewoli Unii Europejskiej”] stanowisko R[uchu]N[arodowego] to tak naprawdę stanowisko PiS: Unia jest okropna, ale bez niej będzie nam źle i smutno.” – przyp. (nbr).

Źródło: http://www.nacjonalista.pl/2013/06/18/adam-gmurczyk-reality-show-from-poland/ (18.06.2013).

Zob. także / Cм. также:

WPS w próżni społecznej http://narodowy.blog.ru/221462051.html (03.06.2016).



Kompromisu nie będzie – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 1 http://piastpolski.pl/kompromisu-nie-bedzie-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-1/ (13.01.2013).

Oksfordczycy kontra friedmanowcy – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 2 http://piastpolski.pl/oksfordczycy-kontra-friedmanowcy-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-2/ (14.01.2013).

Bez ziemi i chłopów – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 3 http://piastpolski.pl/bez-ziemi-i-chlopow-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-3/ (28.03.2013).

W chocholim tańcu – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 4 http://piastpolski.pl/w-chocholim-tancu-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-4/ (29.07.2013).


 

WPS w próżni społecznej – ВСП в социальном вакууме


WPS w próżni społecznej – ВСП в социальном вакууме  http://narodowy.blog.ru/221462051.html (03.06.2016).

Grupa „Wierni Polsce Suwerennej” (WPS) działa w społecznej próżni, czego dowodem jest nie tylko ich ostatnia nieudana antyneosanacyjna „manifestacja” 27 maja w Łodzi (zwołana pod hasłem: „Nie ma zgody na nowy zamach majowy”), ale przede wszystkim „zero osiągnięć” – jak mówią byli członkowie – w czasie kilkuletniej już działalności publicystycznej i organizacyjnej, nacechowanej, niestety, prostackim antyklerykalizmem i antysemityzmem. (Swoją drogą, któż to słyszał, żeby robić mityng na głównej ulicy Łodzi w piątek po Bożym Ciele, gdy nie ma tam prawie nikogo, bo biedni i bogaci wyjechali z miasta na tzw. długi weekend i pieką sobie kiełbaski na daczach i działkach! – Chyba, że chodziło tutaj tylko o tzw. fakt medialny.) 
Группа „Верны Суверенной Польше” (WPS, ВСП) работает в социальном вакууме, доказательством чего является не только их последняя неудачная анти-неосанацийная „манифестация” 27 мая в Лодзи (созванная под лозунгом: „Нет согласия на новый майский переворот”), но, прежде всего, „ноль достижений” – как говорят бывшие члены – в течение уже нескольких лет журналистской и организационной деятельности, отмечающейся, к сожалению, грубоватым антиклерикализмом и антисемитизмом. (Кстати, кто это слышал, чтобы делать митинг на главной улице Лодзи в пятницу после Праздника Божьего Тела, когда там нет почти никого, потому что и бедные, и богатые выехали уже за город на четыре выходных дня и жарят себе шашлыки на дачах и участках! – Разве что речь шла здесь только о так называемом медиальном событии.) Фото: wordpress.com

 

Animator Stowarzyszenia WPS, p. Kosiur od dawna gardłuje przeciwko „żydo-rządom PiS”, a w wyborach samorządowych 2010 r. (21 listopada) próbował dorwać się do władzy pod szyldem... PiS. Wszystkie chwyty dozwolone? – tak myślą tylko socjaliści!  Аниматор Общества WPS (ВСП), г-н Косюр (Kosiur) агитирует уже давно против „еврей-правительствам ПС”, а во время местных выборов 2010 г. (21 ноября) он пытался схватиться власти под вывеской... ПС. Все уловки разрешены? – так думают только социялисты! Фото: wordpress.com

Zob./Cм.:
Dariusz Kosiur startuje z PiS-u na radnego Otwocka i pluje na Lecha Kaczyńskiego http://www.se.pl/wiadomosci/polska/dariusz-kosiur-startuje-z-pis-na-radnego-otwocka-i_160526.html (19.11.2010).
Dariusz Kosiur kandydatem z listy PiS – z tzw. narodowca na PiS-owca https://jozefbizon.wordpress.com/2011/08/12/dariusz-kosiur-kandydatem-z-listy-pis-po-%E2%80%98requiem-%E2%80%99-z-tzw-narodowca-na-pis-owca/ (12.08.2011).

 

„Wierni Polsce” w próżni społecznej – „Верны Польше” в социальном вакууме

Niezarejestrowane Stowarzyszenie „Wierni Polsce Suwerennej” pp. Ziemińskiego i Kosiura wystąpiło 27 maja jako (współ)organizator łódzkiej „Manifestacji przeciw pełzającemu zamachowi stanu PiS”:

„ZAPROSZENIE

W dniu 27 maja, w godzinach 15-16, w Łodzi, przed siedzibą partii PiS na ulicy Piotrkowskiej 143 [między ulicą Zamenhoffa i al. Piłsudskiego] odbędzie się wspólna manifestacja partii POLSKA PATRIOTYCZNA, partii ZMIANA oraz Stowarzyszenia WIERNI POLSCE SUWERENNEJ.

Hasło manifestacji brzmi: Nie ma zgody na nowy zamach majowy !!!

(…) Na manifestację zaproszeni są wszyscy, niezależnie od światopoglądu i przynależności partyjnej, którym zależy na suwerenności, dobrobycie i przestrzeganiu praw Polaków. (…) Manifestacja – pierwsza z całej serii, jest czynem w obronie suwerenności Polski oraz w obronie konstytucyjnych praw Polaków, jest dowodem, że naród polski jest świadom i gotów bronić swoich praw, określonych literalnie w art. 1 i art. 4 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.” – pisał 24 maja po południu p. Paweł Ziemiński. 

Co z tego wyszło, można sobie zobaczyć tutaj:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/05/24/manifestacja-przeciw-pelzajacemu-zamachowi-stanu-pis/
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/05/28/lodz-27-maja-br-manifestacja-przed-siedziba-zydo-pis/

Wydaje się oczywiste, że aktywiści tej nacjonalistycznej mikro-organizacji obracają się w swego rodzaju próżni społecznej, która ich coraz bardziej frustruje i skłania do szczerych wynurzeń. Na przykład, w dniu 30.05.2016 r. przeczytać można było na stronie WPS taki oto komentarz Obudzonego, pod tekstem p. Dariusza Kosiura:

„Pozwólcie, proszę, że podzielę się swoją refleksją na temat prawdy, której boją się żydzi. W moim mieście na południu Polski w dużym zakładzie pracy od 4 lat próbuję wytłumaczyć prostym robotnikom o co chodzi z KOD-em, PiS-em, PO, SLD i dosłownie ręce opadają. Ludzie na prowincji nie posiadają ŻADNEJ, powtarzam ŻADNEJ rzetelnej wiedzy, czy to historycznej, czy politycznej, tudzież ekonomicznej. Ich znajomość w każdej z tych dziedzin polega na wiedzy z telewizji, radia, ogólnopolskiej prasy. Całe masy nie czują żadnej potrzeby, aby cokolwiek przeczytać, poszukać, dowiedzieć się czegoś więcej – oni po prostu całą swoją wiedzę czerpią z mediów i jest im z tym dobrze. Ci z wyższym wykształceniem są jeszcze gorsi, nie dość, że ogłupieni przez propagandę, to jeszcze zwiedzeni własnym chwilowym dobrobytem i dostatkiem zapominają o całych masach ludzi, którzy w tym samym zakładzie pracują za 1400-1600 złotych miesięcznie dla wielkiego koncernu.

Znalazłem jedną osobę z produkcji, która była ciekawa tego, co mówię i dosłownie „szeroko otworzyła oczy na świat”, kiedy na nowo zacząłem jej uświadamiać znaczenie wielu wydarzeń bieżących i historycznych oraz ich prawdziwe tło. Ten prosty człowiek, na początku dosyć sceptyczny, dziś po kilku latach doskonale rozumie wszystkie działania okupantów i potrafi czasami je nawet przewidzieć. Jest to jedna na 2000 osób (chociaż poglądów wszystkich osób nie jestem w stanie dociec). Często rozmawiam w pracy z pewnym inżynierem o zacięciu historycznym, który dokładnie potwierdza to, o czym tutaj dyskutujemy, dodając do tego swoją cząstkę olbrzymiej wiedzy. Czuję się rozgoryczony i niepocieszony, bo współpracownicy traktują mnie jak dziwaka, nieszkodliwego wariata, który próbuje uszczknąć im za darmo swojej wiedzy, ale oni tak naprawdę tej wiedzy nie potrzebują. Można wyróżnić dwa obozy: oczywiście zwolennicy PiS i jednocześnie Radia Maryja, którzy jak zahipnotyzowani bezkrytycznie wierzą w Dudę, Kaczyńskiego, Szydło i są nimi wręcz oczarowani, oraz zwolennicy PO. [Oni] Wcale nie rozumieją, że nie muszą głosować ani na PiS, ani PO, ani PSL, ani SLD. Na codzień mam do czynienia z grupą ok. 20 tych samych osób, którym podczas przerw w pracy próbuję wyjaśniać meandry polityki, naszej historii, [lecz] moje próby tłumaczenia przeważnie mają dla nich wydźwięk humorystyczny, bo kiedyś sami uznali, że jest to niemożliwe i koniec. Po co o tym wszystkim piszę? Uważam, że nasz okupant skutecznie ogłupił dezinformacją, wybiórczym traktowaniem historii Polski całe rzesze Polaków i trudno będzie ich przekonać do tego, jak było naprawdę. Ci ludzie szczerze nienawidzą Putina i kropka w kropkę powtarzają jak papugi mainstreamowe brednie.

Niestety, zauważam jeszcze jedną przeszkodę w tym względzie – mianowicie silną wiarę w watykańskich bożków, którzy od wielu setek lat działali zawsze dla dobra Watykanu, a bardzo rzadko interesy Watykanu szły w tym samym kierunku, co interesy narodowe Polski. Kaczyński i spółka sprytnie tę silną wiarę w narodzie wykorzystują, stwarzając złudne wrażenie, że także są katolikami i wierzą w ich Boga. Kościół katolicki od zawsze był rozsadnikiem ciemnoty, guseł, splamiony krwią wielu niewinnych narodów, będący niejako dopełnieniem władzy świeckiej i z tą władzą w niewidoczny dla mas sposób związany. W moim osobistym poszukiwaniu katolickiego Boga przeszedłem szereg metamorfoz i olśnień, ale dopiero poznanie korzeni tej religii oraz odkrycie wielu jej fałszerstw na przestrzeni wieków pozwoliło na osobiste zrozumienie mechanizmu strachu, niewiedzy, umysłowego otępienia, którymi częstuje masy ta watykańska hydra. (...)”

Źródło: Komentarz https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/05/29/zyd-zydo-rezim-panicznie-boja-sie-prawdy/#comment-14047

Źródłem tej jałowej katoliko- i watykanofobii jest również pseudo-polityczna i pseudo-narodowa „doktryna” filozoficzna WPS, streszczona, w części dotyczącej Kościoła, w 2009 r. przez p. Kosiura (patrz niżej), który w trzy lata później ogłosił nawet swój własny Dekalog – tzw. „Dekalog ruchu narodowego”, z nie-chrześcijańskim punktem pierwszym („I. Najwyższą wartością jest Naród i jego Państwo.”), nawiązującym do idei przegranego socjalizmu narodowego, którego propagatorzy – wywodzący władzę od suwerennego ludu – chcieli zlikwidować Republikę Weimarską i utworzyć nowe państwo niemieckie, oparte na etyce walki, które mogłoby ożywić ideę niemieckiej jedności narodowej (Volksgemeinschaft), przy czym podstawą ideologii narodowosocjalistycznej był antysemityzm i etniczny fundamentalizm (za Wikipedią).

W tekście pt. „Dlaczego nacjonalizm” p. Kosiur pisał tak (cytat z oryginału publikacji):

Nacjonalizm a religia

Polski nacjonalizm miał charakter narodowo-katolicki. Był od początku związany z wartościami kultury łacińskiej, a więc i religii katolickiej. Zawsze szczególną wagę  przywiązywał i przywiązuje do zasad etyki i moralności (nie tylko w aspekcie religijnym, ale szerszym, humanistycznym), które według polskiego nacjonalizmu muszą stanowić niepodważalny fundament dla wszelkich rozważań ekonomicznych, ponieważ właśnie one (etyka i moralność) nadają polityce ekonomicznej wymiar ludzki i racjonalny sens.

Polski nacjonalizm nie może zajmować bezkrytycznego stanowiska wobec hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce. Po śmierci Prymasa Tysiąclecia, ks. kardynała S. Wyszyńskiego hierarchia polskiego Kościoła ulegając wpływom elementów liberalno-globalistycznych świata zachodniego, których ideologie i działania zmierzają do zniszczenia narodowych państw i ich kultur, nie wspiera już narodowych wysiłków Polaków. Hierarchia polskiego Kościoła przechodzi coraz wyraźniej na pozycje liberalistyczne, co znajduje wyraz w faktach i wypowiedziach relatywizujących nawet treści religijne.

Między polskim Episkopatem i Polskim Narodem zanika wielowiekowa więź. Episkopat nie podejmuje żadnych wysiłków na rzecz odbudowy narodowej świadomości Polaków, na rzecz obrony Polski, Polskości i Polaków. W sytuacji, w której Polski Naród pozbawiony został całkowicie własnych mediów przez elementy rządzące, polski Episkopat nie czyni dla Narodu Polskiego niczego, mając do dyspozycji własne kościelne media.

Paradoksalnie – dzisiaj bardziej, niż w czasach socjalistycznej PRL potrzebne są wśród księży postawy godne ks. Jerzego Popiełuszki. Postawy niezachwiane w swojej katolickiej posłudze, które winny obejmować Naród i Jego Państwo. Katolicki internacjonalizm – budujący wspólnotę duchową (filozoficzną) katolickich narodów – powinien wyrażać się wsparciem dla współczesnego nacjonalizmu rozumianego i pojmowanego jako filozofia budowy własnej narodowej państwowości, przy zachowaniu szacunku dla takich samych praw innych narodów.

Takich postaw oczekujemy dzisiaj od ludzi Kościoła katolickiego w Polsce. Dzisiaj, gdy władza w Państwie Polskim jest opanowana przez antypolskich zbirów likwidujących wszystko, co polskie, co narodowe, co słowiańskie, a także i co katolickie.

Ponieważ nacjonalizm nie jest doktryną życzeniową, a opiera się na realnych i racjonalnych przesłankach, dlatego – w związku z ogromnym regresem religii chrześcijańskiej oraz tego, co nazwać trzeba polityką Watykanu w wymiarze narodowym i w wymiarze ludzkich praw – został zmuszony do modyfikacji swojej wykładni politycznej odnośnie religii.

A zatem, z narodowego punktu widzenia realizacja polityki narodowej (nacjonalistycznej) nie może i nie powinna szukać oparcia w religii (u nas w katolickiej), jeśli ta religia jest już kosmopolityczną (nie narodową), a jej hierarchia realizuje cele światowego globalizmu – a katolicyzm stał się właśnie taką religią. Byłoby to niebezpieczne i niekorzystne dla Państwa i dla Narodu, dla ich żywotnych interesów, a więc dla bezpieczeństwa i rozwoju w każdej sferze funkcjonowania Państwa.

Jeśli religia jest kosmopolityczna, czyli popierająca lub współtworząca politykę globalizmu, a więc wspierająca interesy przeciwne do narodowych (nacjonalistycznych), i domaga się dla siebie pełni niezależnych praw istnienia i funkcjonowania w społeczeństwie, to mamy prawo twierdzić, że religia ta jest także szowinistyczna. Taką religią jest niewątpliwie judaizm rabiniczny mniejszości żydowskich i taką religią stał się katolicyzm wywodzący się, podobnie jak judaizm rabiniczny, z judaizmu biblijnego.”

Źródło:
http:// dariuszkosiur.streemo.pl/Community/23940,Blog_Wpis,Dlaczego_nacjonalizm.html (23.08.2009, link już nieaktywny).

Jest to tekst dosyć krótki i bardzo oględny w słowach, nieporównywalny wręcz z wieloma agresywnie antykatolickimi „dziełami” tegoż autora, ale dobrze pokazujący jego kierunek myślenia i zarazem kierunek ideologiczny promowany przez WPS.

Aktywiści niezarejestrowanego Stowarzyszenia WPS demonstracyjnie wspierają politykę Włodzimierza Putina i jednocześnie bardzo ostro krytykują papieży i politykę współczesnego Kościoła katolickiego, przede wszystkim z powodu nie-nacjonalistycznego „katolickiego internacjonalizmu” i „realizowania przez hierarchię celów światowego globalizmu”, zapominając najwyraźniej, że „Świat XXI wieku jest zglobalizowany i współzależny. Dlatego żadne państwo – czy nawet grupa państw – nie może samodzielnie rozwiązywać podstawowych problemów międzynarodowych. Wszelkie próby zbudowania odosobnionych „oaz stabilności i bezpieczeństwa” są skazane z góry na porażkę.” (Włodzimierz Putin, itar-tass.com, 15.07.2014). Na zdjęciu: IV Szczyt Bezpieczeństwa Nuklearnego w Waszyngtonie (31.03-01.04.2016). 
Активисты незарегистрированного Общества WPS (ВСП) демонстративно поддерживают политику Владимира Путина и одновременно очень резко критикуют римских пап и политику современной католической Церкви, прежде всего из-за не-националистического „католического интернационализма” и „реализации через иерархию целей мирового мондиализма”, забывая, видимо, что „Мир XXI века глобален и взаимозависим. Поэтому ни одно государство или группа стран не могут в одиночку решить основные международные проблемы. Точно так же, как и любые попытки построить отдельные „оазисы стабильности и безопасности” обречены на провал.” (В. В. Путин, itar-tass.com, 15.07.2014). Нa фото: IV Саммит по Ядерной Безопасности в Вашингтоне (31.03-01.04.2016). Фото: glanacion.com

Żeby zrozumieć wtórny, epigoński charakter twórczości „politycznej” pp. z WPS, dobrze będzie przeczytać broszurę Jędrzeja Giertycha pt. „Nacjonalizm chrześcijański” (1948), a zwłaszcza taki jej fragment:

Bankructwo nacjonalizmu niechrześcijańskiego

Nacjonalizmy typu niechrześcijańskiego były same pewnego rodzaju herezją – były jednym z „izmów”, jednym z prądów zrodzonych w erze błąkania się myśli ludzkiej, oderwanej od podstaw światopoglądu katolickiego poczynając od czasu reformacji, a raczej bardziej od czasu narodzenia się racjonalizmu. A co gorsza, wywarły wpływ pośredni na dwa ruchy z pochodzenia na ogół nacjonalizmowi obce (wywodzące się częściowo z socjalizmu), ale następnie silnie ze źródeł nacjonalistycznych pierwiastki myślowe czerpiące, a w następnym rozwoju dziejowym w skutkach złowrogie, mianowicie hitleryzm i faszyzm. (…)

Herezją w prądach nacjonalistycznych było po pierwsze ubóstwienie narodu i uznanie go za dobro najwyższe, ponad którym już nic wyższego nie ma. A po wtóre, był tkwiący w nich pogląd, że polityka jest ponad etyką i że w służbie narodu wszystko jest wolno. Konflikt tych prądów z doktryną katolicką ujawnił się najpierw w fakcie potępienia przez kościół doktryny nacjonalizmu francuskiego, sformułowanej przez Karola Maurras’a. A następnie w złowrogim plonie przyniesionym przez posiew myślowy tych prądów na gruncie ruchów faszystowskich i nazistowskich, które stały się po komunizmie najbardziej destrukcyjną siłą duchową i polityczną w Europie.

Najbardziej charakterystycznymi spośród prądów nacjonalistycznych są: nacjonalizm francuski i włoski. Nacjonalizm jest w gruncie rzeczy zjawiskiem charakterystycznym dla narodów katolickich.
(…)
Jeśli uznać za nacjonalizm stosowanie zasady egoizmu narodowego i rozdziału między etyką życia prywatnego, a życia politycznego w praktyce, w takim razie należy uznać, iż najbardziej nacjonalistycznymi narodami są narody protestanckie – te narody, które stosowały wobec innych narodów (albo wobec szczepów prymitywnych np. w Australii, czy Afryce Południowej) zasadę „ausrotten” i które zburzyły jedność Europy budując całe swoje życie na zasadzie brutalnej walki każdego narodu o przewagę, panowanie i bogactwo, a nawet swoje życie religijne oparły na odrębności i suwerenności „kościołów narodowych”. (…)

Nacjonalizm starego typu był w swej istocie herezją i rychło znalazł się, w niektórych przynajmniej swych odłamach, w konflikcie z Kościołem. A jednak – zwłaszcza w okresie początkowym – katolicy garnęli się licznie pod jego sztandary. We Francji np. znalezienie się kierunku panów Maurras’a i Bainville’a poza obozem katolickim było procesem, który się dokonał nie od razu i który miał wszystkie cechy głębokiego i bolesnego duchowego rozdarcia.

Wynikało to z tego, że obok pierwiastków błędu w doktrynie nacjonalistycznej tkwił rdzeń słuszności – i masy katolickie, a nawet krytyczne i wyrobione umysły katolickie to czuły. Doktryna ta przeciwstawiała się indywidualizmowi i egoizmowi klasowemu, przeciwstawiała się liberalizmowi, przeciwstawiała się prądom internacjonalnym, kazała służyć narodowi, wymagała poświęceń i gotowości do ofiar, wymagała narodowej dyscypliny i solidarności. Wszystko to było uczciwe i zdrowe – i wszystko to przemawiało do uczuć i do rozumu żywiołów uczciwych i zdrowych, to znaczy przede wszystkim do żywiołów katolickich. Również i egoizm narodowy, dopóki się utrzymywał w granicach dopuszczalnych, dopóki mówił, że mamy obowiązek o dobro ojczyzny walczyć i dobra tego bronić, tak mniej więcej jak ojciec rodziny ma obowiązek walczyć o dobro swej rodziny i dobra tego bronić przed niesprawiedliwymi zakusami, był czynnikiem, który przemawiał do zdrowego rozsądku mas najuczciwszych, a więc mas katolickich. Ziarnko błędu, tkwiące w nacjonalistycznych doktrynach nie było początkowo zbytnio dostrzegalne. Musiało wiele czasu upłynąć i wiele faktów nastąpić zanim to ziarenko rozrosło się w wielkie drzewo złego. (…) Toteż doktryny, które miały za punkt wyjścia ideał miłości ojczyzny i służbę ojczyźnie nie były złe i szkodliwe z natury, ale tylko z tego, co w nich było zwyrodnieniem i spaczeniem zdrowej, tkwiącej w nich myśli.

Nie mogły one dojść do całkowitej prawdy, bo nie miały podstaw chrześcijańskich. Narodziły się one w wieku XIX i przepojone były tkwiącym w atmosferze tego stulecia światopoglądzie materialistycznym. Byłyby jednak zapewne z czasem przeszły ewolucję, która by je w duchu chrześcijańskim przekształciła – gdyby nie to, że rozwój ich zwichnęła katastrofa. Katastrofą tą było pojawienie się w Europie nowego zjawiska, jakim były ruchy faszystowskie.
(…)
Właśnie wówczas [po I wojnie światowej] pojawiła się w Europie siła nowa, nie mająca koncepcji i ideologii politycznej własnej, a dysponująca polityczną potęgą. Siłą tą był faszyzm. Narodził się on we Włoszech, wkrótce jednak też i w innych krajach znaleźli się jego naśladowcy lub pojawiły się siły mu pokrewne. Wywodził się on z socjalizmu. Niósł on w sobie silne tchnienie myśli i praktyki socjalistycznej: materializm, umiejętność organizowania mas, zamiłowanie do brutalnej, bez skrupułów prowadzonej walki, anty-tradycjonalizm i skłonność do opierania się o proletariat. Ale w dążnościach swoich stanowił on przeciwko socjalizmowi reakcję. Przeciwstawiał się on walce klas. Przeciwstawiał on prawa zbiorowości – i obowiązki wobec zbiorowości – prawom klas i jednostek.

Nie miał on ideologii – nie był on ruchem intelektualnym, ale ruchem działaczy praktycznych – a potrzebował ideologicznych sformułowań. Sformułowań tych dostarczył mu nacjonalizm. Nacjonalizm włoski rozpłynął się w faszyzmie. Nie stało się to z nacjonalizmem francuskim, bo faszyzmu we Francji nie było, ale stała się z nim rzecz jeszcze gorsza. Gdy wybuchła druga wojna światowa, która obok cech wojny politycznej (narodów przeciw narodom) miała także cechy wojny ideologicznej (faszyzmów przeciwko kierunkom starego typu: liberalizmowi  i socjalizmowi), skłonił się on sympatiami ku obozowi faszystów, to znaczy ku wrogom ojczyzny – i przez to skompromitował się więcej jeszcze politycznie, aniżeli ideowo.

Faszyzmy nie były w swej istocie pokrewne nacjonalizmom. Za ideał stawiały nie naród, lecz państwo. Zamiast rozwijać życie narodowe przez decentralizację, co było ideałem nacjonalizmów, dławiły je przez system totalny. Na miejscu narodu-rodziny postawiły mechanizm-państwo, które stało się wkrótce wielkim więzieniem, o cechach pod wielu względami przypominających cechy państwa marksistowskiego, urzeczywistnionego w Rosji Sowieckiej. Z nacjonalizmu zaczerpnęły one w gruncie rzeczy dość niewiele: niektóre argumenty i hasła. W dodatku najbrutalniejszy z faszyzmów, niemiecki, został ideowo zapłodniony nie przez nacjonalizm, lecz przez rasizm.

Ale mimo to, faszyzmy swoimi zwycięstwami i swoją klęską pociągnęły za sobą zgubę także i nacjonalizmów. Nie tylko przez to, że je skompromitowały faktem współpracy z nimi, faktem przemieszania się ludzi i zajęcia razem frontu przeciw wspólnym wrogom, ale także – i to przede wszystkim – przez to, że pochwyciły ziarno złego, mieszczące się w nacjonalizmach i rozwinęły je do rozmiarów potwornych. To, co przedtem było tylko niebezpiecznym zalążkiem herezji, mogącym się z czasem rozwinąć, albo nie rozwinąć – to, co wywołało wprawdzie, jak w wypadku nacjonalizmu francuskiego, potępienie Stolicy Apostolskiej, ale nie było dostępne jako niebezpieczeństwo pojmowaniu maluczkich – to stało się oczywistym i znienawidzonym złem nawet w oczach mas najszerszych.

Nacjonalizm zidentyfikował się z faszyzmem i utonął wraz z nim. W konsekwencji, zarówno zatracił swoją indywidualność własną, jak potoczył się po drodze ewolucji, która zamiast wyzwolić go z tkwiącego w nim pierwiastka złego, jeszcze ten pierwiastek powiększyła. Nacjonalizm stał się bardziej herezją, aniżeli przed tym był i być musiał. Stało się to dla niego, w epoce, w której cały świat instynktownie rozumie, iż ratunek jest w nawrocie do chrześcijaństwa, przyczyną zagłady. Zagłada nacjonalizmów w ich dotychczasowej, niechrześcijańskiej formie, jest nieunikniona i konieczna.

Francja, Włochy, a wraz z nimi także i niektóre inne kraje, praktycznie biorąc nie mają już nacjonalizmów. To rząd dusz sprawują dziś w nich, poza komunizmem, ruchy o cechach przemijających. Ruch chrześcijańsko-społeczny oraz ruch socjalistyczny. A także nowa, nie skompromitowana forma faszyzmu w postaci nie posiadającego własnej doktryny ideowej i będącego tylko organizacją akcji praktycznej ruchu de Gaulle’a.

Niemal we wszystkich krajach nacjonalizmy upadły. Upadły bo nie były chrześcijańskie, albo były za mało chrześcijańskie. Jeden jest tylko kraj, w którym to, co można by nazwać nacjonalizmem nie upadło, ale przeciwnie, jest dominującą siłą. Krajem tym jest Polska. (…) Znamieniem polskiego narodu jest nacjonalizm chrześcijański. Jest to ideologia, która rodziła się, rozwijała, dojrzewała i krzepiła w ciągu lat sześćdziesięciu, ale która istotą swoją tkwi w tysiącletnich tradycjach ideowych polskiego narodu. Treścią tej ideologii jest służba narodowi – ale narodowi nie uważanemu za dobro absolutne, lecz tworzącemu – tak, jak rodzina w społeczeństwie – komórkę w całości większej, którą jest świat chrześcijański oraz na chrześcijańskich podstawach zbudowana ludzkość.”

Źródło: J. Giertych, Nacjonalizm chrześcijański, Wyd. Dom Książki Polskiej, Stuttgart 1948.

 

Naród nie powinien być dobrem najwyższym, lecz komórką w całości większej, którą jest świat chrześcijański oraz na chrześcijańskich podstawach zbudowana ludzkość. Państwo narodowe nie może być mechanizmem dominacji socjalistów narodowych, zamieniających je w wielkie więzienie, lecz personalistyczną wspólnotą.  Народ не должен быть абсолютным добром, а только клеткой большой  целостности, т.е. христианского мира и построенного на христианских основах человечества. Национальное государство не может быть механизмом доминирования национальных социалистов, заменяющих его в большую тюрьму, а только персоналистическим сообществом. Фото: libertas.co

Po przeszło półwieczu okazało się, że Jędrzej Giertych miał rację, a fiasko nacjonalizmu niechrześcijańskiego widać dziś nawet na Ukrainie, gdzie rzekomy lider narodu ukraińskiego Oleg Tiagnibok vel Ołeh Tiahnybok uzyskał w 2014 r. – czyli w pierwszym roku wojny z rosyjskimi secesjonistami – poparcie zaledwie 1,16 % wyborców, a jego  partia „Swoboda” dostała tylko 4,71 % głosów i znalazła się poniżej wyborczego progu. Gdyby nacjonalizm na Ukrainie nie był od dawna sztucznie nadmuchiwany przez ośrodki zagraniczne, i gdyby te ośrodki nie utrzymywały w równie sztuczny sposób powiększającej się nędzy w tym kraju i nie rozpętały w nim wojny domowej – to, być może, p. Tiagnibok stałby sobie dzisiaj na Majdanie, czy w jakimś Hyde Parku, niczym p. Ziemiński na ul. Piotrkowskiej w Łodzi, przed siedzibą PiS-u.

Na powyższym filmie widzimy, jak p. Paweł Ziemiński (WPS) usiłuje po raz kolejny udowodnić, że w Polsce neosanacyjnej panuje wolność słowa, a „wołać na puszczy” można sobie nawet pod zamkniętą siedzibą partii rządzącej, pod opieką państwowej policji. (Wierni Polsce Suwerennej – relacja z „manifestacji przeciw totalitaryzacji i militaryzacji Polski” Łódź, sobota po południu 18.06.2016).

Na następnej manifestacji należy wprowadzić nieco ożywienia do scenografii, np. pan z chorągwią OWP mógłby biegać dookoła kamery w czasie wystąpienia p. Prezesa (vide instruktaż A. Wajdy poniżej).


.

Mówią o tym zresztą sami „Wierni Polsce” – pod ich relacją z „Manifestacji przeciw pełzającemu zamachowi stanu PiS” jeden z czytelników wyraził wątpliwość:
„- Niestety, zabrakło systematycznej pracy w terenie i, niestety, będzie to tylko egzotyczna grupka wtajemniczonych, a szkoda. Jaki procent Polakow wie o WPS? O Zmianie? A ilu wie o ich celach?”
Na co p. Kosiur odpowiedział:
„- Zabrakło pracy w terenie, ponieważ brakuje pieniędzy – taka jest brutalna prawda.”

Słowem: zabrakło sponsorów i nowych członków oddających swoje siły i środki na rzecz tej grupy, dla propagowania idei nacjonalizmu niechrześcijańskiego. W listopadzie 2014 r. pisał już o tym były jej uczestnik, p. Tadeusz Dylak:

Koniec strony Wiernych Polsce

Jak ktoś tu napisał w komentarzu, strona „suwerenna” stowarzyszenia WPS [suwerenna.worpdress.com], prowadzona przez panów P[awła]Z[iemińskiego] i D[ariusza]K[osiura], została zlikwidowana przez właścicieli serwera wordpress.

Dlaczego tak się stało, nietrudno się domyśleć, nie trzeba było czytać artykułów, jakie tam były zamieszczane, wystarczyło przejrzeć jedynie ich nagłówki.

Ta strona, którą ja prowadzę pod nickiem Adm [wiernipolsce.wordpress.com], a którą założyłem w 2009 roku ma się, jak na razie, dobrze, ale nie wykluczone, że też może zniknąć.

Otóż, stronę [tę] założyłem [po to], by wspierać osoby o przekonaniach narodowych, z aspiracjami politycznymi, zdolne do zdobycia miejsc w ławach poselskich, bądź senatorskich. Projekt założenia stowarzyszenia grupy takich osób okazał się niemożliwym do realizacji z racji błędów, jakie zostały popełnione już na wstępie. Pierwszym takim błędem było umieszczenie w statucie treści, które nie spodobały się organom wydającym zgodę na rejestrację stowarzyszenia. Autorzy statutu po prostu nie uświadamiali sobie w jakiej rzeczywistości politycznej funkcjonują i zamiast kilku gładkich, nic nie znaczących frazesów „rozpisali” się na całego, odkrywając swoje „niecne” względem III RP zamiary.

Pięcioletni okres działalności niby-to stowarzyszenia sprowadził się faktycznie do zera osiągnięć. Co więcej, pojawianie się członków zarządu [WPS] na spotkaniach innych grup kończyło się albo wyłączaniem [im] mikrofonów, albo wypraszaniem [ich] z sali.

Do WPS na przestrzeni pięciu lat nie wstąpił ani jeden członek, ubyło za to w tym okresie aż jedenastu [członków] na ogólną liczbę piętnastu. Jak jest [już] na tej stronie wiadomym, ja sam także złożyłem rezygnację.

Dzisiaj nie widzę w przestrzeni internetowej osób, które skłonny byłbym wspierać. Nie widzę liderów, nie widzę ludzi na tyle mądrych, politycznie zaangażowanych i zdolnych do stawiana i osiągania celów, którym warto by poświęcać swój czas. Stąd [też] strona ta staje się zbędna i jest faktycznie do wzięcia.”

Źródło: http://wiernipolsce.wordpress.com/2014/11/25/koniec-strony-wiernych-polsce/ (25.11.2014).

„Planktonowa” formacja WPS nie jest tu zresztą wyjątkiem, regres przeżywają znacznie poważniejsze organizacje nacjonalistyczne i cały ruch narodowy. Jeden z jego płodnych publicystów p. Jakub Siemiątkowski pisał w 2015 r., że dzisiaj „sam szyld endecji po prostu nie znaczy zbyt wiele. A już na pewno nie na tyle dużo, by na nim samym tylko budować formację polityczną w czasach dzisiejszych. Naprawdę nie ma nic dziwnego w tym, że do polskiego wyborcy apel o wsparcie jednej z największych tradycji politycznych II RP nie trafia. Spory sprzed wieku nikogo, poza może historykami i samymi narodowcami, dziś nie obchodzą i nie mamy prawa mieć o to do naszych rodaków pretensji. Endecja nie jest dziś Polsce potrzebna – potrzebny jest nowoczesny, zdolny odpowiedzieć na aktualne pytania nacjonalizm. Z endecji będzie czerpał sporo, ale będzie już czymś innym.

Źródło: J. Siemiątkowski, Czy endecja jest potrzebna Polsce? http://narodowcy.net/publicystyka/czy-endecja-jest-potrzebna-polsce-3 (27.07.2015).

W swoim ostatnim wywiadzie dla antykapitalizm.pl szef umundurowanej na faszystowską modłę Falangi, p. Bartosz Bekier, powiedział wprost, że nacjonaliści polscy nie stanowią żadnej liczącej się siły ani w sejmie, ani poza sejmem, zaś sam „nacjonalizm bez przewodniej idei innego rzędu nie jest zagrożeniem dla liberalizmu. Otwartym pozostaje pytanie, czy ktokolwiek jest dzisiaj w stanie realnie zagrozić kapitalizmowi, którego sieć oplata praktycznie cały glob. Próba stworzenia jednego państwa w sposób pełny wymykającego się aksjologii liberalnej, byłaby skazana na klęskę, zniszczona przez system immunologiczny międzynarodowego banksterstwa. I właśnie dlatego antyliberalny przełom, by mógł odnieść sukces, musiałby zwyciężyć w skali całego kontynentu. Jeśli miałoby się to odbyć pod sztandarami nacjonalizmu, to musiałby to być nacjonalizm europejski, istniejący obok zdrowo pojmowanego egoizmu narodowego, ale jednak podporządkowany celom wyższego rzędu. W Polsce był już taki nacjonalizm i nazywał się „narodowym radykalizmem”. Zawsze warto przypominać, że w nazwie tej nie chodziło o „radykalny nacjonalizm”, tylko o ideę narodową połączoną z radykalizmem społecznym, czyli myślą socjalną i antykapitalistyczną. Całość wzbogacono o uniwersalizm katolicki, zaś w przypadku Bolesława Piaseckiego jeszcze o platonizm polityczny i wynikający z niego katolicki totalizm. Współcześni polscy nacjonaliści mają się do czego odwoływać tworząc nowe programy i współczesne doktryny polityczne. Problem polega na tym, że chętnych jest niewielu.

Źródło: WYWIAD: Bartosz Bekier dla antykapitalizm.pl http://antykapitalizm.pl/2016/05/30/wywiad-bartosz-bekier-dla-antykapitalizm-pl/ (30.05.2016).

Na czym powinien polegać taki nowoczesny nacjonalizm, podporządkowany na dodatek „celom wyższego rzędu”? Dobrym pomysłem byłoby dzisiaj sprzężenie uczuć narodowych i polityki narodowej z filozofią personalizmu (co sprzyjałoby wygaszaniu wojen). W starym tekście Edwarda G. Lengela i Mateusza M. Angera pt. „Narodziny i schyłek nacjonalizmu” (1999) czytamy jednak, że można pójść znacznie dalej. Autorzy ci twierdzą, że globalizm po II wojnie światowej był właśnie „owocem nacjonalizmu”, jako że „II wojna postrzegana była przez wielu ludzi jako ostateczna konsekwencja nienawiści zrodzonej przez nacjonalizm. Zimna wojna ujawniła z kolei rosnącą potrzebę jedności Zachodu w obliczu sowieckiej agresji.”, zaś budowane przez globalistów „„państwo światowe” jest po prostu „państwem narodowym” na większą i potężniejszą skalę.” – Jaka może być na to „katolicka odpowiedź”?

„Jakkolwiek sfrustrowani mogą być katolicy w obliczu zagrożenia tą globalną tyranią – piszą wspomniani publicyści „The Angelus” – błędem byłoby poszukiwanie ratunku w powrocie do pewnych wcześniejszych etapów rozwoju zachodniej cywilizacji. Nie możemy zrzucić kajdan Nowego Porządku Światowego poprzez powrót do faszyzmu lat trzydziestych czy republikanizmu lat siedemdziesiątych. Nacjonalizm, rozwijający się od średniowiecza, z samej swej natury sprzyja podziałom, ponieważ dąży do osiągnięcia przewagi jednej grupy etnicznej nad innymi. Zgodnie z jego zasadami Kościół musi być podporządkowany interesom państwa i zeświecczonego społeczeństwa, a interes sąsiadów (należących przecież również do wspólnoty państw chrześcijańskich) egoistycznym i doraźnym interesom danej partii, klasy czy grupy etnicznej.

Nie zamierzamy tu kwestionować rzeczywistych różnic, istniejących pomiędzy narodami, ani nie wyobrażamy sobie, że wszystkie tarcia i spory mogłyby zostać całkowicie wyeliminowane. Należy bezwzględnie zaprzestać polityki prowadzącej do wyniszczenia kultur narodowych w celu stworzenia ponadnarodowego państwa politycznej poprawności. Co najważniejsze, katolicy muszą rozciągnąć zakres miłości bliźniego na cały świat, przezwyciężając różnice i wspierając nawrócenia, zarówno duchowe, jak i społeczne. W sercu katolickiego przesłania leży idea nadprzyrodzoności, wykraczającej poza naturę. Tak więc, zamiast bezmyślnie powtarzać narzuconą nam tezę o konflikcie na linii globalizm – nacjonalizm, czas byśmy podnieśli i ożywili ideę (...) chrześcijańskiego ładu międzynarodowego. Jeśli tego nie uczynimy, będziemy mogli wybrać jedynie pomiędzy bałkanizacją świata a Novus Ordo Saeculorum.”

Źródło: „Zawsze Wierni” nr 3/2003 http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/609

Musimy zatem odrzucić nacjonalizm niechrześcijański nie tylko z powodu jego historycznych i aktualnych związków z kolektywistycznymi utopiami socjalistycznymi, ale także z tego powodu, że nie stanowi on wobec nich żadnej sensownej alternatywy. Orwellowski świat zglobalizowany będzie bowiem tylko powiększonym do skali planety i nasyconym nowoczesnymi narzędziami zniewolenia wzorcowym państwem nacjonalistów niechrześcijańskich, starających się narzucić wszystkim (!) swój sposób myślenia, porozumiewania się, styl życia i obowiązkową admirację nacjonalistycznego państwo-tworu.

Niechrześcijańskie partie nacjonalistyczne (ubóstwiające dany naród) są narodom zbędne, podobnie jak partie feministyczne (ubóstwiające płeć żeńską) zbędne są kobietom. Tak naprawdę, narody nie potrzebują do życia żadnych partii, a szczególnie partii starających się je na siłę indoktrynować, unifikować, militaryzować i popychać do walki z innymi narodami.

Narody dzisiejszego świata są zbiorowościami ludzi różnych, czy to w Iranie, czy w Ameryce, czy nawet w Polsce – bo jedni chcą u nas mówić po angielsku, a drudzy chcą mówić po rosyjsku; jedni żenią się u nas z Żydówkami, a drudzy żenią się z Rosjankami – i żadna partia nacjonalistyczna nie zdoła im tego zabronić. Narody zawsze mieszały się ze sobą i przenikały (nie tylko na pograniczach), a rządziły nimi elity o bardzo różnym, często mieszanym pochodzeniu narodowościowym, np. w Polsce Piastowie brali żony z różnych stron świata, a szlachta była przemieszana: polsko-rusko-litewsko-niemiecka.

Ponieważ zlikwidowano już u nas, w zasadzie, jedyny czysto polski trwale osiadły element na ziemiach Polski – tzn. wygnano masy polskiego chłopstwa ze wsi do miast (gdzie chłopstwo się skosmopolityzowało, a po części i przemieszało z innymi narodowościami), toteż partie nacjonalistyczne nie mają już swojego dawnego zaplecza i zarazem przedmiotu swoich starań: autentycznie polskich mas żyjących na polskiej ziemi prawdziwie po polsku.

Nic już nie stoi zatem na przeszkodzie, by odrzucić nacjonalizm niechrześcijański (wraz z towarzyszącymi mu utopiami socjalistycznymi) jako sztucznie podtrzymywany przeżytek (podtrzymywany na potrzeby wojenne mocarstw/wasali mocarstw i na potrzeby propagandy mondialistycznej) i zacząć odtwarzać anty-socjalistyczne społeczeństwo stanowe, opierające się na zasadach personalizmu i chcące budować cywilizację personalistyczną nie tylko w Polsce, ale i „w skali całego kontynentu”.

Komentarz (nbr)

Profesor Henryk Kiereś wyjaśnia w wykładzie pt. „Socjalizm czy personalizm” (Lublin, 26.01.2016), dlaczego nacjonalizm niechrześcijański jest narzędziem kolektywistycznych utopii socjalistycznych: socjalizmu liberalnego, socjalizmu komunistycznego, socjalizmu narodowego i socjalizmu faszystowskiego, oraz dlaczego musimy odrzucić te szkodliwe utopie i zastąpić je filozofią personalistyczną.  Профессор Генрик Кересь объясняет в лекции под названием „Социализм или персонализм” (Люблин, 26.01.2016), почему нехристианский национализм является инструментом коллективистических социалистических утопий: либерального социализма, коммунистического социализма, национального (нацистского) социализма и фашистского социализма, и почему мы должны отказаться от этих вредных утопий и заменить их персоналистической философией.

 

Personalizm i socjalizm (kopiuj i podaj dalej). Персонализм и социализм (копируй и передай дальше):

 


 

Niech żyje NATO! Co wy na to? – Да здравствует НАТО! Что вы на это?


Niech żyje NATO! Co wy na to? – Да здравствует НАТО! Что вы на это?  http://narodowy.blog.ru/221441875.html (26.05.2016).

Zdaniem Romana Giertycha, olbrzymia proNATOwska demonstracja w dniach szczytu NATO w Warszawie (8 i 9 lipca) jest „jedyną bronią” przeciwników proamerykańskiej neosanacji w walce o uratowanie narodowej demokracji przed zakusami PiS-u.  По мнению Романа Гертыха, огромная проНАТОвская демонстрация в дни саммита НАТО в Варшаве (8 и 9 июля) является „единственным оружием” противников проамериканскoй неосанации в борьбе за спасение национальной демократии от притязаний ПС. Фото: radikal.ru

Roman Giertych kontynuuje swoją internetową kampanię antyneosanacyjną i miewa przy tym pomysły genialne. Oto, we wtorek i środę (24-25.05.2016 r.) zwrócił się do „panów "liderów" opozycji” o „zorganizowanie w dniu szczytu NATO [w Warszawie] potężnej manifestacji za NATO i przeciw łamaniu Konstytucji.” – „I niech PiS spróbuje jej zabronić.” – dodał Giertych. Poniżej fragmenty jego wystąpień:

„Na co [PiS] czeka? Po pierwsze, na wynik referendum w UK. Wyjście Anglików [z UE] oznaczałoby potworne kłopoty w całej Unii, przy których problem T[rybunału] K[onstytucyjnego] spadłby do [rangi problemu] trzeciorzędnego. Po drugie, czeka na szczyt NATO. Panowie „liderzy” opozycji, jeżeli chcecie zmusić PiS do ustępstw w sprawie TK, to musicie w ciągu miesiąca doprowadzić do zaprzysiężenia sędziów. Jak możecie to zobić? Nie liczcie na Brukselę, gdyż ona pomimo posiadania potężnych środków nacisku nie bardzo jest zdolna ich użyć. Liczcie na siebie i zorganizujcie w dniu szczytu NATO potężną manifestację. Jeżeli PiS do lipca przestanie łamać Konstytucję, to zawsze można ją odwołać. Manifestację należałoby zrobić za NATO i przeciw łamaniu Konstytucji. I niech PiS spróbuje jej zabronić. To jest Wasza jedyna broń.

Źródło: R. Giertych, Nie wierzcie w kompromis https://web.facebook.com/Roman-Giertych-strona-oficjalna-215392231834473/ - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: https:// web.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1225552220818464&id=215392231834473 (24.05.2016).



„PiS łamie Konstytucję blokując zaprzysiężenie sędziów i publikację wyroków. Nie ma żadnej możliwości kompromisu w tych sprawach. (...) Albo PiS będzie uznawać Konstytucję, albo żyjemy w państwie totalitarnym. Innego rozwiązania nie ma. (...)
Dlatego apeluję: przestańcie być naiwni. Jeżeli chcecie coś wymusić na PiS, to zróbcie olbrzymią demonstrację w dniu szczytu NATO. Łamaniu Konstytucji trzeba powiedzieć stanowcze nie w Polsce, a nie w Brukseli. A jeżeli PiS zakaże demonstracji w tym dniu, to skierujcie ten zakaz do TK z prośbą o szybki wyrok lub z wznioskiem o zabezpieczenie. A jeżeli nie macie siły, ani woli bronić podstawowych praw obywateli, to nie zabierajcie się za politykę.”

Źródło: R. Giertych, Apel do opozycji. Przestańcie wreszcie być naiwni! https://web.facebook.com/Roman-Giertych-strona-oficjalna-215392231834473/ - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: https:// web.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1225965634110456&id=215392231834473 (25.05.2016).

 

No cóż, jeżeli ten pomysł wypali, to były wicepremier Giertych zasłuży sobie na miano Obrońcy Narodowej Demokracji, a może nawet na posadę Głowy Państwa, chociaż tego akurat nie można już być pewnym, z uwagi na niedawne wysunięcie do przodu przez system „naszego przyszłego kandydata na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” (jak piszą już o nim na Sputniku),
„wybitnego eksperta w obszarze geopolityki. Działacza na rzecz sprawiedliwości społecznej. Międzynarodowego aktywisty na rzecz obrony państw i narodów niszczonych w kolejnych agresywnych wojnach USA i NATO. Byłego rzecznika jedynej pozasystemowej patriotycznej partii jaką była Samoobrona, człowieka skromnego, błyskotliwego mówcę o dyskretnej charyzmie – MATEUSZA PISKORSKIEGO. Faszyzacja i banderyzacja Polski gwałtownie przyśpiesza. Awanturnictwo militarystyczne pcha Polskę do konfrontacji z Rosją. Rozpoczęta budowa bazy amerykańskich rakiet w Redzikowie grozi Polsce nuklearną zagładą. MATEUSZ PISKORSKI od zawsze stoi konsekwentnie na stanowisku, które przeciwstawia się tym zagrożeniom. Wyraźmy [tu] nasze przeświadczenie, że przyjaźń Polski z Rosją o jaką walczy PISKORSKI, to również nasza sprawa w najgłębszym interesie Polski i nie pozwolimy sobie narzucić urzędowej rusofobii i nie będą nam wasalskie rządy dyktować naszych wyborów moralnych, politycznych i sojuszniczych. Niezwłocznie należy powołać KOMITET OBRONY MATEUSZA PISKORSKIEGO, być może naszego przyszłego kandydata na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, bo to jest człowiek odpowiedniego formatu.”

Źródło: Komentarz Z. Sekulskiego
- wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: http:// pl.sputniknews.com/polska/20160518/2858994/Zmiana-ABW-przeszukania.html?fb_comment_id=1199412616744126_1199599096725478 (18.05.2016 11:50) pod tekstem: „Zmiana” na celowniku ABW http://pl.sputniknews.com/polska/20160518/2858994/Zmiana-ABW-przeszukania.html (18.05.2016).

Skoro jednak p. Rękas (prawa ręka Piskorskiego) nadaje się co najwyżej na ministra propagandy, to p. Giertych może śmiało liczyć na tekę premiera w przyszłym demokratycznym rządzie Trzeciej RP, pod warunkiem, że neosanacja nie zdoła do tego czasu przekształcić jej w Czwartą.

Jednakże – „Jak będzie, tak będzie, zawsze jakoś będzie. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.” – jak gadał Franciszek Szkvor z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”.

Komentarz (nbr)


Dobry przykład daje nam Rosja, która, póki co, ocaliła swoją młodą demokrację, demonstrując niejednokrotnie w ostatnich latach swoje przyjazne nastawienie do Stanów Zjednoczonych i chęć współdziałania z US Army – głównym filarem NATO, i to nie tylko w Afganistanie i Syrii.  Хороший пример дает нам Россия, которая спасла, пока что, свою молодую демократию, демонстрируя неоднократно в последние годы свое дружелюбие к США и желание взаимодействия с US Army – главной опорой НАТО, и это не только в Афганистане и Сирии. Фото: livejournal.com

Zob. także/См. также:

Sanacja czy erdoganizacja. Санация или эрдоганизация http://narodowy.blog.ru/221599203.html (20.07.2016).

Polska endecko-sanacyjna. Польша эндецко-санацийнaя http://narodowy.blog.ru/221495859.html (17.06.2016).

Neosanacja i jej neoendecja. Неосанация и её неоэндеция http://narodowy.blog.ru/221477763.html (09.06.2016).

WPS w próżni społecznej. ВСП в социальном вакууме http://narodowy.blog.ru/221462051.html (03.06.2016).

Jak pokonać neosanację? Как победить нeоcанацию? http://narodowy.blog.ru/221430979.html (22.05.2016).

Kontynuacja neosanacyjnego kursu w Polsce. Продолжение неосанацийнoгo курса в Польше http://narodowy.blog.ru/221350739.html (14.04.2016).

Proamerykańska neosanacja w Polsce. Проамериканскaя неосанация в Польше http://narodowy.blog.ru/220668979.html (15.12.2015).

Sanacja/Санация (Польша): https://pl.wikipedia.org/wiki/Sanacja


 

Jak pokonać neosanację? – Как победить нeоcанацию?


Jak pokonać neosanację? – Как победить нeоcанацию?  http://narodowy.blog.ru/221430979.html (22.05.2016).

Roman Giertych i Stefan Niesiołowski patrzą z balkonu na demonstrację przeciwników proamerykańskiej neosanacji w Warszawie (07.05.2016).  Роман Гертых и Стефан Несёловский смотрят свысока на демонстрацию противников проамериканскoй неосанации в Варшаве (07.05.2016). Фото: fbcdn.net

 

Wielu uczciwych ludzi chodzi na marsze KOD-u, ale wierchuszka to cyniczni gracze, którzy chcą jedynie zmienić PiS przy żłobie i potrzebują do tego kolejnych naiwnych.” (Adam Śmiech, jednodniowka.pl, 22.05.2016).  „Многие честные люди ходят на марши КОД-у [Комитетa защиты демократии], но верхушкa это циничные игроки, которые хотят только изменить ПС у кормушки, и для этого им нужны очередные доверчивые.” (Адам Смех, jednodniowka.pl, 22.05.2016).

Giertych: Czym jest PiS? – Гертых: Что такое ПC?

Rewolucja szaleństwa, która ogarnia coraz mocniej PiS wymaga przede wszystkim precyzyjnej identyfikacji. Czym jest PiS? Dlaczego obsesje i problemy jednego człowieka tak mocno ogarnęły połowę sceny politycznej, że na jego polecenie Prezydent RP, premier, cały rząd i większość Sejmu jest gotowa poprzeć każdą bzdurę, idiotyzm, zło, a nawet popełnić przestępstwo? Analiza tego problemu pozwoli znaleźć lekarstwo na tę patologię.

Poznałem PiS, bo poznałem jego zasadniczych ideowych wodzów. Znam dobrze Kaczyńskiego, Macierewicza, Mariusza Kamińskiego, Adama Lipińskiego i innych. Co jest istotą tego, co ich łączy? Głęboko zakorzenione poczucie realizacji misji obozu, który rządził Polską przed II wojną światową, czyli sanacji. W ich głowach nastąpiła w pewien sposób reinkarnacja marszałka Piłsudskiego, a nowym jego wcieleniem jest Jarosław Kaczyński. Nie wiem, jakie są powiązania rodzinne Kaczyńskiego z tym obozem, ale wiem, że zarówno on, jak i jego ś.p. brat byli głęboko przeświadczeni o konieczności realizacji testamentu marszałka. Nie trafiało im do przekonania, że tak naprawdę polityka sanacji skończyła się totalną klęską, a to, że kierownictwo tego obozu nie zostało po wojnie rozliczone za zamach stanu i 13 lat bezprawnych rządów, zawdzięczało wyłącznie temu, że Polska po II wojnie nie odzyskała niepodległości. Pierwszą decyzją [emigracyjnego] premiera Sikorskiego było aresztowanie oficerów sanacji. W czasie II wojny światowej stronnictwa demokratyczne współpracowały, pomimo różnic ideologicznych, ze względu na dobro Polski. Tym, co łączyło PSL, SN, PPS i SP była wspólna ocena dyktatury sanacyjnej.

Zrozumienie głębokiego powiązania PiS z ideologią sanacji pozwala też zrozumieć, dlaczego poparcie dla tego ugrupowania jest tak głębokie i trwałe. Polskie społeczeństwo, po części, zawsze tęskniło za rządami twardej ręki, gdyż [pewna] część polskiego narodu ma swoje korzenie cywilizacyjne bardziej wschodnie, niż zachodnie.

Główną przyczyną totalnej klęski obozu sanacji było totalne niezrozumienie świata. Wyobrażenia, którymi kierował się np. minister Beck – a jego przemówienie posłowie PiS przyrównywali wczoraj do przemówienia p. Szydło – były niewiarygodnie głupie. Cała polityka zagraniczna tego człowieka zawiodła nas najpierw do sojuszu z Hitlerem (Zaolzie), a potem do oczekiwania na zmiłowanie Zachodu w chwili, gdy stanęliśmy Hitlerowi na drodze. Owo przemówienie Becka, które posłowie PiS nazywali wczoraj wiekopomnym i przyrównywali je do przemówienia p. Szydło, zostało wygłoszone na kilka miesięcy przed totalną klęską polskiego państwa. Gdyby Polska po II wojnie światowej odzyskała niepodległość, to całe kierownictwo rządu sanacji (które tak szybko zbiegło z Warszawy) zostało by postawione w stan oskarżenia. Dodajmy, że być może polityka samego Piłsudskiego byłaby nieco odmienna, niż działania jego nieudolnych następców. Jednakże, nic innego nie przywiodło ich do władzy, aniżeli zamach stanu dokonany przez marszałka. Cokolwiek natomiast można by powiedzieć o Piłsudskim, to był to człowiek niezwykłego formatu i w miarę dobrze rozumiał świat. Chociażby fakt, że znał języki obce i dużo przebywał poza Polską świadczy o tym, że dużo lepiej rozumiał sytuację zewnętrzną, aniżeli Kaczyński, który w żadnym języku poza polskim nie potrafi powiedzieć ani jednego zdania.

Istotą obozu sanacji i tym, co go spajało – była władza. To samo jest dzisiaj z [ludźmi] PiS. Nie mają oni żadnych poglądów, ani żadnych przekonań. Są w stanie powiedzieć wszystko, wejść w sojusz z każdym, wygłosić każde kłamstwo, o ile ma to im posłużyć najpierw do zdobycia, a potem do utrzymania władzy. Nie będzie żadnych kompromisów przy takim nastawieniu. Nie zawrą oni żadnego porozumienia, którego nie zerwaliby w pierwszym momencie, w którym będzie to im wygodne. Mówiąc w skrócie: PiS to żądza władzy. Żądza podsycana kompleksami ich przywódcy, który poza władzą nie ma innych pragnień, wzruszeń, uczuć. Taka jest prawda o PiS.

Obalenie takiego monstrum jest zazwyczaj bardzo trudne. Pierwszym zasadniczym elementem, który może nam pomóc w obaleniu tego potwora, jest zjednoczenie. A zjednoczenie wymaga unikania jak ognia tego, co dzieli. Dlatego apeluję do KOD-u, PO, Nowoczesnej i PSL, aby we wspólnych akcjach unikali ideologii. Będziemy spierać się o kształt przyszłej Polski w epoce po [upadku] PiS. Teraz będzie [istniała] pokusa dla organizacji lewicowych i ekstremalnych, aby na bazie sprzeciwu wobec PiS ugrać swoje partykularne interesy. Widzieliśmy jednego takiego nawiedzonego, przemawiającego na ostatniej demonstracji, który atakował PO za brak związków partnerskich. Niech [nawiedzeni] zrozumieją, że jeżeli będą Polaków przekonywać przeciwko PiS, przedstawiając im jako alternatywę pana Biedronia, to Kaczyński będzie rządził aż do swojej śmierci. Po drugie, musimy unikać tego, co zgubiło w ostatnich wyborach PO. Skręt w lewo, którego dokonała Ewa Kopacz odsunął od obozu demokratycznego setki tysięcy ludzi, którzy wybrali 500+ zamiast możliwości zmiany płci, proponowanej na sam koniec przez PO. Mówię to z sarkazmem, ale też i poziom tych, którzy zadecydowali o takim ustawieniu sporu, świadczy o zacietrzewieniu ideologicznym, które również i teraz może być groźne.

Aby wygrać z PiS, trzeba postawić na patriotyzm, tylko, że nowoczesny, i na konserwatyzm, tylko, że nie klerykalny. To jest recepta na sukces, gdyż Polacy są patriotyczni i są konserwatywni. Żaden projekt [typu] Palikot bis nie wygra z PiS. Wręcz przeciwnie, byłaby to woda na młyn PiS-owców.

Zjednoczenie i program liberalno-konserwatywny. Bez tych dwóch elementów Polska jeszcze przez długie lata może być rządzona przez obsesje i fobie.

Roman Giertych

Źródło/Источник: https://web.facebook.com/Roman-Giertych-strona-oficjalna-215392231834473/ - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: https:// web.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1222895701084116&id=215392231834473 (21.05.2016).

„Główną przyczyną totalnej klęski obozu sanacji było totalne niezrozumienie świata.” – pisze Roman Giertych.  Na obrazku: stuletnie już symbole prozachodniej „sanacyjnej” polityki „części polskiego narodu” – Piłsudski z szabelką i Wojsko Polskie idące na wschód.  „Основной причиной тотального поражения санацийного лагеря было полное непонимание мира.” – пишет Роман Гертых. На картинке: вековые уже символы про-западной „санацийной” политики „части польского народа” – Пилсудский с сабелькой и Войско польское, идущие на восток. Фото: Интернет

Sondaż: Polacy niezmiennie chcą głosować na PiS – Опрос: поляки постоянно хотят голосовать за ПС

KOD i reszta „obrońców demokracji” mają problem. Ich ataki pod adresem rządu nie znajdują odbicia w sondażach. Ostatnie badanie przeprowadzone przez dziennik „Polska The Times” nadal pokazuje przewagę PiS nad resztą polskich partii.

Badanie opinii publicznej zostało przeprowadzone już po tzw. audycie rządów PO-PSL. Wygląda na to, że – w zestawieniu z posunięciami takimi jak 500+ – odniósł on spodziewane skutki. Dziennik „Polska The Times” przepytał po 500 uprawnionych do głosowania osób z każdego regionu Polski i przekonał się, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości nadal jest bezdyskusyjnie najwyższe. Na rządzącą partię zagłosowałoby dziś 37,1 proc. ankietowanych. Tylko 18 proc. daje posłuch apelom Grzegorza Schetyny, który z bilboardów wzywa, by „razem obronić Polskę”, i chce oddać głos na PO. Niemal tyle samo – 17 proc. badanych – chce natomiast ratować Polskę przed PiS razem z Ryszardem Petru. 9 proc. głosujących trwa jeszcze przy ruchu Kukiz’15.

PiS, według sondażu „Polska The Times”, bierze wszystko – nawet w województwach na zachodzie kraju, które w ostatnich latach uważano za bastiony Platformy, jego notowania znacznie wzrosły. Gdyby wybory odbyłyby się dziś, wygrałby we wszystkich regionach i wszędzie dostałby przynajmniej 1/4 głosów. Najmniejszą różnicę między PiS i drugą w kolejce partią – w tym przypadku Nowoczesną – sondaż pokazał na Pomorzu (poparcie rzędu 25,5 proc. i 24 proc.). Za to w swoim mateczniku na Podkarpaciu kandydaci rządzącej partii zdobyliby nawet 52,5 proc. głosów.

Na polskich wyborców przestał najwyraźniej działać urok Janusza Korwin-Mikkego, którego partia nie weszłaby do Sejmu, uzyskując tylko 4,7 proc. Przepadłby PSL – 3,9 proc. Ale sposobu na przekonanie do siebie polskich obywatelek i obywateli nie ma również lewica. Na SLD chciało głosować 4 proc. ankietowanych, na Razem – 2,6 proc.

AR

Z komentarzy pod powyższym tekstem: „Jacek (23.05.2016)

Wątpię, żeby PiSowi można było przeciwstawić się na parlamentarnym gruncie. Wszystkie partie uczestniczyły solidarnie w tworzeniu tego, co mamy dookoła przez ostatnie ćwierć wieku. PiS potrafił najlepiej zagospodarować stworzony bałagan, poczucie niesprawiedliwości i resentymenty. Tak, jak kapitalizm (którego PiS jest obrońcą), [PiS] odwołał się do najniższych instynktów oraz prostackich rozwiązań. I wygrywa w biednym, cywilizacyjne zapóźnionym społeczeństwie.

Wszelkie odwołania do klasowej perspektywy, do walki z imperializmem i militaryzmem były przez ostatnie dekady wyśmiewane i tępione. Dziś są niszczone z mocą ustawy i budżetowych pozycji. Nikt z politycznych „elit” nie upomniał się o niszczone pomniki i zabijaną pamięć, mimo, że kombatanci i idealiści mówili i krzyczeli. „Intelektualiści” zawiedli. Zagubieni i zastraszeni robotnicy przemienili się w prekariuszy [ludzi bez perspektyw życiowych, bez przyszłości] i zajęli najniższą pozycję, jak przed rokiem 1944. (...)”

Źródło: http://strajk.eu/sondaz-polacy-niezmiennie-chca-glosowac-na-pis/ (22.05.2016).

 

Bójcie się polityków, którzy mówią, że trzeba iść na wojnę.” – przestrzegał Polaków w 2014 r. premier Tusk.  „Бойтесь политиков, которые говорят, что надо идти на войну.” – предостерегал поляков в 2014 г. премьер-министр Туск. Фото: twimg.com

„Bójcie się polityków, którzy dzisiaj, także w Polsce, mówią, że trzeba iść na wojnę. Wojna jest zawsze rozwiązaniem najgorszym i ostatecznym. Ja pomijam już fakt, że nikt nie pójdzie dzisiaj na wojnę tylko dlatego, że ktoś w Polsce będzie do tego nawoływał. Mądra polityka jest od tego, by osiągać swoje cele, unikając wojny. (…) Na wojnę proszę mnie nie namawiać i proszę nie oczekiwać, że Polska będzie kogokolwiek namawiała do wojny.” (Donald Tusk w wypowiedzi dla TVN24.pl, 18.03.2014).

Roman Giertych proponuje lekarstwo bez głównego składnika – Роман Гертых предлагает лекарство без главного компонента

Analizy perspektyw politycznych Polski pod rządami PiS-owskiej neosanacji nie biorą pod uwagę dwóch czynników:

1. Dzisiejsza neosanacja wyrosła na kilkupokoleniowym już podglebiu Polski porozbiorowej, wznowionej jako państwo po 1918 r., w której dziejach należy wyróżnić okresy oddziaływania na społeczeństwo:

a/ prozachodnich rządów demokratycznych („endeckich”) 1919-1926, firmowanych przez W. Grabskiego, Dmowskiego, J. Zdziechowskiego i innych narodowych demokratów, a także przez chłopskiego nacjonalistę Witosa i jego ludzi; rządy te były siłą rzeczy (choć nie programowo!) antyrosyjskie i antysowieckie, gdyż toczyły najpierw walkę z Rosją sowiecką o granice, w czasie której bezskutecznie starały się o pomoc Zachodu (tzw. państw „anglosaskich”), a następnie nie mogły poprzeć utworzenia z początkiem 1923 r. ZSRR jako państwa obcego Polakom cywilizacyjnie, zabiegając przy tym tak długo i bezskutecznie o pomoc ekonomiczną Zachodu, aż widząc to W. Grabski przeprowadził reformy gospodarcze wyłącznie polskimi siłami, ZA CO został wkrótce potem obalony przez tzw. państwa „anglosaskie”, stawiające w tym samym czasie na odbudowę potencjału Niemiec i Rosji sowieckiej;

b/ prozachodnich rządów socjalistycznych („sanacyjnych”) 1926-1939, firmowanych przez Piłsudskiego i innych socjalistów liberalnych (prokapitalistycznych); rządy sanacyjne były antyrosyjskie i antysowieckie, a Zachód (głównie tzw. państwa „anglosaskie”) prowadził w tym samym czasie politykę niszczenia polskiej gospodarki (zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego i rolnictwa) oraz intensywnego wzmacniania potencjału militarnego zarówno Niemiec, jak i Rosji sowieckiej;

c/ prozachodnich rządów emigracyjnych 1939-1945, firmowanych przez Sikorskiego, Mikołajczyka i innych; rządy emigracyjne były antyrosyjskie i antysowieckie (np. storpedowanie koncepcji porozumienia granicznego z  ZSRR i koncepcji Wojska Polskiego w Rosji) i jako takie przetrwały na Zachodzie po zakończeniu II wojny w formie prywatnych organizacji propagandowych; Zachód w tym samym czasie prowadził politykę intensywnego wzmacniania potencjału militarnego Rosji sowieckiej i redukowania potencjału Niemiec;

d/ „prosowieckich” rządów socjalistycznych („komunistycznych”) 1945-1989, firmowanych przez Gomułkę i innych nominatów Moskwy; rządy w tym okresie były w rzeczywistości także antyrosyjskie i antysowieckie, gdyż realizowały – w tym również na zlecenie Zachodu – politykę ośmieszającą ZSRR i tzw. naród radziecki („ludzi sowieckich”) w oczach Polaków, a więc rządy te torpedowały w praktyce ponadustrojową i ponadczasową ideę sojuszu i współpracy Polaków z Rosjanami, natomiast Zachód prowadził w tym samym czasie politykę intensywnego wzmacniania potencjału militarnego Rosji sowieckiej poprzez narzucenie jej wyścigu zbrojeń (zainicjowanie przez USA zagrożenia nuklearnego i „zimnej wojny” tuż po zwycięstwie nad Niemcami);

e/ prozachodnich rządów socjalistycznych („okrągłostołowych”) 1989-2016, firmowanych przez Mazowieckiego i innych socjalistów liberalnych (prokapitalistycznych); rządy „okrągłostołowe” były i są zdecydowanie antyrosyjskie, a Zachód powrócił w tym czasie do międzywojennej polityki intensywnego wzmacniania potencjału militarnego zarówno Niemiec, jak i Rosji.

2. Polityka Zachodu, a zwłaszcza tzw. państw „anglosaskich”, doprowadziła do rewolucji w carskiej Rosji (1905-1917) i do dwóch wojen światowych, przegranych de facto zarówno przez Rosję, jak i przez Polskę, a patrząc szerzej – przez całą Słowiańszczyznę. Polityka Zachodu jest konsekwentnie prowojenna i obecnie realizowany jest w Polsce kolejny jej wariant, który może doprowadzić do działań zbrojnych na osi: Berlin – Warszawa – Mińsk – Moskwa.

Starając się od stu lat opanować w sposób całkowity i nieodwracalny terytorium i bogactwa Rosji, tzw. państwa „anglosaskie”, rządzone przez kapitał żydowski, nie wahają się organizować katastrof dziejowych i prowokować wojen międzysłowiańskich. Dla wywołania np. pochodu Polaków na wschód, przeciwko Rosjanom, potrzebna jest propaganda wojenna, osoba Wodza i cel merkantylny. Wszystkie te elementy widzimy dziś w Polsce. Na Polaków działa tu skutecznie arcybezsensowny – z punktu widzenia ich narodowego interesu – mit o konieczności odzyskania Kresów Wschodnich i równie iluzoryczna perspektywa ich udziału w podziale bogactw pokonanej Rosji. 

Dysponując zatem spolegliwymi prozachodnimi rządami i oddziałując, przede wszystkim za ich pośrednictwem, na uformowany już antyrosyjsko [1] naród polski, Zachód może wywołać w Polsce coś więcej, aniżeli samobójcze powstanie warszawskie – może wywołać antyrosyjską histerię wojenną i popchnąć masy młodych Polaków do nienawistnej rzezi na Wschodzie, do zabijania ruskich mężczyzn, kobiet i dzieci.

Jak wynika z raportu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia w Warszawie („Polska – Rosja. Diagnoza społeczna 2015” http://www.cprdip.pl/assets/media/Wydawnictwa/Raporty/POLSKA_ROSJA._Diagnoza_spoleczna_2015.pdf ), już w grudniu 2014 r. aż 82% Polaków (z pominięciem respondentów niezdecydowanych i nie posiadających opinii w tej sprawie) określiło Rosję jako kraj nieprzyjazny Polsce, a 71% wyraziło przekonanie, że Rosja ma wobec Polski nieprzyjazne zamiary.

Wniosek

Od momentu tamtego sondażu (przeprowadzonego przez firmę TNS Polska) propagandowe młyny mielą nieprzerwanie i wzrasta w Polsce poziom rusofobii, co poskutkowało podwójnym zwycięstwem PiS-u w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 r., a także utrzymywaniem się wysokiego poparcia dla tej partii i jej antyrosyjskiej polityki w roku 2016.

Dlatego recepta p. Romana Giertycha na pokonanie PiS-u („konserwatywny nieklerykalny liberalizm”) jest niczym lekarstwo bez głównego składnika. Tym składnikiem musi być, oczywiście, postulat braterskiej miłości Polaków i Rosjan – w życiu prywatnym, gospodarce i polityce – bo przecież, jak podkreślili Franciszek i Cyryl na Kubie, „nie jesteśmy rywalami, lecz braćmi” i musimy „nauczyć się żyć razem w pokoju, miłości i zgodzie między sobą”.

Do realizacji tego postulatu żadna prozachodnia „partia wojny” nie jest nam w Polsce potrzebna. Potrzebujemy dobrej woli i partii pokoju.

Komentarz (nbr)

[1] – Zob./Cм.: Избиение русских поляками на Евро 2012 (Pobicie Rosjan przez Polaków na Euro 2012, WIDEO + FOTO) http://europe-today.ru/2012/06/izbienie-russkix-polyakami-na-evro-2012/ (13.06.2012).

Polacy i Rosjanie to bracia na wieki. Поляки и русские – братья навек. Фото: rusimperia.tv

 

Zob. także/См. также:

Niech żyje NATO! Co wy na to? Да здравствует НАТО! Что вы на это? http://narodowy.blog.ru/221441875.html (26.05.2016).

Kontynuacja neosanacyjnego kursu w Polsce. Продолжение неосанацийнoгo курса в Польше http://narodowy.blog.ru/221350739.html (14.04.2016).

Proamerykańska neosanacja w Polsce. Проамериканскaя неосанация в Польше http://narodowy.blog.ru/220668979.html (15.12.2015).

Giertychowie wobec Rosji. Гертыхы по отношению к России http://polski.blog.ru/216380947.html (24.03.2015).

Sanacja/Санация (Польша): https://pl.wikipedia.org/wiki/Sanacja


 

Kontynuacja neo-sanacyjnego kursu w Polsce – Продолжение нео-санацийнoгo курса в Польше


Kontynuacja neosanacyjnego kursu w Polsce – Продолжение неосанацийнoгo курса в Польше  http://narodowy.blog.ru/221350739.html (14.04.2016).

LPR: „Kaczyński zmierza do pozaprawnego przejęcia kontroli nad Państwem, co nazywa się zamachem stanu.” Powyżej: Leon Wyczółkowski, Stańczyk/Szopka (1898).  LPR (ЛПC): „Качиньский стремится к вне законному перехвату контроля над Государством, что называется переворотом.” Выше: Леон Вычулковский, Станьчик/Вертеп (1898). Фото: lenta.ru

Stanowisko Zarządu Głównego LPR w sprawie sytuacji politycznej – Позиция ГУ ЛПC в отношении политической ситуации

Z wielką troską i ogromnym zaniepokojeniem obserwujemy sytuację w Polsce po wyborach prezydenckich i parlamentarnych zakończonych zwycięstwem PiS, którego bolesnym efektem jest doprowadzenie do kryzysu konstytucyjnego, który coraz bardziej odsłania intencję Kaczyńskiego zmierzającego do pozaprawnego przejęcia kontroli nad Państwem, co nazywa się zamachem stanu.

Jako typowy przedstawiciel cywilizacji wschodniej (turańskiej), Kaczyński utożsamia władzę rządową, którą uzyskał i której nikt nie kwestionuje, z władzą nad Państwem, które jest pojęciem znacznie szerszym i obejmuje niezależne instytucje takie jak: sądy, banki, media, uczelnie, Kościół, samorządy, a władza państwowa dzieli się na wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą.

Stoimy, zatem jako Państwo, na poważnym rozdrożu, nie tyle ideowym, czy politycznym, ale cywilizacyjnym odnoszącym się do metody budowy naszego życia społecznego. Efekty zaledwie kilkumiesięcznych rządów PiS powinny budzić poważną refleksję wśród odpowiedzialnej części naszego Narodu oraz zmuszać do wyciągnięcia właściwych wniosków.

Uderzenie w Trybunał Konstytucyjny, a więc podniesienie ręki na władzę sądowniczą, likwidacja niezależności prokuratury, likwidacja służby cywilnej, faktyczne zawłaszczenie mediów publicznych, nepotyzm i kumoterstwo w obsadzaniu stanowisk połączone ze zwalnianiem ludzi kompetentnych z szanowanych powszechnie instytucji, tworzenie fałszywego kultu smoleńskiego i upowszechnianie kultu klęsk oraz coraz nowe próby dzielenia Polaków – to owoce, które bardzo boleśnie ukazują styl rządów PiS.

Szczególnie niebezpiecznym i wysoce szkodliwym przejawem władzy PiS jest polityka zagraniczna [*], zupełnie nieodpowiedzialnie izolująca Polskę, narażająca nas na sankcje polityczne i gospodarcze, obniżająca rangę i powagę Polski w świecie.

Ewidentna i wyłączna odpowiedzialność Kaczyńskiego i PiS za powyższy, niekorzystny dla Polski i Polaków stan rzeczy, nie zwalnia opozycji parlamentarnej z rozsądnych i roztropnych działań na rzecz przywrócenia demokratycznych procedur przestrzegania prawa.

Dlatego z wielkim zaskoczeniem i zażenowaniem przyjmujemy naiwne przyjęcie, że samo zaproszenie od Kaczyńskiego, dla liderów opozycji, na spotkanie dialogowe oznaczało jakieś „światełko w tunelu”, czy też wyraz dobrej woli. Ze strony Kaczyńskiego nie było żadnego ustępstwa, czyli spotkanie było wyłącznie jemu potrzebne w celu uwiarygodnienia się wobec opinii publicznej, również zagranicznej, a co gorsze, może być uznane za legitymizację pozaprawnych, niekonstytucyjnych metod sprawowania władzy. W sprawie stosunku władz do Trybunału Konstytucyjnego nic się nie zmieniło.

Z całą mocą stwierdzamy, że warunkiem koniecznym do rozpoczęcia jakichkolwiek rozmów z Kaczyńskim musi być powrót do przestrzegania Konstytucji, a więc zaprzysiężenie trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych zgodnie z Konstytucją oraz wydrukowanie wyroków Sądu Konstytucyjnego. 

Zarząd Główny Ligi Polskich Rodzin

Warszawa, 9 kwietnia 2016 r.

[W skład Zarządu Głównego LPR wchodzą: Witold Bałażak – Prezes, Maciej Giertych – Przewodniczący Kongresu, Zenon Mroczkowski – Przewodniczący Rady Politycznej, Edmund Zając – Wiceprezes, Mirosław Ciechanowski – Skarbnik, Mieczysława Zalewska – Sekretarz, Dariusz Chmiel – członek Zarządu, Grzegorz Dębski – członek Zarządu, Andrzej Dorszewski – członek Zarządu, Maria Sendecka – członek Zarządu, Antoni Sosnowski – członek Zarządu. Za: http://www.lpr.pl/pl/wladze/ (13.04.2016).]

Źródło: http://www.lpr.pl/2016/04/13/stanowisko-zarzadu-glownego-lpr-w-sprawie-sytuacji-politycznej/ (13.04.2016).

Prezes Witold Bałażak i prof. Maciej Giertych na posiedzeniu Rady Politycznej LPR (08.04.2016).  Президент Витольд Балажак и проф. Мачей Гертых на заседании Политсовета ЛПC (Лига польских семей, польск. Liga Polskich Rodzin, LPR – национально-консервативная партия в Польше, в 2006-2007 гг. входящая в состав правительства Ярослава Качиньского). Фото: fbcdn.net 

Dalszy ciąg sanacyjnych porządków – Продолжение санацийных чисток

Od ostatniej „Opoki w Kraju” [nr 89(110) z grudnia 2015 r.] mamy dalsze dowody sanacyjnych metod w rządzeniu Polską przez PiS.

To, że nowa władza zmienia osoby na kierowniczych stanowiskach nikogo nie dziwi, ale sposób w jaki to się dokonuje jest charakterystyczny. W dniu 18.XII.2015 mieliśmy napad urzędników Ministerstwa Obrony Narodowej na centrum kontrwywiadu NATO o godz. 1.30 w nocy. W ramach [tej] operacji zainstalowano nowe władze. Czy nie można było tego dokonać w sposób bardziej kulturalny? Czy była obawa, że stara władza będzie ukrywać jakieś papiery przed nową? To traktowanie poprzedników jako złoczyńców. Element zamachu stanu.

Według nowych porządków prawo zaczyna działać wstecz. Nowe decyzje o Trybunale Konstytucyjnym przekreślają jego wcześniejsze decyzje.

Sprawy zamiast rozwijać się organicznie są załatwiane mechanistyczne. Decyzje o TK są wymyślane apriorystycznie. Zupełnie brak aposterioryzmu – analizy dotychczasowej sytuacji. Bez wystarczających konsultacji, bez zasięgnięcia opinii specjalistów, w trybie nagłym wprowadzane są zmiany dalekosiężne, wręcz przepychane kolanem w Sejmie, Senacie i błyskawicznie podpisywane przez prezydenta i publikowane.

To samo dotyczy ustaw o mediach publicznych (szefów będzie mianował minister skarbu), o podatku bankowym (wyniesie 0,44 % rocznie od wartości aktywów), o policji (prawo podsłuchu i inwigilacji internetu), nowela o służbie cywilnej (skasowano konkursy na stanowiska) i innych. Wszystko przepychane szybko, bez ekspertyz, bez uwzględniania poprawek opozycji – byle zdążyć przed nowym rokiem.

Ze służbą cywilną jest tak w krajach demokratycznych, że ona trwa, podczas gdy zmieniają się ministrowie, wiceministrowie i sekretarze stanu. Pracownicy służby cywilnej to fachowcy w określonych dziedzinach. Zainwestowali swe życiorysy w poznanie pewnych specjalności i swoją wiedzą służą zmieniającym się rządom. Tymczasem PiS potraktowało ich jak pracowników na umowach śmieciowych, na umowach zlecenie. Jednym ruchem całą służbę cywilną zwolniono z pracy i powołuje się nową pod upodobania partii rządzącej. Oczywiście, będzie z tego bałagan we wszystkich resortach. Gdyby przy okazji zredukowano biurokrację, to byłby z tego jakiś pożytek, ale na to się nie zanosi.

Ustawa o policji daje służbom mundurowym i specjalnym szeroki wachlarz możliwości pozyskiwania i gromadzenia prywatnych danych dotyczących Polaków. Z jakiej racji? W demokracji funkcjonuje zasada, że obywatel nie jest inwigilowany chyba, że jest podejrzenie, że popełnił jakieś przestępstwo. Inwigilacja prewencyjna to tak jak zastosowana przez Mariusza Kamińskiego prowokacja łapówkowa wobec Leppera o nic nie podejrzanego (za co Kamiński został skazany na więzienie, ale prezydent go ułaskawił). Oto normy PiS-owskie.

Wymiana personalna dokonuje się na ogromną skalę w administracji, mediach, służbach mundurowych itd. Ostatnio zwolniono doświadczonych kierowników stadnin koni w Janowie Podlaskim i Michałowie. Po co? Nie ceni się ludzi z doświadczeniem, coś potrafiących, samodzielnie myślących i działających. Mają być posłuszni nowej władzy. Mają się jej bać – bać, że stracą posadę. Polski nie stać na utratę tych wszystkich zwalnianych. Stanowią pewną wartość. Chodzi o obóz ludzi myślących, a nie działających na rozkaz. Sanacja pod hasłem walki z „sejmokracją” siłą obaliła rządy ludzi może skłóconych, błądzących, ale zatroskanych o Polskę i jej służących. Zastąpiła ich aparatczykami po wojskowemu posłusznymi „jedynie mądremu”. Komendant wie lepiej!

Rząd sam zwrócił się do Komisji Weneckiej o opinię. Skoro okazuje się, że nie jest ona przychylna rządowi – próbuje się ją ignorować. Jest to postawa sugerująca własną mocarstwowość i brak potrzeby liczenia się z opinią zagranicy. Na to mogą sobie pozwolić USA, Chiny czy Rosja, ale nie kraj wielkości Polski [*].

Prof. Maciej Giertych

Źródło: „Opoka w Kraju” nr 90(111), marzec 2016 r. http://opoka.giertych.pl/owk_90.htm

 

Czy PiS uprawia „mocarstwową” politykę zagraniczną, bez liczenia się z opinią Zachodu? Za czasów sanacji było zupełnie inaczej.  Ведёт ли Право и Cправедливость „великодержавную” внешнюю политику, без подсчета с мнением Запада? Во время санации было совсем по-другому. Фото: radikal.ru/nbr

------
[*] – Trudno powiedzieć, czy PiS uprawia „mocarstwową” politykę zagraniczną, bez liczenia się z opinią Zachodu (a zwłaszcza USA), gdyż szczegóły tej polityki znane są tylko wąskiemu gronu wtajemniczonych, a masy muszą zadowalać się ogólnikiem, że „nie ma dzisiaj zasadniczych sprzeczności na scenie politycznej co do kierunków, w jakich powinniśmy podążać i powinna być realizowana nasza polityka”:

„W środę [09.03.2016] odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, któremu przewodniczył prezydent Andrzej Duda. Tematem spotkania były główne, aktualne problemy związane z bezpieczeństwem kraju. (…) [Prezydent] Zwrócił uwagę, że spotkanie było objęte klauzulą tajności, wobec czego nie może ujawniać szczegółów. (…) Prezydent podkreślił fakt, że w podstawowych sprawach związanych z bezpieczeństwem Polski stanowisko całej sceny politycznej jest absolutnie jednorodne. – Jeżeli chodzi o  kierunki, w jakich powinniśmy podążać i powinna być realizowana nasza polityka, nie ma dzisiaj zasadniczych sprzeczności na scenie politycznej – dodał.
(…)
W spotkaniu wzięli udział premier Beata Szydło oraz szefowie wszystkich ugrupowań politycznych reprezentowanych w parlamencie: PiS – Jarosław Kaczyński, PO – Grzegorz Schetyna, Kukiz'15 – Paweł Kukiz, Nowoczesna – Ryszard Petru i PSL – Władysław Kosiniak-Kamysz.

W skład RBN wchodzą także: marszałek Sejmu Marek Kuchciński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak, szefowa Kancelarii Prezydenta Małgorzata Sadurska oraz sekretarz Rady, szef BBN Paweł Soloch.”
 
Źródło: Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,147,posiedzenie-rady-bezpieczenstwa-narodowego.html - wklej link do wyszukiwarki / скопируйте ссылку в поиск: prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,147,posiedzenie-rady-bezpieczenstwa-narodowego.html (09.03.2016). – Przyp. (nbr).

Zob. także/См. также:

Niech żyje NATO! Co wy na to? Да здравствует НАТО! Что вы на это? http://narodowy.blog.ru/221441875.html (26.05.2016).

Jak pokonać neosanację? Как победить нeоcанацию? http://narodowy.blog.ru/221430979.html (22.05.2016).

Proamerykańska neosanacja w Polsce. Проамериканскaя неосанация в Польше http://narodowy.blog.ru/220668979.html (15.12.2015).

Sanacja/Санация (Польша): https://pl.wikipedia.org/wiki/Sanacja